Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Kultura > Książki > William Marshal - waleczny rycerz wygnany z dworu Andegawenów

Pozycja materiału w rankingach:

12669 miejsce

Dział: Książki

Ocena: 0pkt

Oceń:

William Marshal - waleczny rycerz wygnany z dworu Andegawenów

  • Źródło: Gość dnia
  • 2010-05-19 10:42
  • Odsłon: 3265
  • Komentarzy: 0

To oparta na faktach historia Williama Marshala, największego z rycerzy średniowiecza, niepokonanego w turniejach. Człowieka, który dzięki swej zręczności w barwnym, lecz niebezpiecznym świecie polityki dworu Andegawenów stał się jednym z najpotężniejszych magnatów, zostając w końcu regentem Anglii.


Na dziedzińcu stajenni czekali na nich z gotowymi do jazdy końmi. John Marshal wsunął stopę w strzemię, przełożył nogę nad siodłem i pochylił się, żeby podnieść Williama i posadzić go przed sobą.
- Pamiętaj, że jesteś synem królewskiego marszałka i siostrzeńcem hrabiego Salisbury. – Ojciec ścisnął kolanami boki ogiera i wyprowadził swój oddział przez bramy. William widział przed sobą poznaczone wojennymi bliznami ręce ojca trzymające wodze i kolorowe nici, którymi wyszyte były rękawy jego tuniki.
- Czy długo mnie nie będzie? – spytało jego senne ja dyszkantem.
- To zależy od tego, jak długo król Stephen będzie cię chciał zatrzymać.
- A dlaczego w ogóle chce mnie u siebie trzymać?
- Ponieważ złożyłem mu pewną obietnicę, a on chce mieć gwarancję, że ją spełnię. – Głos ojca był ostry jak ostrze miecza przesuwające się po kamieniu. – Jesteś zakładnikiem mojego słowa.
- Co to za obietnica?
William poczuł jak przez pierś ojca przechodzi spazm i usłyszał prychnięcie przypominające śmiech.
- Obietnicę, jaką tylko szaleniec mógł złożyć głupcowi.
Była to dziwna odpowiedź. Młody William odwrócił się w siodle, wyciągając szyję, żeby spojrzeć w znajomą, okaleczoną twarz. Starszy William przekręcił się na bok pod kocem, marszcząc brwi i poruszając szybko gałkami ocznymi. W zamglonej, sennej wizji słowa ojca ucichły, zastąpione podniesionymi głosami mężczyzny i kobiety.
- Ten łajdak złamał słowo, zabarykadował się w swojej twierdzy i wypchał ją po dach ludźmi i zapasami. – W głosie mężczyzny wyraźnie było słychać pogardę. – Nigdy nie miał zamiaru się poddać.
- A co z jego synem? – spytała kobieta przerażonym szeptem.
- Chłopiec jest zakładnikiem. Jego ojciec twierdzi, że malec nic go nie obchodzi. Ponoć wciąż ma jeszcze kowadło i młot, żeby wykuć synów jeszcze lepszych niż ci, których traci.
- Chyba nie mówi tego poważnie...
Mężczyzna splunął.
- John Marshal to wściekły pies. Kto wie, co zrobi. Król chce chłopca.
- Nie masz chyba zamiaru... Nie możesz! – Kobieta podniosła głos, w którym słychać było zgrozę.
- Nie, nie mam. Cokolwiek się stanie, obciąży to sumienie króla i przeklętego ojca chłopaka. Strawa się przypala, kobieto. Zajmij się swoimi obowiązkami.

Czytaj dalej na stronie Aurum
 / Fot. Aurum  / Fot. Aurum

Komentarze: 0

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.