Pozycja materiału w rankingach:
Prawie przed rokiem, bo 18 września, odbyła się w Nowym Teatrze w Słupsku premiera spektaklu „Witkacy: jest 20 do X-tej”. W sierpniu słupszczanie obejrzeli premierę wersji plenerowej. Potem przyszła kolej na widzów w Kazimierzu i Łodzi.
Porównywanie obu wersji nie ma najmniejszego sensu. Pierwotna, wkomponowana w wyjątkowe wnętrza zabytkowego spichlerza, rządziła się prawem obecności w określonej przestrzeni. Każde słowo, każdy ruch i dźwięk prowokowały ożywianie w niej świadectwa istnienia i obecności świata Witkacego. Równie rzeczywistego w swej iluzji, jak iluzorycznego w rzeczywistości. Świata teatralnego. Wersja druga jest innym spektaklem, bo organizowanym przez inną przestrzeń. Wymykającą się całkowitej przewidywalności, zmuszającą do skrótu, ukierunkowanych skojarzeń i ciągłej konfrontacji z obojętną na świadectwa sztuki codziennością. To przestrzeń ulicy, w której nie ma czasu na refleksje, a w którą ingeruje element tak obcy jej naturze, jak teatr. Obcy, jak Witkacy w swoim czasie i przestrzeni, ale i obecny w niej, by dać świadectwo jej teatralności!
I jak to bywa podczas spotkań na ulicy (w wypadku słupskiej premiery na dziedzińcu ratusza) wszystko zaczyna się od prezentacji. Siebie, postaci, kierunku, wzmiankowania o tym, co się zdarzyło, co przed nami... A jeśli okoliczności pozwolą, to i na garść zwierzeń znajdzie się czas... Wszystko fragmentaryczne, postrzępione, z pozoru niespójne, ale z biegiem wydarzeń układające się w fascynującą opowieść o obcości, niespełnieniu, nienasyceniu, pożegnaniach i ciągłych powrotach, marzeniach i ich irracjonalnych próbach realizacji, a wreszcie o rozdarciu pomiędzy światami absurdalnej rzeczywistości i czystych idei sztuki.
Przed oczyma widzów/przechodniów przewijają się taśmy z obrazami poświadczającymi biograficzną realność bytu Witkacego, traumatyczne uwikłania w uczucia i związki, splatanie się idei i wyłuskiwanych z nich czystych form tworzenia, autokreacji i obnażania kształtów nieokiełznanej wyobraźni. Ta sceniczna rzeczywistość „dzieje się” wśród ludzi, obok nich, dla nich i... w nich. Oni stają się świadkami zdarzeń i prawdziwą przestrzenią, w której rozgrywa się ten teatr. Bo przecież samo miejsce, po opuszczeniu go przez aktorów powróci do swej pierwotnej, codziennej funkcji.
Artykuły
(76)
Galerie
(9)
Średnia ocen
(4.83)
Wiek: 58 | Miejscowość: Słupsk | Kraj: Polska
O mnie: "Nie tylko wpierw się najadłszy mandragor, Błądziły w limbach szalone kobiety, Nie tylko Dante i trzeźwy Pitagor – Byłem i ja tam… pamiętam, niestety!" (C.K. Norwid) Bywa, że pojawiam się i tutaj http://blog.gotowalniapism.eu/
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Tadeusz Budyk 01.09.2010 19:16
Byłem na Witkacym w Łodzi! W recenzji nie ma krzty przesady. Znakomity spektakl!
Koncert Krzysztofa Myszkowskiego w Lisiej Górze - Śmignie [Zdjęcia]
(odsłon: +2056)