Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

1077 miejsce

Więziona Austriaczka opłakuje porywacza

Po ośmiu latach więzienia w ciemnej celi, Natascha Kampusch zdołała uciec porywaczowi. Dziś twierdzi, że był on częścią jej życia.

Natasha została porwana przez Wolfganga Priklopila, gdy wracała ze szkoły.
Miała wtedy 10 lat. Policja poszukiwała zaginionej dziewczyny w całym kraju, a nawet poza jego granicami. Z czasem rodzina pogodziła się z myślą, że dziewczynka nie żyje. Tymczasem ich dziecko było zakładniczką 44-letniego elektryka.

Ucieczka
W zeszłą środę Natascha wykorzystała moment nieuwagi porywacza. Wybiegła na podwórko i poinformowała sąsiada kim jest. Policja bez problemu namierzyła dom i odnalazła zaginioną. Nie miała przy sobie żadnego dokumentu, jednak była w stanie się przedstawić, a funkcjonariusze zidentyfikowali ją po bliźnie. Przeprowadzono również badania DNA, których celem było potwierdzenie tożsamości dziewczyny. Badania nie były potrzebne funkcjonariuszom, którzy oddawali córkę w ręce ojca, na widok którego rozpłakała się. Natascha nie miała kłopotów z komunikacją. Natomiast problemem było dla niej przebywanie na słońcu, po latach spędzonych w ciemnym pomieszczeniu. Kiedy porywacz zorientował się, że jego zakładniczka uciekła, wpadł w panikę. Wybiegł z mieszkania i rzucił się pod pędzący pociąg.

Wyznanie
W Wiedniu opublikowano pierwsze wyznanie dziewczyny po ośmiu latach jej pobytu w dźwiękoszczelnej celi. Uwolniona poprosiła dziennikarzy o czas na oswojenie się z nową sytuacją i stwierdziła, że sama wybierze moment odpowiedni do nawiązania kontaktu z mediami. Natascha przekazała jednak pisemne wspomnienia z pobytu w podziemiach Strasshof swojemu psychiatrze, który odczytał je publicznie podczas konferencji prasowej. "Ten człowiek był częścią mojego życia i dlatego w pewnym sensie go opłakuję" napisała o swoim porywaczu. Napisała także, że choć jest świadoma, iż nie miała normalnego dzieciństwa, to jednak dzięki porwaniu nie zeszła na złą drogę, nie zaczęła palić, nie zaprzyjaźniła się z "podejrzanym" towarzystwem.

Natascha zaczyna się też już dzielić wrażeniami z odzyskanej wolności. W środę wystąpiła w austriackiej telewizji ORF, udzielając pierwszego wywiadu telewizyjnego. – Byłam incognito na lodach – powiedziała uśmiechnięta Natascha dziennikarzowi ORF. Poszła na lody w towarzystwie opiekującego się nią psychiatry, w chustce na głowie i okularach przeciwsłonecznych, żeby jej nie rozpoznano. Natascha powiedziała w telewizji, że czuje się dobrze, "biorąc pod uwagę okoliczności". Czas spędza "wypoczywając po trudach ucieczki", rozmawia przez telefon z rodzicami. Powiedziała też, że w poniedziałek i we wtorek spotkała się z matką. Wypowiadała się sprawnie. Była natomiast roztrzęsiona i blada, jakby od dawna nie wychodziła na słońce. Na widok swego ojca wybuchła płaczem. 18-letnia Natascha napisała wtedy o swoim porywaczu m.in.: "Nie był moim panem, chociaż chciał być. Byłam równie silna. Mówiąc obrazowo, nosił mnie na rękach, a jednocześnie kopał".

Czas z porywaczem
Większość psychologów wskazuje na syndrom sztokholmski jako przyczynę takiej postawy. Wiele lat temu właśnie w Sztokholmie odkryto mechanizm przywiązywania się ofiary do porywacza. Warto jednak zaznaczyć, że syndrom ten nie jest dokładnie udokumentowany i część specjalistów odnosi się do niego sceptycznie. Natascha starała się opisać normalny dzień z jej życia w domu, w którym była więziona. Według opisu porywacz i porwana spędzali ze sobą dużo czasu podczas posiłków i codziennych obowiązków domowych. Od czasu do czasu mężczyzna pozwalał dziewczynie czytać książki i oglądać telewizję. Nie wspomniała jednak o sprawach intymnych, twierdząc że jest to jej prywatna sprawa. Lekarz badający Nataschę po jej odnalezieniu nie stwierdził jednak obecności oznak przemocy seksualnej.

Przesłuchany i wypuszczony
Wolfgang Priklopil był jednym z podejrzanych podczas śledztwa. Tropem był jego biały van, którego rozpoznała przyjaciółka porwanej. Jednak policja nie dysponowała wystarczającą liczbą dowodów i zmuszona była wypuścić podejrzanego. Na pełne, publiczne wyznania Nataschy czekają nie tylko Austriacy. Pozostało jeszcze wiele niewyjaśnionych kwestii tej sprawy, które przedstawić może tylko porwana. Jednak Natascha nie chce mówić o wszystkim. Zabroniła nawet fotografowania swojej celi, twierdząc że to był jej pokój i podkreślając, że urządzała go wspólnie z porywaczem. Już teraz wiadomo, że wiele pytań pozostanie bez odpowiedzi, nawet po wyjaśnieniach Nataschy. A ona będzie chciała jak najszybciej zapomnieć o minionych latach, zdać maturę, iść na studia, po prostu nadrobić stracony czas.

Materiał powstał na podstawie informacji agencyjnych

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (4):

Sortuj komentarze:

natascha kampush
  • natascha kampush
  • 01.03.2011 16:20

mariusz smolinski miał racje ze swoja droga syndrom sztokholmski i ze to jednak nie była fascynujaca sprawa lecz jednak wzieła sie do tego 1975 r.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 19.04.2009 14:17

I tu znowu można powtórzyć po raz nie wiadomo który, że dziwny jest ten świat... Zgadzam się z agatą777, że media nie powinny żerować na kudzkim pogmatwanym życiu.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nawet nieźle. I w sumie nie dziwię się dziewczynie, że opłakuje swojego porywacza w końcu spędziła z nim tyle lat i ogólnie z tego co jest napisane w tym artykule przywiązała się do niego(choć to może głupio brzmieć).Myślę, że psychika tej dziewczyny bardzo się zniekształciła po tylu latach nienormalnego życia.
Media nie powinny ze wszystkiego robić takiej sensacji................

Komentarz został ukrytyrozwiń

swoją drogą syndrom sztokholmski to fascynująca sprawa. nazwa wzięła się od tego, że kiedy w 1975 r. napadnięto na bank jego pracownicy nie chcieli współpracować z policją, ponieważ odczuwali jakiś rodzaj emocjonalnego związania z bandytami.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.