Facebook Google+ Twitter

"Witkacy: jest 20 do X-tej", czyli słupskie królestwo Witkiewicza

Prawie przed rokiem, bo 18 września, odbyła się w Nowym Teatrze w Słupsku premiera spektaklu „Witkacy: jest 20 do X-tej”. W sierpniu słupszczanie obejrzeli premierę wersji plenerowej. Potem przyszła kolej na widzów w Kazimierzu i Łodzi.

Scena ze spektaklu premierowego na dziedzińcu słupskiego ratusza "Witkacy: jest 20 do X-tej". / Fot. Ryszard K. HetnarowiczPorównywanie obu wersji nie ma najmniejszego sensu. Pierwotna, wkomponowana w wyjątkowe wnętrza zabytkowego spichlerza, rządziła się prawem obecności w określonej przestrzeni. Każde słowo, każdy ruch i dźwięk prowokowały ożywianie w niej świadectwa istnienia i obecności świata Witkacego. Równie rzeczywistego w swej iluzji, jak iluzorycznego w rzeczywistości. Świata teatralnego. Wersja druga jest innym spektaklem, bo organizowanym przez inną przestrzeń. Wymykającą się całkowitej przewidywalności, zmuszającą do skrótu, ukierunkowanych skojarzeń i ciągłej konfrontacji z obojętną na świadectwa sztuki codziennością. To przestrzeń ulicy, w której nie ma czasu na refleksje, a w którą ingeruje element tak obcy jej naturze, jak teatr. Obcy, jak Witkacy w swoim czasie i przestrzeni, ale i obecny w niej, by dać świadectwo jej teatralności!

Scena ze spektaklu premierowego na dziedzińcu słupskiego ratusza "Witkacy: jest 20 do X-tej". / Fot. Ryszard K. HetnarowiczI jak to bywa podczas spotkań na ulicy (w wypadku słupskiej premiery na dziedzińcu ratusza) wszystko zaczyna się od prezentacji. Siebie, postaci, kierunku, wzmiankowania o tym, co się zdarzyło, co przed nami... A jeśli okoliczności pozwolą, to i na garść zwierzeń znajdzie się czas... Wszystko fragmentaryczne, postrzępione, z pozoru niespójne, ale z biegiem wydarzeń układające się w fascynującą opowieść o obcości, niespełnieniu, nienasyceniu, pożegnaniach i ciągłych powrotach, marzeniach i ich irracjonalnych próbach realizacji, a wreszcie o rozdarciu pomiędzy światami absurdalnej rzeczywistości i czystych idei sztuki.

Scena ze spektaklu premierowego na dziedzińcu słupskiego ratusza "Witkacy: jest 20 do X-tej". / Fot. Ryszard K. HetnarowiczPrzed oczyma widzów/przechodniów przewijają się taśmy z obrazami poświadczającymi biograficzną realność bytu Witkacego, traumatyczne uwikłania w uczucia i związki, splatanie się idei i wyłuskiwanych z nich czystych form tworzenia, autokreacji i obnażania kształtów nieokiełznanej wyobraźni. Ta sceniczna rzeczywistość „dzieje się” wśród ludzi, obok nich, dla nich i... w nich. Oni stają się świadkami zdarzeń i prawdziwą przestrzenią, w której rozgrywa się ten teatr. Bo przecież samo miejsce, po opuszczeniu go przez aktorów powróci do swej pierwotnej, codziennej funkcji.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Tadeusz Budyk
  • Tadeusz Budyk
  • 01.09.2010 19:16

Byłem na Witkacym w Łodzi! W recenzji nie ma krzty przesady. Znakomity spektakl!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.