Facebook Google+ Twitter

Wigilia pod czerwoną gwiazdą

Późne lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku. Moskwa czasów "pierestrojki". Z grupą przyszłych filologów spędzam Boże Narodzenie w Instytucie Języka Rosyjskiego im. A. S. Puszkina.

Wigilia w Rosji / Fot. Marta JennerDla większości z nas będą to pierwsze w życiu Święta obchodzone poza domem. Stęsknieni już za krajem i rodzinami, chcemy zrobić wszystko, żeby te dni jak najmniej odbiegały od polskiego obyczaju. Czy nam się uda?

Na jakiś tydzień przed Wigilią jedziemy na Dworzec Białoruski. Na trzydziestostopniowym mrozie przytupujemy na peronie i rozcieramy zgrabiałe ręce w oczekiwaniu na pociąg z Polski. Mamy odebrać od konduktora paczuszkę opłatków. Spotyka nas radosna niespodzianka - razem z opłatkami przyjechały kartki z życzeniami od najbliższych, koncentrat czerwonego barszczu i wianuszek suszonych grzybów. Prawdziwe szczęście w czasach, gdy list z Krakowa do Moskwy wędrował co najmniej trzy tygodnie, a paczki często docierały do adresata ogołocone. O ile docierały.

Nie mamy pojęcia, skąd wziąć warzywa na świąteczną sałatkę - sklepowe półki zapełniają głównie wielkie słoje konserwowych ogórków i pomidorów w zalewie. Prosimy o radę "babcię" Wierę Fiodorownę, emerytowaną bibliotekarkę, która mimo siedemdziesiątki na karku w pocie czoła sprząta nasze piętro (emeryturę ma niewielką, a życie w stolicy Kraju Rad nie jest tanie). Wyjaśnia, jak trafić na bazarek, gdzie po czarnorynkowych cenach można kupić takie rarytasy jak pietruszka czy seler.

Zapraszamy przemiłą staruszkę na wieczerzę wigilijną, ale z zakłopotaniem kręci głową. Wyjaśnia szeptem, że mogłaby stracić pracę, bo "etażowa" (recepcjonistka na piętrze) musiałaby donieść do dyrekcji, że koleżanka spoufala się z gośćmi. Musiałaby? - dziwimy się naiwnie. Przecież recepcjonistki przyjaźnią się z Wierą Fiodorowną! Nie miałaby wyjścia... - wzdycha "babcia". W przeciwnym wypadku ktoś inny doniósłby na "etażową".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Wobec Ich losu moja historia jest tylko zabawną opowiastką...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z rozrzewnieniem przeczytałam ten tekst i własnie go tłumaczę bułgarskiej przyjaciólce, ktora studiowała w Moskwie. Jej też się podoba.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.12.2009 10:06

Piękny tekst. Tak prosty i tak obrazowy... To prawdziwy kunszt, Marto.

Ukłony

Komentarz został ukrytyrozwiń

Świetnie opisane ciekawe przeżycie. Wyobrażam sobie, jak musiały smakować z takim trudem zdobywane "rarytasy".

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marto, poprostu 5* !

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawa opowieść ładnie przekazana, 5*

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przeczytane jednym tchem... uwielbiam takie historyjki :D. Oczywiście 5+ :).

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 21.12.2009 16:32

"A mnie tak żal, że tu gdzieś nie pojawi się Puszkin. Tak chętnie bym z nim na koniak gdzieś wpadł......" 5* Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.