Facebook Google+ Twitter

"Wino truskawkowe" - poetycka proza Stasiuka na ekranie

Poetycki odbiór świata, niezwykła magia, poruszająca muzyka idealnie wkomponowana w obraz, prawdziwe emocje – o najnowszym filmie Dariusza Jabłońskiego można mówić jedynie w samych superlatywach.

Plakat filmu "Wino truskawkowe" / Fot. Materiały dystrybutoraAndrzej, policjant znakomicie zagrany przez Jiriego Machacka, przyjeżdża do Żłobisk w Beskidzie Niskim, aby zapomnieć o tragicznych wydarzeniach z przeszłości. Na własną prośbę zostaje przeniesiony ze stolicy i zaczyna pracę u boku komendanta, wspominającego z nostalgią czasy PRL-u. Poznaje okolicę, jeżdżąc na "służbowym rowerze" - starym, zdezelowanym wraku. Czas nie obszedł się lepiej z mieszkańcami wioski. Od kiedy zamknięto PGR-y, głównym zajęciem tutejszych mężczyzn stały się pogawędki suto zakrapiane alkoholem w miejscowym barze, a stopa bezrobocia niepokojąco wzrosła.

W obrazie Jabłońskiego z łatwością odnajduje się obecny w prozie Stasiuka realizm magiczny. "Opowieści galicyjskie" były dziełem trudnym do przeniesienia na ekran, a mam wrażenie, że reżyserowi udało się nie utracić nic z ich specyficznego klimatu. Miłość, zbrodnia, odkupienie winy przeplatają się ze sobą, stanowiąc naturalną kolej życia. Mimo że nie przeszkadzają zasad dekalogu, wszyscy idą w niedzielę do kościoła, a ksiądz (Jerzy Radziwiłowicz) odwiedza "zbłąkane owieczki", by nawrócić je na dobrą drogę. Gdy Andrzej wyjaśnia proboszczowi, iż nie do końca wierzy w Boga, ksiądz odpowiada: "Poglądy poglądami, a na mszę nie szkodzi przyjść". Akceptacja czyjejś śmierci przychodzi tutejszym z łatwością, a widzenie duchów zmarłych nie jest uważane za coś nadzwyczajnego.

Film uwodzi niezwykłymi obrazami. Specyficzne światło i tonacja kolorystyczna sprawiają, że Żłobiska zamieniają się w miejsce magiczne. Może to tytułowe wino truskawkowe sprawia, że rzeczywistość nabiera kolorów? Trzeba przyznać, że film oddziałuje na wszystkie zmysły - widz nie tylko rozkoszuje się wspaniale wkomponowaną w obrazy muzyką Michała Lorenca, ale i przenosi w odrealniony świat zapachów oraz wrażeń sensorycznych.

Reżyser, wzorem Stasiuka, zamiast na wydarzeniach skupia się na postaciach. Są to bohaterowie nieszablonowi, każdy z nich ma swoją własną historię, specyficzny dla siebie odbiór rzeczywistości. Nie ma sztywnego podziału na dobro i zło. Nawet Kościejny, grany przez Mariana Dziędziela, który zabija z miłości, nie jest postacią w pełni negatywną. Głęboko drzemiący w nim pierwiastek dobra sprawia, że w kluczowym momencie pomaga Andrzejowi odkryć prawdę. Barwną kreację pochodzącej ze Słowacji Lubicy, obiektu pożądania okolicznych mężczyzn, tworzy Zuzana Fialova, znana polskim widzom z "Niedźwiadka". Lubica przyjechała do Żłobisk w poszukiwaniu ojca i już została. Nie czuje się szczęśliwa z Edkiem (Cezary Kosiński), właścicielem jednego z nielicznych samochodów w okolicy, który pragnąc zaimponować otoczeniu, opowiada o swoim pobycie w Ameryce. Żywiołem Fialovej jest taniec, którym kusi mężczyzn. Kiedy się zwiewnie porusza, bardziej przypomina nimfę niż kobietę z krwi i kości.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Świetnie...miałem o tym napisać, cieszę się, że tego nie zrobiłem :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dla mnie powrót do szarej warszawskiej rzeczywistści po zakończonym seansie okazał się bardzo trudny...
Film robi niesamowite wrażenie, a muzyka Lorenca do tej pory brzmi w moich uszach...:)
+ za dobrze napisaną recenzję:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.