Zaloguj

Zarejestruj się

Zaloguj przez Facebook

Wiadomości24 > Moje Trzy Grosze > Wkurzyłam się, jak mało kiedy

Pozycja materiału w rankingach:

59390 miejsce

Dział: Moje Trzy Grosze

Ocena: 60pkt

Oceń:

Wkurzyłam się, jak mało kiedy


W krótkiej dyskusji na temat udzielania korepetycji, co niektórzy uznają za plagę do wytępienia – wypowiedziałam się, że wiedza jest takim samym towarem jak każdy inny.

Wynika z tego, że jeśli ktoś ma w swej głowie wiedzę i udziela lekcji prywatnych, powinien za to brać pieniądze. I to są korepetycje. Czasy siłaczek i Judymów minęły bezpowrotnie.

Jest to nawiązanie do faktu, że w ostatnich dniach rozpętała się na łamach Wiadomości24.pl burza z piorunami na temat inaczej pojmowanego handlu wiedzą. Mam na myśli pisanie na zamówienie prac magisterskich, co jest sposobem zarabiania pieniędzy z punktu widzenia zarabiającego, ale wedle oceny, wyrażonej przez jedną z dyskutantek - z punku widzenia dobra społecznego jest zwyczajnym draństwem.

Podzielam tę opinię i dodaję: jest kultywowaniem powstałego w głębokiej komunie obyczaju produkowania nieuków i ćwoków na stanowiskach. Z tym jednak zastrzeżeniem, że wtedy nieuki oraz ćwoki najpierw dostawały stanowiska, a potem im pisano, zależnie od "szkół", jakie akurat zaocznie kończyli – a to zadania domowe z matematyki, a to wypracowania z polskiego, a to – dla sekretarzy i kierowników z wyższej półki – również prace magisterskie. W międzyczasie ludzie ci nami rządzili wedle tak zwanych wytycznych jedynie słusznej partii.

Teraz, kiedy prace magisterskie należy pisać przed podjęciem pracy – kupowanie ich od producentów (bo tak należy to nazwać), gwarantuje, że niedouk i ćwok, powiewając tak zdobytym cenzusem dostanie pracę wymagającą kwalifikacji. I biorąc za to pieniądze, będzie się tej pracy uczył metodą prób i błędów, eksperymentując z opłakanym skutkiem, (na żywym organizmie, szkole, przedsiębiorstwie) bo twardych wytycznych już nikt mu nie da. Albo i da - taki sam ćwok.

Sprawa pisania prac magisterskich na zamówienie wypłynęła ni stad ni zowąd, bo nikt faceta do takiego wyznania nie nakłaniał, ani nie zmuszał. Lamentując jednak i epatując swoim statusem materialnym człowieka na zasiłku, publicznie a również w prywatnej korespondencji (źródła wiedzy zatrzymam dla siebie) dokonał wyznania, stawiającego pod znakiem zapytania coś, co nazwałabym „wysoką moralnością”. Wysoką z racji istoty rzeczy oraz, bo dotyczy osoby z kręgu „wysokiej kultury”. Na dobrą sprawę lament na temat osobistej sytuacji materialnej jest dość niesmaczny, bo niby co my – odbiorcy takiego wyznania mamy w tym momencie zrobić? Ściepę narodową ogłosić? Czy konto na wpłaty dla ubogiego artysty założyć?

Tasiemcowe wyliczenie zasług, publikacji i miejsc pracy w momencie rejestracji tego pana, nasuwa kolejną refleksję: byliśmy uczestnikami czasu wielkich przemian gospodarczych i społecznych, był czas, kiedy Sztuka przez duże SZ domagała się niezależności i samorządności.
W przekonaniu o swej wielkości nie chcieli ludzie Wysokiej Sztuki interwencjonizmu państwowego w przekonaniu, iż Sztuka, jaką reprezentują jest tak wielka, że filmy zgarniać będą milionowe zyski, a ukochane przez naród teatry będą nieustająco tłumnie nawiedzane. Oraz, że każdy chłop pozbawiony PGR-u zasiądzie do czytania znakomitych periodyków a to „Kultury”, a to Tygodnika Kulturalnego” o ksiażkach nie wspominając.

Niestety, przeciętny Kowalski (i Kowalczykowa) robiąc listę miesięcznych wydatków lokował priorytetowe bywanie w teatrze pomiędzy butami a czynszem, przesuwając Wysoką Kulturę na miejsca coraz bardziej – w miarę krzepnięcia kapitalizmu - dalsze. Przeciętnego Kowalskiego zakład pracy przestał wozić zakładowym autokarem do teatru oddalonego np. o 70 kilometrów i wsłuchiwanie się w monolog pana Cogito oddalało się z miesiąca na miesiąc. Ludzie Wysokiej Sztuki zaczęli klepać biedę, uczyć się skutecznie obcych języków w obcych teatrach lub – odkrywając w sobie talenty biznesowe – zaczęli zakładać eleganckie restauracje oraz inne biznesy. No i dobrze.

Ale jeśli człowiek Wysokiej Kultury produkuje zarobkowo prace magisterskie przyczyniając się do zwiększania populacji utytułowanych bałwanów – to nie jest dobrze. Tak to widzę. Ja – nie miłośniczka teatru, prowincjuszka, wyznawczyni kultury przyziemnej. Jeżeli tu i teraz posypią się na moją głowę gromy, tak jak na głowę Agnieszki, która się ośmieliła… będę się czuła zaszczycona. I na koniec - jeśli dojrzały, oblatany facet, cieszący się od momentu wejścia najwyższym i niekłamanym uznaniem za swój warsztat i teksty, podnosi lament typu „nie wszyscy mnie głaszczą po główce”, to czas najwyższy na kozetkę. U psychologa z kupionym magisterium.
Jadwiga Kowalczyk OFFline profil autora

Autor: Jadwiga Kowalczyk

Napisz do autora

Artykuły (682) Galerie (88) Średnia ocen (4.20)

Miejscowość: w drodze | Kraj: Polska

O mnie: Emerytka. Stosunek do rzeczywistości ironiczno-cyniczno-pobłażliwy. Nie lubi rzepów na psim ogonie, dredów i wszelkich innych koltunów.

Ostatnie artykuły autora:


Komentarze: 121

Sortuj komentarze:

Magda Wieczorek 18.09.2008 18:11

Ocena: Ocena pozytywna 13 Ocena negatywna 10

Andrzej, rola obserwatora rzeczywiście jest wdzięczniejsza, ale po co ta dezercja?Skąd wiesz, że Ciebie nie chcą?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Natalia Klimczak 18.09.2008 18:08

Ocena: Ocena pozytywna 10 Ocena negatywna 8

Andrzej Zaranek odkąd pamiętam próbował wszystkim udowodnić, że regulamin go nie dotyczy :) A jednak :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Andrzej Zaranek 18.09.2008 17:24

Ocena: Ocena pozytywna 9 Ocena negatywna 8

dzięki serdeczne - z żadnym systemem (nawet tym niesłusznym) nie walczyłem i walczyć nie zamierzam:) Równie serdecznie pozdrawiam. A przy okazji: rola obserwatora jest znacznie wdzięczniejsza.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Artur Wojnowski 18.09.2008 17:01

Ocena: Ocena pozytywna 5 Ocena negatywna 8

Panie Andrzeju, trochę wyrozumiałości dla systemu :)
W końcu jest to wersja testowa od ponad dwóch lat.
W sieci tekst mam nadzieję znajdę.
Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Andrzej Zaranek 18.09.2008 16:37

Ocena: Ocena pozytywna 10 Ocena negatywna 8

żegnam się tym razem ostatecznie

Komentarz został ukrytyrozwiń

Andrzej Zaranek 18.09.2008 16:36

Ocena: Ocena pozytywna 7 Ocena negatywna 16

niestety:))
Pani dyżurna z powodu braku zdjęcia (system nie chce zamieścić w profilu zdjęcia, pani dyżurna zaś nie zamierza wyjać zdjęcia z własnej skrzynki i zamieścić go we właściwym miejscu) odrzuciła tekst. Nie jest to pierwszy przypadek taki przypadek. Cóż - rozumiem, że redakcja może nie chcieć ze mną współpracowac, ale żeby i system nie chciał?, haha) Kolejnej dyskusji więc nie będzie. Serdecznie pozdrawiam wszystkich użytkowników W24, panią dyżurną również. Kto będzie chciał przeczyta zapowiadany tekst gdzie indziej
ukłony

Komentarz został ukrytyrozwiń

Andrzej Zaranek 18.09.2008 16:18

Ocena: Ocena pozytywna 9 Ocena negatywna 9

przykro mi: artykułu zapowiadanego zapewne nie będzie. Redakcja uznała, że nie spełniam wymogów formalnych - brak zdjęcia, (haha po raz enty to samo tłumaczenie). Poczta dyżurnej nie działa. Wysłałem zdjęcie na adres dyżurnej, bo system mojego zdjęcia nie laduje. Zobaczymy co dalej?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Andrzej Zaranek 18.09.2008 15:17

Ocena: Ocena pozytywna 9 Ocena negatywna 9

Sporo się nazbierało. Pora więc napisać coś więcej - za godzinkę tekst w redakcji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Andrzej Zaranek 18.09.2008 14:52

Ocena: Ocena pozytywna 9 Ocena negatywna 8

pojawiło się sporo uwag - cóż, nie mam wyjścia za godzinę wyślę do redakcji tekst, który mam nadzieję wyjaśni kilka rzeczy, nie prowokując do dalszej dyskusji.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszka Wojewoda 18.09.2008 14:28

Ocena: Ocena pozytywna 17 Ocena negatywna 15

No, my z Marianem z Lęborka nie mamy prawa jazdy, więc siłą rzeczy nie przekraczamy prędkości dozwolonej, tzn. niekiedy Marian leci po bułki, wowczas niekiedy go poniesie, ale on lata nieco niżej niz samoloty pasażerskie, więc nie ma zagrożenia.

Marian bardzo się zmartwił, ale tylko przez chwilę. Bo czuje, ze teraz, dzieki reklamie, oferentow przybedzie i ceny spadną, jak nie u Pani, Senko, to u p. Korczaka, a kto wie, czy i Ossad kiedyś się nie przyłączy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

odśwież

Maksymalnie 4000 znaków. (możesz jeszcze wpisać: 4000)

Reklama

Najpopularniejsze

Reklama
Copyright 2012 Wiadomosci24.pl
Realizacja serwisu: Gratka Technologie Sp. z o.o.