Facebook Google+ Twitter

Witaj szkoło! Żegnajcie pieniądze...

Co roku, wraz ze zmieniającymi się podręcznikami szkolnymi, zmienia się moda w dziedzinie wyposażenia potocznie nazywanego wyprawką dla ucznia.

 / Fot. PAP/ TrembeckiChociaż rodzice starają się nie dać zwariować i oszczędzają na każdym kroku, to jednak koszt wysłania dziecka do szkoły z roku na rok systematycznie rośnie. Dodatkowo kochane pociechy krocząc dzielnie do szkoły na siłę starają się nadążać za panującą modą na odlotowe markowe ciuchy, wymyślne gadżety, artykuły szkolne, gry komputerowe czy też techniczne wynalazki typu komórka, mp3, komputer, konsola do gier itp. Wraz z rosnącymi potomkami rosną ich potrzeby - wraz z nimi kurczy się domowy budżet, który z pewnością mógłby być lepiej spożytkowany.

Analizując wydatki na wyprawkę dla ucznia łatwo dojść do wniosku, że magiczna granica 1000 zł brutto to minimalny koszt wyposażenia pociechy w najpotrzebniejsze artykuły szkolne, komplet podręczników oraz odzież i obuwie. Okazuje się bowiem, że komplet nowych podręczników to wydatek rzędu 300 - 500 zł brutto. Dodając do tego wyposażenie w podstawowe artykuły szkolne (koszt około 200 - 300 zł) typu: zeszyty, przybory geometryczne, pióra, długopisy, ołówki, gumki, kredki, flamastry, farby, bloki itp. zbliżamy się powoli do 800 zł brutto. Jeszcze tylko kilka nowych ubrań i wnet okaże się, że 1000 zł skrzętnie „wydłubane” z portfela na wyprawkę dla ucznia rozpryśnie się jak mydlana bańka - urocza i efektowna, ale niezwykle kosztowna.

Gdzie szukać oszczędności?


Podręczniki szkolne to największy wydatek dla rodzica. Swego czasu renesans przeżywały wszelkiego rodzaju antykwariaty, w których można było nabyć, co prawda używane, ale znacznie tańsze (średnio o 30-40 proc.) podręczniki szkolne. Obecnie dość popularną alternatywą staje się również masowe kserowanie i bindowanie podręczników, które pozwala zaoszczędzić nawet do 60-70 proc. wartości nowej książki!

W antykwariacie oprócz możliwości nabywania wybranych pozycji istnieje także możliwość odsprzedania tych nieużywanych. Pozwoli to na odzyskanie części pieniędzy, ale niestety nie przyniesie kokosów. Jednak opróżnianie domowej biblioteczki w antykwariacie zdaje się być znacznie lepszą alternatywą od oddania jej za marne grosze na makulaturę.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

Ewelina Grabarek
  • Ewelina Grabarek
  • 01.09.2010 11:34

Kiedyś kupowałam książki od starszych roczników albo z antykwariatów. Oczywiście książki językowe trzeba było kupować z księgarni. Był to wydatek ok 50 zł, a czasem nawet więcej. Obecnie na studiach obowiązuje ksero i bindowanie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artykuł proszę Pani jest oparty na faktach autentycznych. Szczera prawda pięknie odziana w słowach. 5 gwiazdeczek :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

na studiach dużym powodzeniem cieszyło się ksero, a prawdziwą tragedią było jak nie działało... pamiętam że kolejki były długie, ale rzeczywiście opłacało się kserować i bindować niż kupić książkę czy skrypt. Przynajmniej tutaj dało się trochę zaoszczędzić. Jednak kojarzę pewien fakt, że anglistka nie pozwoliła przychodzić na zajęcia z ksero książki. Katedra języków obcych miała podpisaną umowę z księgarnią lingwistyczną i tam nas kierowali po książki "trochę" tańsze. Ale czym jest rabat 3 zeta taniej, skoro książki do języków obcych przeważnie są strasznie drogie. Jakoś tego rabatu nie odczułam kiedy za książkę musiałam wydać prawie stówę, a i tak nie zdążyliśmy zrealizować materiału zawartego w podręczniku...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.