Facebook Google+ Twitter

Wkrótce Australian Open. A może Novak Djokovic’s Australian Open?

Australian Open. Legendarny turniej, który dziś przybiera tak dziwny kształt, że można sobie zadać pytanie, czy po najbliższej edycji nie należałoby zmienić nazwy imprezy na Novak Djoković’s Australian Open.

Novak Djoković / Fot. AP Photo/Rafiq MaqboolLada dzień pierwszy runda zmagań na Antypodach, w której świat znów będzie w pierwszej kolejności patrzył na Serba. I nic dziwnego, bo żyjemy w jego erze.


Pięć triumfów na przestrzeni ostatnich sześciu lat. Sześć zwycięstw ogólnie. Rozpoczynając dyskusję na temat pierwszego klasyka nowego roku trzeba zostawić mnóstwo miejsca dla przybysza z Bałkanów, który nie zna absolutnie żadnej litości. Żadnej. Zerkajac w światowy ranking ATP idzie się tylko złapać za głowę, bo Djoko ma prawie dwa razy tyle punktów, co drugi Andy Murray. Po wygraniu 3 wielkich szlemów w zeszłym roku – trzeba sobie zadać pytanie czy możliwe jest jeszcze coś więcej? Celem może być już tylko pokuszenie się o Calendar Slam, do którego w zeszłym roku Djokoviciowi brakowało niewiele. Futbol ma Messiego, koszykówka LeBrona Jamesa. On jest z kolei nadrzędnym magikiem kortu. Trudno nawet szukać nadziei, że ktoś jest w stanie mu zagrozić, bo faworyt ma tak pewną pozycję, że dziś niespodzianką byłaby nawet jego przegrana w finale.


Nazwisk, które mogą mu zagrozić nie brakuje, ale Serb to pędząca lokomotywa. Rafael Nadal marzy o tym, by powrócić do mistrzowskiej formy po bardzo ciężkich dwunastu miesiącach, ale Novak nie pozostawił mu wielu złudzeń przed kilkoma dniami w Doha. Hiszpan odbudował się na koniec sezonu, bo w pewnym momencie był nawet poza topową dziesiątką. Ostatecznie skończył piąty. Statystyki mu sprzyjają, bo przez ostatnie 8 edycji Australian Open docierał przynajmniej do ćwierćfinału, ale porażka 0:2 (brutalne 6:1 i 6:2) w Katarze sprawiła, że sam nie miał słów na swojego oponenta. - Kiedy mówię o perfekcji, nie skupiam się na jednym konkretnym elemencie. Na to składa się wszystko. Tylko wtedy faktycznie można mówić o perfekcji – opowiadał Nadal. Rywale przy Djokoviciu wyglądają dziś jak drezyny przy TGV, ale eksperci na całym świecie usilnie szukają mu godnego przeciwnika. Sześciu spośród jedenastu najlepszych zawodników rankingu ATP jest po trzydziestce, więc trudno liczyć na drugą młodość. Nawet u będącego na trzecim miejscu Federera, który jednak jest 6 lat starszy od aktualnego lidera notowania. A właściwie nie tyle aktualnego, co... wiecznego zdawałoby się.


Pozostali zawodnicy? 30-letni Wawrinka wygrywał na przestrzeni dwóch lat więcej Wielkich Szlemów od Murraya, Nadala i Federera razem wziętych. Jest do bólu solidny, ale nawet bukmacherzy nie dają mu wielkich szans. Przykładowo – firma Fortuna ustaliła kurs na triumf Djokovicia wynoszący 1.68 (!). Ewentualny sukces Wawrinki to aż... 12. Kontrast jest gigantyczny. Trudno tym bardziej liczyć na Nishikoriego, Raonicia czy Dimitrowa. Od dawna byli uznawani za młode strzelby, za niezwykle obiecujące rakiety, ale blado wypadają choćby na tle Murraya. Berdych, Ferrer i Tsonga? Wszyscy mają trzy krzyżyki na karku, a to też robi swoje. O ile Nick Kyrgios nie będzie odstawiał teatrzyków i skupi się na grze – ma potencjał, choć podobno ciężko skupić mu się na tym, co w życiu sportowca najważniejsze. A wobec tego najlepszy Australijczyk (17. miejsce w notowaniu ATP) też przez nikogo nie jest traktowany poważnie. W zasadzie wymienianie kolejnych nazwisk właściwie można traktować tylko jako ciekawostkę, bo wszyscy z automatu zakładają tylko jeden scenariusz. Jedno nazwisko, które może co najwyżej przegrać samo ze sobą. 


Skoro już pojawił się wątek Kyrgiosa, warto zahaczyć o Lleytona Hewitta. Legenda swojego kraju, bohater i gigant powoli mówi do widzenia. To będzie jego ostatni turniej przed własną publicznością, więc zechce pożegnać się z kortem w Melbourne z gracją. Przed nim wyjątkowe wyzwanie, bo próżno szukać go nawet w topowej światowej setce... Inni zawodnicy wspominają w ostatnich dniach czasy jego kultu. - Był dla mnie ogromną inspiracją. Podejrzewam, że dla wszystkich w mojej kategorii wiekowej, bo już za młodu osiągał niewiarygodne wyniki. Zmagał się z wieloma urazami, ale nie złamało go to i walczył zawsze do ostatniej piłki. Mam nadzieję, że pozostanie blisko naszej dyscypliny, bo go potrzebujemy – opowiada Rafael Nadal. Co nam zatem pozostaje w obliczu zmierzchu legendy? Chyba tylko powrót do punktu wyjścia. I kolejne przypomnienie, że dziś mówimy o dyscyplinie w zasadzie... jednego człowieka.

82-6. Oto bilans Djokovicia w roku 2015. Tylko skrajny i nieodpowiedzialny optymista może zakładać scenariusz, że powinie mu się noga, kiedy facet wciąż deklaruje: „Nadal będę starał zbliżać się do perfekcji”. Wrodzona skromność. Bo dziś to synonim absolutnie obłędnego tenisa. Tenisa, który już stawia go na panteonie największych sław w historii. To już nie wyścig rankingowy, gdzie wszyscy długo będą oglądali jego plecy. To już gonitwa za legendami i walka o status najlepszego w całej historii tenisa.




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.