Facebook Google+ Twitter

Wisła lepsza w meczu przyjaźni!

Kibice obydwu drużyn czekali na ten mecz aż kilkanaście lat. W sobotę na Reymonta wreszcie zagrały ze sobą ekipy Wisły i Lechii.

Oprawa meczowa, sektor E. / Fot. Remigiusz SzurekSobota wieczór, znakomita oprawa spotkania, pełny stadion, doping przez 90 minut (sam zdarłem doszczętnie gardło), przyjacielska atmosfera - to wszystko sprawiło, że można było poczuć się niesamowicie. Zawodnicy również nie zawiedli swoich kibiców.

Początek spotkania pokazał, że ekipa Lechii nie przyjechała do Krakowa tylko i wyłącznie się bronić. W pierwszych dziesięciu minutach Kowalczyk dwukrotnie zagroził bramce Mariusza Pawełka, jednak brakowało mu szczęścia.

 / Fot. Remigiusz SzurekW 12. minucie wreszcie Wisła zaatakowała groźniej. Dwójkowa akcja Boguskiego i Pawła Brożka, ten drugi przelobował już bramkarza, jednak obrońca Lechii w ostatniej chwili wybił piłką z linii bramkowej. Jęk zawodu na trybunach. Na stadionie niosło się głośne: Wisła z Krakowa to Lechii druga połowa!

W 24. minucie Trałka zdecydował się na strzał z ponad 20 metrów, Pawełek jednak obronił. W 31. minucie z ośmiu metrów strzelał Małecki, jednak jego strzał zablokował Bąk.

W 36. minucie spotkania mógł paść gol dla Lechitów! Piłka po wybiciu Pawełka odbiła się od nacierającego Wiśniewskiego, jednak nieznacznie minęła słupek wiślackiej bramki.

 / Fot. Remigiusz SzurekW 44. minucie sam przed bramkarzem, Lechii znalazł się Zieńczuk, były Lechita, a być może przyszły, nie zdołał pokonać Bąka strzałem z kąta. Minutę później strzelający z bliska Diaz trafił w jednego z obrońców.
W 46. minucie za Zieńczuka i Cantoro na placu gry pojawili się odpowiednio Piotr Brożek i Tomas Jirsak.

W 50. minucie na strzał zdecydował się Baszczu, jednak piłka uderzona po ziemi przeszła obok bramki. Przewaga Wisły była w tym momencie gry coraz bardziej widoczna. W 64. minucie na boisku za Boguskiego pojawił się Łobodziński.

Nadeszła 67. minuta, Paweł Brożek wpadł w pole karne i został sfaulowany przez bramkarza, próbował dobijać Diaz, ale... lepiej przemilczeć ten fakt. Sędzia podyktował rzut karny, do piłki podszedł... Małecki i chwilę później, jak profesor posłał ją do bramki obok bezradnego bramkarza gości. 1:0 i szaleństwo na trybunach. Świętowali również kibice... Lechii!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.