Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

10317 miejsce

Wiosna Filmów: "Wojna" - czyli dylematy spod Nangar Khel

Pokazywana przedpremierowo na 22. Wiośnie Filmów "Wojna", duńska nominacja do Oscara 2015, to opowieść o wojnie w Afganistanie snuta z perspektywy męża i ojca wysłanego w misję wojskową. To bardziej kino społeczne niż wojenne.

"Wojna", która wybucha w polskich kinach, to przykład kameralnego dzieła zaangażowanego społecznie z ambicjami politycznymi. Można w "Wojnie" docenić pewną twórczą dojrzałość reżysera, Tobiasa Lindholma. Lindholm często ukazywał człowieka osadzonego w skrajnej sytuacji, zmiażdżonego przez wrogie środowisko z jednej strony, a zżeranego przez własne słabości z drugiej. Jego debiut "R" zbudowany był na symetrii – dwaj więźniowie, którzy zawiązali ze sobą porozumienie, bardzo źle skończyli rozdzielając się i rozbijając tę wąską, wypracowaną relację. W kolejnym filmie – "Porwanie" - Lindholm ukazywał symetrię miedzy marynarzami uwięzionymi na statku, a zamkniętym w biurowcu managerami zdalnie negocjującymi z somalijskimi porywaczami.

Tutaj reżyser pozostaje wierny obranemu sobie we wcześniejszych filmach minimalizmowi. Cały film rozgrywa się w niuansach, małych odcieniach. Historia jest prosta – oficer musi ponieść odpowiedzialność za podjętą przez siebie decyzję i lawinowe jej konsekwencje. W pierwszej połowie "Wojny" akcja jest zamknięta (w wojskowej bazie), ale baza jest twierdzą, a nie więzieniem, przeciwnie, żołnierze nie chcą się z niej wydostać, wolą raczej siedzieć w niej bezpiecznie i nikogo na siłę nie przyjmować. Dramat rozpocznie się wtedy, gdy pewna wsparta przez duńskich żołnierzy rodzina afgańska prosi o udzieleniu azylu przed uznającymi ich za zdrajców talibami, chcącymi ją uśmiercić tylko z powodu przyjęcia od wroga humanitarnej pomocy. Akcja ratunkowa kończy się katastrofą i śmiercią ludności cywilnej... Opisywana wcześniej symetria Lindholma opiera się w tym przypadku na podobieństwie między przebiegiem misji wojennej w pierwszej części filmu, a jej sądową relacją w części drugiej. Tak samo jak w twierdzy - żołnierze będą zamknięci w sali sądowej. Podobnych filmów było już dużo, "Szalona odwaga" z Meg Ryan, czy "Regulamin zabijania" z Samuelem Jacksonem i Tommy Lee Jonesem. Mimo rozrywkowego potencjału wymienionego wyżej kina hollywoodzkiego, nie ma podstaw na rozróżnianie filmów w kategorii jakościowej – były to w miarę dobre filmy o honorze, ale i odwadze, która czasami potrafi doprowadzić do katastrofy. Lindholm łączy wskazany "Regulamin zabijania" z wątkiem z "Braci" Suzanne Bier – gdzie weteran wojenny musi mierzyć się z emocjami swojej żony, która czuje się opuszczana. Wszystko to przypomina również polskie dylematy z Nangar Khel – i nasuwa pytanie o to, co w wojnie można, a czego nie można. Żołnierz chce dobrowolnie wziąć na siebie karę, ale to oddaliłoby go o rodziny, od dzieci, pozostających w rękach samotnej kobiety.

Zgrzyt polega na tym, że nawet przy dobrej woli i sympatii do reżysera, po jego poprzednich dokonaniach, trudno znaleźć w "Wojnie" coś nowego. Nieśmiertelny "Czas apokalipsy", pokazywał w sposób dosadny, że nie da się wygrać wojny z przeciwnikiem zdeterminowanym do tego stopnia, że jest w stanie uciąć rączki dzieciom zaszczepionym przez przeciwnika. Tutaj ten problem przeniesiono w skali 1:1. Powiedzmy, że film Coppolli tylko prześlizgnął się po temacie Wietnamu, w ogóle nie pokazując n.p. racji Wietnamczyka z północy, ale już o samej wojnie jako takiej mówił wiele. "Wojna" - mówi nieco mniej. Jest kameralna w sposób telewizyjny, zawężona do jednej przestrzeni. Tytuł ma dość brawurowy, w istocie może nawet przesadzony - tutaj widać zaledwie jeden jej wycinek i co najwyżej strzelaninę (bitwa to za dużo powiedziane) przy wsparciu ataku powietrznego. Zdjęcia porywają może w dwóch, trzech scenach. Może będzie to dla Duńczyka obrazoburcze, ale gdy nawiążę do polskiego serialu "Misja Afganistan", a szczególnie do odcinka z żołnierzem niepotrafiącym się odnaleźć po powrocie do kraju - to dużej różnicy poziomów między dziełami nie zobaczę. Powstawało już kino wojenne z małym budżetem – pieniądze to więc żaden problem. Wydawałoby się, że przy dobrze rozpisanych rolach, można by z "Wojny" wycisnąć więcej.

Na koniec trzeba dodać coś jeszcze o samym – grającym główną rolę duńskim gwiazdorze pierwszego formatu - Pilou Asbæku, który sprawdza się w każdej roli, grał już zresztą żołnierza z Afganistanu, w gościnnym występie w 2. sezonie "Killing". W dwóch poprzednich filmach Lindholma, a także w jego serialu "Rząd" miał jednak trochę więcej pola do popisu - stąd też właśnie je polecałbym bardziej, może też w pierwszej kolejności.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.