Facebook Google+ Twitter

Wizyta Baracka Obamy to nie kurtuazja

Odbiór katastrofy smoleńskiej w świecie jest inny, niż ten lansowany w krajowych mediach. Czy jednak Barack Obama akcentując polską martyrologię nie pragnie upiec własnej pieczeni na lokalnym patriotyzmie?

Wydaje się, że peowski establishment przegrywa walkę ze Smoleńskiem. Zamiast przejść do postulowanej - także przez sojusz ołtarza i tronu (wyraziste wypowiedzi abp. Nycza i bp. Pieronka) - normalności żałoba i pamięć po ofiarach katastrofy osiągają wysoką rangę rytuału całkiem zgrabnie zasymilowanego przez zachodnią dyplomację. Na razie są to spotkania z rodzinami ofiar "drugiego Katynia". Co by się stało, gdyby na placu zamkowym stanął pomnik lub pomniczek? Barack Obama miałby trzeci po Bohaterach Getta i żołnierzach AK przystanek na składanie kwiatów. Jakże więc nie przyznać racji Pałacowi i Hannie Gronkiewicz-Waltz, którzy przewidująco zminiaturyzowali symbolikę tragedii z 10 kwietnia do tablicy w kaplicy prezydenta i harcerskiego krzyża w Kościele św. Anny.

Prezydent USA w swoich gestach nie jest oczywiście bezinteresowny. Pielęgnuje subtelnie antyrosyjskie resentymenty i monitoruje lojalność zależnego państewka. Nie może zaprzestać imperialnej polityki oddającej stosunek siły militarnej, technologicznej, kulturowej i ekonomicznej supermocarstwa, które przyszło mu reprezentować. Tak rozległa władza obawia się oczywiście ognisk oporu: rozproszonego, nazywanego terroryzmem i zorganizowanego państwowo, którym kieruje Putin. Globalne kondominium potrzebuje oddanych wasali. Obama kupuje i umacnia oddanie sojuszników ogromnej korporacyjnej sieci, która stoi za amerykańskim państwem.

Robi to możliwie najłagodniej, dużo delikatniej niż republikanie, ale i wyjść poza wyznaczaną przez monstrualny establishment finansowy - którego USA i wszyscy jesteśmy dłużnikami - nie potrafi. Polityk zintegruje zatem polską martyrologię ze słuszną ideą Pax Americana - pokoju na zasadach dyktowanych światu przez garstkę ludzi. Z perspektywy Waszyngtonu zmiana warty u władzy jest naturalną koleją rzeczy, z którą zabiegi marketingu radzą sobie tylko do pewnego stopnia. Spotkanie z opozycją ma zapewne zdyscyplinować i jeszcze bardziej zmotywować rząd Tuska. Dla Białego Domu nie jest ważne, kto stoi za sterami władzy. Ważne, żeby okręt płynął we "właściwym" kierunku.

Życzę powodzenia Obamie, bo jeśli z kimś grać, to tylko z najsilniejszymi, co chyba najwcześniej z polskich polityków zrozumiał Radek Sikorski, pragmatyk i patriota.

Jest tylko jeden warunek powodzenia tej strategii, w której Polacy wyćwiczyli się pod zaborami: wycofanie się w porę. Gdy nadejdzie zawierucha trzeba się będzie rozglądnąć za nowymi sojuszami. Rzecz jasna to nie jedyny powód, dla którego warto nie tracić z oczu słabszych, których kosztem toczą się dzieje Ameryki.

Barack Obama zarzucił retorykę praw człowieka. W polityce zagranicznej niczym nie różni się od poprzedników. Aż żal, że sami nie myślimy równie trzeźwo.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

levy
  • levy
  • 27.05.2011 08:05

Bardzo dobry tekst, napisany rewelacyjnym językiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nie można przy tym zapominać o roszczeniach starozakonnych i nie tak dawnych przecież obietnicach Tuska, ich zaspokojenia. Te kwiatki w getcie -przypomną Tuskowi o tym, by skrupulatniej wypełniał swą rolę.
Ponadto rolą podstawową Polski w tym przedsięwzięciu, jest to dobrze przygotować meeting i zjazd lokalnych włodarzy. Również to jest nagrodą.
I od razu czujemy się wdzięczni.

Komentarz został ukrytyrozwiń

ciekawy punkt widzenia. Myślę jednak, że najlepiej byłoby by wszyscy nasi rodacy pozbyli się złudzeń. Nie jesteśmy równorzędnym graczem dla żadnego z mocarstw, w tym ukochanej jeszcze do niedawna Ameryki.
Raczej pionkiem w grze. Martyrologiczne gesty Obamy to na pierwszym planie pomnik Bohaterów Getta (obowiązkowy ukłon w stronę amerykańskiej bardzo wpływowej diaspory), a dopiero potem inne miejsca pamięci. Myślę, że katastrofa smoleńska nigdy nie będzie postrzegana na świecie w tak szerokim i dramatycznym wymiarze jak w przypadku części polskiego społeczeństwa , kontestującego obecną koalicję.

A USA dba przede wszystkim o swoje szeroko rozumiane interesy. Po raz drugi nie wierzmy, że ktokolwiek z zagranicy będzie chciał umierać za przysłowiowy "Gdańsk". Dobrze, byśmy właściwie rozumieli te reguły rządzące światowa polityką i potrafili z nich wyciągać to co dla Polski najlepsze. To wymaga i pokory, odwagi, a przede wszystkim mądrości. Martyrologią i katastrofami wiele nie zdziałamy.

A więc cieszmy się z przyjazdu Obamy. To dobre dla Polski, aczkolwiek w ujęciu historii zaledwie symboliczny geścik, oby nie ulotny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.