Facebook Google+ Twitter

Witkacego odsłona teatralna w Słupsku

Ta premiera Nowego Teatru w Słupsku miała być wyjątkowa. Okoliczności było kilka: 70. rocznica śmierci Witkacego, sesja naukowa poświęcona jego życiu i twórczości, nadanie imienia Witkacego słupskiemu teatrowi i wreszcie miejsce spektaklu.

 / Fot. Ryszard K. HetnarowiczPreludium do premiery nastąpiło 18 września o godz. 21.28 przed gmachem Nowego Teatru. - Dokładnie pięć lat po pierwszej premierze, którą była "Szalona lokomotywa" Witkacego, w rocznicę jego śmierci teatr nasz przyjmuje imię Witkacego. Na rodziców chrzestnych pozwoliliśmy sobie prosić Macieja Kobylińskiego, prezydenta miasta i Jolantę Krawczykiewicz, szefową zaprzyjaźnionego Teatru Rondo - oznajmił Zbigniew Kułagowski, dyrektor Nowego Teatru, licznie zgromadzonym świadkom tego niecodziennego aktu. A potem już... sukno spadło i odsłoniło nowe logo.

 / Fot. Ryszard K. HetnarowiczWszystko odbywało się w iście witkacowskim zwariowanym tempie, ponieważ 500 metrów dalej, w zabytkowym Spichlerzu przy ul. Szarych Szeregów, dokładnie o 21.40 rozpoczynała się premiera "Witkacy: jest 20 do Xtej". Z ekscytacji podniosłością, radością chwili trzeba było dokonać skoku w absolutną odmienność. W sali przesypowni kilkadziesiąt krzeseł dla widzów ustawionych w kwadrat zaznacza miejsce teatralnych zdarzeń. Muzyka gongów autorstwa Marka Dyjaka wprowadza nastrój kontemplacji, refleksji, skupienia. Dwoje wpatrzonych w siebie aktorów (Krzysztof Kluzik jako dojrzały Witkacy i Irena Sierakowska w roli Oknińskiej) w zastygłych pozach koncentruje na sobie uwagę widzów już od wejścia. Szmer gongów i bezruch przerywa dzwoneczek, którego tantryczne znaczenie jest w tym przypadku bardzo wymowne. To jego dźwięk w Hinajanie jest początkiem poznawania prawa praprzyczyny i skutku. Na tym poziomie Mahatma Witkac opowie o obliczach pożądania jako truciźnie umysłu, stających się przyczyną cierpienia, pragnienia pełni aż do zatracenia. Ale i w ostatniej fazie dzwoneczek będzie sygnałem swoistej konsolacji, filozoficznego zaskakującego zwrotu.  / Fot. Ryszard K. Hetnarowicz

Od pierwszego ruchu na scenie rozpoczyna się szaleńcza gonitwa za Witkacym. Za prawdą o nim, za zrozumieniem go i poznaniem, za - by użyć języka Małego Księcia - oswojeniem. Służą temu epistolograficzne wyznania Czesławy Oknińskiej (I. Sierakowska), Jadwigi Witkiewiczowej (Marta Turkowska), Heleny Czerwijowskiej (Aleksandra Gronowska), prowokująca obecność Ireny Solskiej (Agnieszka Brzeskot) i taniec ćmy Jadwigi Janczewskiej (Anna Rusiecka). Ścieżki tych poszukiwań jeszcze bardziej plączą zachwyty Ojca (Ireneusz Kaskiewicz), mistyczne impertynencje Micińskiego-Maga (Waldemar Czyszak), pobłażliwe ale i dydaktyczne wtręty Bronisława Malinowskiego (Albert Osik) czy z trudem odnajdujący się między nimi Witkacy 20-letni (Sebastian Ryś). Jest więc w tej "biograficznej" części spektaklu niemal anatomiczna wiwisekcja aktu samobójstwa, odnajdujemy intymne wyznania żony, jest rozpaczliwa próba Witkacego cofnięcia czasu! Są wzajemne oskarżenia, usprawiedliwienia, wyjaśnienia, dociekania przyczyn i skutków. Jest autokreacja w opozycji do pogardzanego tzw. społeczeństwa! / Fot. Ryszard K. Hetnarowicz

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Panie Ryszardzie Kazimierzu, tak trzymać! Po przeczytaniu tekstu frunęłabym, żeby zobaczyć to na swoje oczy, gdybym tylko trochę bliżej miała...

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 22.09.2009 17:10

Wspaniale napisane, a informacji bez liku! Wybitne ciekawy i wartościowy tekst! 5+ Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.