Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

24829 miejsce

Wiesz? Może cię dręczyć lęk ojca lub dziadka. Jest dziedziczony

Blisko 200 lat temu francuski uczony Jean Baptiste de Lamarck wymyślił, że cechy nabyte człowieka mogą być dziedziczone. Przez kolejne długie lata nikt w to nie dawał wiary. Nawet wyśmiewano Lamarcka, ale do czasu…

 / Fot. C C, Autor: MadprimeJeśli czegoś się boisz i nie wiesz czego, lub czujesz bliżej nieokreślony niepokój i nie znasz jego przyczyny – zapytaj o powody tych dziwnych nastrojów swojego ojca, dziadka albo pradziadów. Bo właśnie to ich niepokoje, strachy, lęki dręczą ciebie dzisiaj, i w dodatku w niespodziewanych, niewytłumaczalnych okolicznościach. Odziedziczyłeś te lęki, strachy, niepokoje swoich przodków, w genach.

Można by rzec - wszystko przez Jean Baptiste de Lamarcka (1744-1829). Ten francuski biolog, lekarz, profesor zoologii, twórca wczesnej teorii ewolucji, wymyślił na początku XIX wieku, że cechy nabyte człowieka i zwierząt, mogą być dziedziczone. Pogląd ten, od początku krytykowany przez wielu naukowców, został totalnie i ostatecznie skompromitowany, gdy w okresie panowania Rosji radzieckiej, wykorzystał go sprytnie w ideologii, stalinowski agronom przyrodnik, Trofim Łysenko. Ale teraz znowu odżył. I masz ci babo placek!

Kazano myszom wąchać wiśnie

Najnowsze badania uczonych amerykańskich, opublikowane w "Nature Neuroscience", wywołują zdumienie i chichot historii. Dowodzą przecież prawdziwości teorii Lamarcka o tym, że pewne cechy nabyte, mogą być przekazywane z pokolenia na pokolenie. Dotyczyć to może, na przykład, reakcji lękowej na określone zapachy.

W najnowszych badaniach wykorzystano myszy. Odkryto w warunkach laboratoryjnych, że każąc myszom wąchać wiśnie, można nauczyć je odczuwać lęk z zapachu wiśni. Podczas eksperymentu, naukowiec wąchającą wiśnie mysz - trącił prądem. Od tego momentu zapach wiśni zaczął się myszy kojarzyć z potężnym stresem i wywoływał uczucie lęku. Woń wiśni uczyniła, że badane gryzonie stały się wyjątkowo nerwowe, zagubione i rozkojarzone.

Wnikliwe obserwacje w badaniach wykazały też istotne zmiany w ich mózgu. Jakie? W korze węchowej myszy pojawiło się więcej receptorów, które reagują na zapach wiśni tak silnie, aby dało się go wyczuć, jako zwiastujący niebezpieczeństwo. W znacznie niższych stężeniach receptory te uczeni nazywają M71. Gen, jako podstawowa jednostka dziedziczności, odpowiedzialny za określony receptor, jest i zostaje pobudzony do działania. A to świetna sprawa dla naukowców, gdyż dokładnie już wiedzą, o jaki chodzi gen.

Lęk przed wonią wiśni przeszedł na potomstwo

Uczeni z Emory University School of Medicine w Atlancie (USA), w kolejnym etapie badań postanowili sprawdzić, czy lęk na wiśniowy zapach nie przenosi się z owym genem (lęku) na kolejne pokolenia myszy. Badano, choć - na zdrowy rozsądek - czemu miałoby tak się stać?

Pobrano od samców myszy, które boją się woni wiśniowej, ich nasienie. Zapłodniono nim samiczki. Kiedy poczęte tą drogą małe myszki dorosły - poddano je próbie węchowej na woń wiśni. Okazało się, że potomstwo ojców negatywnie wrażliwych na woń wiśni, też miało tę cechę, choć nigdy nie doznało szoku elektrycznego.

Zatem dzieci ojców nerwowych z powodu zapachu wiśni, czując ten zapach, zaczynały zachowywać się bardzo nerwowo. Także ich potomstwo podobnie reagowało. Wniosek: Strach przed wiśnią mógł być jedynie wynikiem dziedziczenia. A kolejne pokolenia miały w mózgach więcej receptorów M71.

"Metylacja - wirtuoz naszych genów"

Skracając w znacznym stopniu opis przebiegu dalszych badań nad kwestiami dziedziczenia i działania genów, zwróćmy uwagę na to, iż uczeni stwierdzili, że do naszych różnych genów może przylec (przyczepić się) cząsteczka zwana "grupą metylową". Metyzacja oznacza pewną drobną (nieznaczną) reakcję chemiczną. Na drodze metylacji, przyczepiona do genu cząsteczka, działa jak swoisty korek. Zatyka ona gen. I wyłącza jego działanie, czyli dezaktywuje.

Jak to ktoś zauważył metyzacja jest wirtuozem naszych genów. A skąd się bierze w naszym organizmie ów tajemniczy korek? Otóż, źródeł jego powstania jest wiele. Odpowiadamy za to sobie sami; chodzi o jedzenie, picie, toksyny, lekarstwa, itp. - ogólnie mówiąc – winowajcą jest wewnętrzne i zewnętrzne środowisko.

Zdaniem naukowców, środowisko ma wpływ na to, które z naszych genów działają, a które są wyłączone, zatkane, nieaktywne. A więc otoczenie i to co jemy oraz jak i gdzie żyjemy, może wpływać na aktywność, bądź uśpienie naszych genów, przy czym środowisko nie zmienia struktury naszego DNA.

Obrazowo prostym ujęciu można by ten skomplikowany proces porównać do gry na fortepianie. Jak wiemy fortepian ma stały skład szeregu licznych klawiszy. W zależności od tego, który z klawiszy uaktywnimy (trącimy), a który zostawimy w milczeniu, możemy na tym instrumencie zagrać różne melodie. Zatem "wirtuozem naszych genów jest metylacja".

Lęk jednego pokolenia przechodzi na kolejne

Upraszczając sprawę - DNA stanowi (zawiera) instrukcję budowy i działania naszego organizmu. Istnieje w nim – zdaniem uczonych - instrukcja do instrukcji. Ten fenomen nazywa się epigenom. To informacja o tym, jak i kiedy oraz który gen ma być uaktywniony. Nie ma niestety wyłącznie jednego epigenomu. Każdy człowiek ma ich tysiące, a być może i miliony. Bo inne geny, w każdej komórce naszego ciała, działają w wątrobie, inne w mózgu, a jeszcze inne w nerce i w skórze. Inne są włączone w naszej młodości, a inne - w starości.

Naukowcy opracowali mapę ludzkiego genomu. Wtedy - z zachwytu i szczęścia - odtrąbili wielkie zwycięstwo. Wiktoria! Dzięki temu odkryciu wiemy, że człowiek ma 3 miliardy par nukleotydów, które wchodzą w skład 25 tysięcy genów. Nukleozydy, w języku naukowym - to glikozydy złożone z zasad purynowych i z rybozy lub deoksyrybozy. Zatem uczonym wyszedł szczegółowy przepis na człowieka. Na tym tle nie brak żartów i kpin w kręgach naukowych.

- Co to za mapa? - drwią epigenetycy. Jakim celom ma służyć? Jak się przy pomocy poruszać, skoro nie wiemy, które z dróg są otwarte, a które zamknięte? Uczeni nie pozostają w spokoju. Robią następne i kolejne eksperymenty. Ot, choćby ten z wąchaniem wiśni.

Wciąż jednak - mimo, że dowodzą niezbicie, że reakcja lękowa na woń (zapach) może być dziedziczona - nie potrafią odpowiedzieć na pytanie: Jak? Co i jak - pod wpływem silnych przeżyć (stresu) danej osoby - zmienia aktywność jej genów w plemnikach, lub komórkach jajowych? A także: Jak strach jednego pokolenia przenosi się na kolejne? W ilu pokoleniach ta zmiana się utrzymuje? Pytania są istotne – odpowiedzi brak.

Stanisław Cybruch

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Bardzo ciekawy materiał!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.