Facebook Google+ Twitter

Wiraż Barcelony

Coś, co pękło po dwumeczu z Bayernem, rozpada się teraz na coraz drobniejsze kawałki. Barcelona, epatująca bezradnością na tle broniącego się przed spadkiem Realu Vallodolid może jeszcze je posklejać, ale efekt końcowy nie będzie taki sam.

Gerardo 'Tata' Martino / Fot. PAP/EPADo prowadzenia wybitnej drużyny potrzebny jest wybitny trener. Katalońskie mury nie mają zwyczaju wypuszczać obiegowych informacji, o jakichkolwiek pomrukach niezadowolenia wobec Gerardo Martino nie słychać. Tylko, że w przypadku tego klubu zły styl przemawia głośnej niż zły wynik, a estetyka nie ustępuje miejsca w hierarchii skuteczności. Zespół niedawno dominujący na każdym centymetrze kwadratowym boiska, pochłaniający rywali swoim absolutyzmem i onieśmielający klasą, z przestworzy spadł na ziemię i tapla się w błocie. Od końcówki kadencji Franka Rijkaarda nie był tak bliski reszcie, co w Katalonii może byc potraktowane tylko jako obelga.

Zesþół Martino (w końcu to Argentyńczyk miał byc gwarantem świeżości spojrzenia) dojechał do równi pochyłej. Żeby się nie stoczyć, ktoś z władz klubu, sztab szkoleniowy lub zespół musi w końcu wcisnąć hamulec i obrać kurs w tym samym kierunku (bo przecież trudno oczekiwać przedefiniowania stylu), ale innymi ścieżkami. Bez zaadoptowania cech, który wytaczają rywale - sportowej złości, zadziorności, instynktów wojowniczych, takie mecze jak ten sobotni mogą się powtarzać. Idee potrzebują odnowienia.

Przy całej wirtuozerii operowania piłką, slalomowym poruszaniu się w gąszczu nóg rywali i wymyślania tego, co niewymyślone Andres Iniesta ma jedną wadę: brak skuteczności. W 318 meczach dla Barcelony strzelił ledwie 31 bramek. Kiedyś była ona niedostrzegalna, bo cała robotę odwalali w powalających liczbach Leo Mesii i David Villa (wcześniej sam Messi, jeszcze wcześniej Ronaldinho i Eto'o), ale gdy zabrakło ich wkładu, pozostała niewypełniona przestrzeń. Piłkarska demencja jeszcze nie wykończyła Xavi'ego, ale poważnie go spowolniła i stępiła zmysł kombinacji. Nawet Leo Messi z trybu niestandardowego przełączył się tryb normalny - już nie przyciąga piłki wzrokiem, ogień w oczach jakby trochę przygasł, chęć udowodnienia własnej wyższości w każdej akcji stęchła. Jednym z wymogów tiki-taki jest wykonanie jej w tempie i z elementem zaskoczenia. To co serwują mistrzowie Hiszpanii dziś, starcza na Elche, Betis czy Celtę, ale na waleczny Athletic Bilbao, prący do przodu całą ławą Real Sociedad czy niewygodną dla największych Valencię - już nie.

Kłopoty Barcelony może nie byłyby tak widoczne, gdyby nie piąty bieg Realu i dotrzymujące tempa Atletico. Madryckie ekipy uskrzydla pewnie to, że pozwoliła im ona na poczucie swojej słabości. Dzięki czterem punktom przewagi Królewscy mają komfort jednego meczu zapasu (w perspektywie El Clasico u siebie) i już można stawiać pytanie: ile razy Duma Katolonii może jeszcze sie potknąć? Z ostatnich sześciu wyjazdów tylko raz wracała z kompletem punktów.

Zasadne jest zasianie wątpliwości w ciągłość dostarczania produktów najwyższej jakości przez La Masię. Nieprzystający do formatu klubu Cristian Tello, Sergi Roberto i Marc Bartra w tym roku skończą już 23 lata, ale jeśli na nich miałoby się oprzeć grę za dwa-trzy sezony, to lepiej szykować budżet na transfery. Isaac Cuenca i Bojan Krkić błąkają się w Eredivisie - nie świadczy to o nich najlepiej, ale nigdy nie wiadomo, jak ich rozwój przebiegłby tam, gdzie dorastali. Do Monachium oddano najzdolniejszego z potencjalnych następców Xavi'ego i Iniesty, co rodzi pierwsze podejrzenie: Thiago Alcantara wolał trenować z Guardiolą niż z kimkolwiek na ławce trenerskiej blaugrany. Tymczasem na Santiago Bernabeu Jese i Daniel Carvajal stają się permanentną częścią Realu. Zawdzięczają to nie klubowej metryce, ale własnemu wkładowi w grę i powtarzalności na nieujmującym reszcie drużyny poziomie. Uosabiający nowe Atletico Koke jest już regularnie powoływany do reprezentacji Hiszpanii i nie powinno go zabraknąć w kadrze na mundial w Brazylii.

Na razie upada mit katalońskiego raju, w którym obfitość jest nieskończona, a korzystjący z niej to chodzące anioły. Na jaw wychodzą kolejne machinacje przy transferze Neymara, w świetle których Brazylijczyk odebrał Gareth'owi Bale'owi tytuł najdroższego piłkarza świata. Na pozyskaniu Brazylijczyka bardziej od Santosu (otrzymał 17 mln euro, ok.18 proc. całej kwoty) i samego zainteresowanego wzbogacił się Neymar senior, swoją działkę dostały także fundusze, które zainwestowały w wartość sportową jego syna. Całą sprawą zainteresowana jest prokuratura, która doszukuje się zaniżania kosztów transakcji. Kłopoty z urzędem skarbowym Messiego to kolejny sygnał, że wielkie pieniądze pociągają za sobą jeszcze większe pokusy i świat futbolu w kwestii transparentnego zarządzania gotówką ma jeszcze wiele do zrobienia.

Najnowocześniejszą odmianę tiki-taki można podziwiać na boiskach Bundesligi. Czy nie jest oby tak, że pełni ona rolę materiału wybuchowego tylko w rękach Guardioli? Swoją postawą Barcelona temu nie przeczy.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.