Facebook Google+ Twitter

Wiza na dziecko

Spotkanie z Fidelisem w lipcu tego roku dało mi do myślenia na temat spektrum rozwiązań, jakich imają się uchodźcy w europejskich państwach.

Historia jak wiele innych. Życie w Nigerii nie było najprostsze, większa część rodziny zdążyła już wyjechać z kraju z najróżniejszych przyczyn i rozpocząć życie w różnych europejskich państwach. Fidel, który z różnych przyczyn nie kontynuował edukacji po szkole podstawowej, bez przerwy powtarza, że niczego nie potrafi. "Nie mam żadnych umiejętności i żadnej specjalistycznej wiedzy, jestem bezużyteczny, ale musiałem wyjechać, licząc na to, że w Europie znajdę zajęcie, które będzie proste i pozwoli mi przetrwać".

Wielka Brytania jest zbyt zatłoczona. Nie jest najtrudniej o pracę, ale życie jest trudne - tak mówili mu kuzyni, którzy zamieszkali w Londynie. Część znanych mu osób osiadła w Holandii i Niemczech. Austria brzmiała jak miejsce, które być może wciąż nie jest przesycone migracją.

Zaczęła się typowa migracyjna poniewierka: szukanie mieszkania, załatwianie wizy, poszukiwanie pracy. Fidelisowi poszło całkiem nieźle, dokumenty udało mu się zdobyć dość szybko, po przejściu rutynowej procedury. Praca była, jej charakter zszedł na drugi plan - roznoszenie ulotek do domów, przynoszenie porannej prasy, sprzątanie. Godziny, o których większość z nas nigdy nie słyszała - wstawanie w środku nocy, siedem dni w tygodniu, niełatwa misja.

Wkrótce pojawiły się kolejne problemy z dokumentami - zajmujący się sprawą urzędnicy uznali, że los Fidelisa w kraju nie był tak zły, jak go uprzednio malował. W tej sytuacji jego pozwolenie na pobyt nie zostanie więcej przedłużone - miał więc pół roku na znalezienie wyjścia.

Małżeństwo to dość ryzykowna operacja - władze w Austrii dość skrupulatnie sprawdzają status mieszanych relacji, odwiedzając małżonków w domu bez zapowiedzi, zadając kontrolne pytania. Trudno było znaleźć kandydatkę w tak krótkim czasie. Jest jednak pewna intrygująca nisza, na którą emigranci szukający wyjścia z sytuacji prędzej czy później trafiają - kobiety chcące "kolorowych" dzieci.

Cała historia Fidelisa, tak podobna do historii innych migrantów, w pewnym sensie sprowadziła się do tej zaskakującej rewelacji: w Europie są kobiety, którym marzy się dziecko o nieco ciemniejszym kolorze skóry, które fantazjują na temat posiadania mieszanego potomstwa. Szukają one partnerów przez internet, bardzo często są to swoiste transakcje: spotykają się z mężczyznami potrzebującymi pomocy w uregulowaniu swojego statusu w Europie. Fidelis znalazł matkę swojego dziecka na jednym z portali, po przeprowadzeniu krótkiego rachunku sumienia: Słowaczka, Czeszka albo Polka, bo to dobre matki i troskliwe żony, bo to katoliczki, więc wierne i z twardym kodeksem moralnym. Mniej wymagające od zadzierających nosa Austriaczek czy kobiet z zachodniej Europy w ogóle.

Po kilku miesiącach udaje mu się znaleźć kandydatkę, uroczą blondynkę ze słowackiego miasteczka, mieszkającą z rodzicami. Zaczynają randkować, ona przyjeżdża do Wiednia, on od czasu do czasu zagląda do jej miejscowości. W końcu zachodzą w ciążę. Udało się. Teraz Fidelisa nie można po prostu pozbawić prawa pobytu, jest ojcem dziecka mieszkającego w Unii Europejskiej. Jedna troska z głowy, bodajże najbardziej problematyczna w jego sytuacji. Matka dziecka zaczyna snuć wspólne plany, para próbuje zdecydować się na jakiś kompromis, gdzie zamieszkają, kto będzie pracował, jak ułożą sobie wspólne życie. Później syn przychodzi na świat. Fidelis spędza mnóstwo czasu na Słowacji, pomagając swojej dziewczynie. Wkrótce rodzina go alienuje, ona sama odmawia przeprowadzki i wspólnego życia. Kontakt zostaje ograniczony do sporadycznych rozmów przez telefon i rzadkich wizyt. Koniec historii.

Fidelis jest widocznie załamany swoją sytuacją - wyobrażałabym sobie spotkać ojca, który z ulgą przyjmuje fakt, że jego ojcowskie obowiązki zostały przejęte przez rodzinę, a on sam z wolną głową i pozwoleniem na pobyt może zaczynać życie od nowa. Ewidentnie brakuje mu kontaktu z dzieckiem, czuje się niesprawiedliwie i instrumentalnie potraktowany. Nie chce być jednym ze stereotypowych ojców. I nie ma sposobu na to, żeby zmienić swoją sytuację - z niepewnymi zarobkami, afrykańskim pochodzeniem, podejrzanym sposobem zdobycia pozwolenia na pobyt. To dziwne ojcostwo zmienia go w coraz bardziej zgorzkniałego, niepewnego przybysza w dziwnym kraju, na kontynencie, gdzie można spotkać kobiety fantazjujące o kolorowych dzieciach, które bezwzględnie odrzucają później ich ojców.

Nie znalazłam drugiej pary, ani osoby, z podobną sytuacją, która chciałaby o tym rozmawiać. Poszukiwania w internecie prowadzą do historii o kobietach pozywających banki sperm o podmienioną spermę, przez co ich dzieci mają inny kolor, niż przewidywany, wreszcie kilka opowieści o kobietach uważających, że "kolorowe dzieci są ładniejsze". Nie znalazłam natomiast żadnej informacji, forum, artyułu, który zajmuje się tą specyficzną grupą - co otwiera pola do dalszych badań i poszukiwań.

Rozmowę z Fidelisem tamtego lipcowego popołudnia przeprowadziłam w ramach projektu Mediane - mającego na celu znaleźć nowe sposoby włączenia mniejszości wszelkiego rodzaju do tworzenia mediów. Niestety, ambitny plan stworzenia warsztatu i zachęcenia ich do pisania nie wypalił, głównie dlatego, że wszyscy umówieni ze mną rozmówcy odmówili mi w ostatniej chwili spotkania.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.