Facebook Google+ Twitter

Wio historia, czyli recenzja "Konia Alechina"

"Koń Alechina" to debiut Kaspra Bajona. Jak informuje wydawca - do rąk czytelników oddano sagę rodzinną au rebours. I rzeczywiście - prawie wszystko w tej powieści jest na opak.

Okładka książki / Fot. materiały prasoweNa niemalże 300 stronach zakreślono 200 lat z życia pewnej hrabiowskiej rodziny. A dzieje te opisano w niebanalny sposób. Mamy tu narratora, który bezpośrednio zwraca się do czytelnika, wodzi go za nos i tak naprawdę nadaje całej historii rytm. Mamy również ciekawych bohaterów. "Widzisz nad lasem, na niebie, długi pochód przodków. Przewodzi mu Heliodor, jak zwykle staromodnie elegancki: w sztruksowych spodniach, marynarce w jodełkę i meloniku, tuż za nim Konstanty i eteryczna Gabriela, dalej Ferdynand, który kręci młynka monoklem i jego żona: Anna Nessauen, Leon i Józia (być może najbardziej nieszczęśliwa z całej rodziny), obok nich stąpa Wawrzyniec, genialny odkrywca rzepu, i jego żona Kornelia, za nimi wolnym krokiem idą Aniela w samej halce, blada Salomea i awanturnik Ludwik Mylo w mundurze pułkownika lansjerów. Na samym końcu Sabina z Ignacym płyną po niebie. Zapamiętani". Ich dzieje spisuje Karol Lorak - alter ego autora. Ale zanim historia została spisana "(…) musiał upłynąć zarówno czas realny, jak i czas powieściowy - jeszcze nie zapisany, ale już istniejący w ramach opowieści".
Snute opowieści graniczą miedzy tym co realne, a tym co wymyślone. Autor swobodnie zmienia czas i miejsce akcji, pojawiają się wtrącenia, poetyckie zapisy. Na tyle, na ile pozwoli nam opowiadacz udaje się nam poznać poszczególne postaci. "Karol powoli odsłania kolejne warstwy czasu. Zza każdego obrazu prześwituje następny - i tak bez końca - tworząc w ten sposób barwny miraż. To się ktoś wyłania, to znika. Jak podczas partii szachów, gdy niektóre bierki czekają nawet po kilkanaście ruchów, aż zostaną przesunięte, inne w ogóle nie są ruszane, a jeszcze inne od razu giną - ale wszystkie tworzą zamknięty, zdefiniowany świat szachownicy i podczas partii każda ma swoją, niepowtarzalną rolę do odegrania." Fabuły nie sposób streścić, pojedyncze historie wracają niczym flashbacki, co i rusz pojawia się i znika tajemniczy wątek skarbu, który niestety nie znajduje swego rozwiązania. W książce brakuje również puenty, a czytelnik może czuć się nieco zawiedziony, że autor wywiódł go na manowce i nie pozwolił zaspokoić "czytelniczego głodu". Mimo tego nie każdy będzie szukał dalszego ciągu.
Nieco mistyczna opowieść przenosi do przeszłości, pojawiają się celne pytania, które wielu z nas zadało sobie chociaż raz, dotykając tego, co minęło. "Godzinami wyobrażał sobie ludzi związanych z tymi miejscami. Ich historię. Ich dramaty. Ich szczęście. Jak żyli? Do czego doszli? Jak umarli?". Opowieści towarzyszą czarno-białe fotografie ludzi i miejsc, które kiedyś dla kogoś coś znaczyły. Zdaje się, że książka staje się swoistego rodzaju pomnikiem pamięci.
Trzeba przyznać, że debiut autora jest całkiem udany. Może chwilami "zawiewa" zbytnio poetyckością i pojawia się zbyt wiele powtórzeń tego samego wątku, ale książkę czyta się przyjemnie, a to z kolei świadczy o tym, że Bajon posiada lekkość pióra. Obawiam się jednak, że tytuł ten zniknie w natłoku publikacji dostępnych na rynku. Mimo niebanalnej konwencji, dość ciekawej historii i wprowadzeniu narratora, w mojej opinii książkę można postawić w biblioteczce na półce przeczytane i niebawem zapomniane.

Kasper Bajon, "Koń Alechina", Wydawnictwo MG

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.