Facebook Google+ Twitter

Wkurzyłam się, jak mało kiedy

W krótkiej dyskusji na temat udzielania korepetycji, co niektórzy uznają za plagę do wytępienia – wypowiedziałam się, że wiedza jest takim samym towarem jak każdy inny.

Wynika z tego, że jeśli ktoś ma w swej głowie wiedzę i udziela lekcji prywatnych, powinien za to brać pieniądze. I to są korepetycje. Czasy siłaczek i Judymów minęły bezpowrotnie.

Jest to nawiązanie do faktu, że w ostatnich dniach rozpętała się na łamach Wiadomości24.pl burza z piorunami na temat inaczej pojmowanego handlu wiedzą. Mam na myśli pisanie na zamówienie prac magisterskich, co jest sposobem zarabiania pieniędzy z punktu widzenia zarabiającego, ale wedle oceny, wyrażonej przez jedną z dyskutantek - z punku widzenia dobra społecznego jest zwyczajnym draństwem.

Podzielam tę opinię i dodaję: jest kultywowaniem powstałego w głębokiej komunie obyczaju produkowania nieuków i ćwoków na stanowiskach. Z tym jednak zastrzeżeniem, że wtedy nieuki oraz ćwoki najpierw dostawały stanowiska, a potem im pisano, zależnie od "szkół", jakie akurat zaocznie kończyli – a to zadania domowe z matematyki, a to wypracowania z polskiego, a to – dla sekretarzy i kierowników z wyższej półki – również prace magisterskie. W międzyczasie ludzie ci nami rządzili wedle tak zwanych wytycznych jedynie słusznej partii.

Teraz, kiedy prace magisterskie należy pisać przed podjęciem pracy – kupowanie ich od producentów (bo tak należy to nazwać), gwarantuje, że niedouk i ćwok, powiewając tak zdobytym cenzusem dostanie pracę wymagającą kwalifikacji. I biorąc za to pieniądze, będzie się tej pracy uczył metodą prób i błędów, eksperymentując z opłakanym skutkiem, (na żywym organizmie, szkole, przedsiębiorstwie) bo twardych wytycznych już nikt mu nie da. Albo i da - taki sam ćwok.

Sprawa pisania prac magisterskich na zamówienie wypłynęła ni stad ni zowąd, bo nikt faceta do takiego wyznania nie nakłaniał, ani nie zmuszał. Lamentując jednak i epatując swoim statusem materialnym człowieka na zasiłku, publicznie a również w prywatnej korespondencji (źródła wiedzy zatrzymam dla siebie) dokonał wyznania, stawiającego pod znakiem zapytania coś, co nazwałabym „wysoką moralnością”. Wysoką z racji istoty rzeczy oraz, bo dotyczy osoby z kręgu „wysokiej kultury”. Na dobrą sprawę lament na temat osobistej sytuacji materialnej jest dość niesmaczny, bo niby co my – odbiorcy takiego wyznania mamy w tym momencie zrobić? Ściepę narodową ogłosić? Czy konto na wpłaty dla ubogiego artysty założyć?

Tasiemcowe wyliczenie zasług, publikacji i miejsc pracy w momencie rejestracji tego pana, nasuwa kolejną refleksję: byliśmy uczestnikami czasu wielkich przemian gospodarczych i społecznych, był czas, kiedy Sztuka przez duże SZ domagała się niezależności i samorządności.
W przekonaniu o swej wielkości nie chcieli ludzie Wysokiej Sztuki interwencjonizmu państwowego w przekonaniu, iż Sztuka, jaką reprezentują jest tak wielka, że filmy zgarniać będą milionowe zyski, a ukochane przez naród teatry będą nieustająco tłumnie nawiedzane. Oraz, że każdy chłop pozbawiony PGR-u zasiądzie do czytania znakomitych periodyków a to „Kultury”, a to Tygodnika Kulturalnego” o ksiażkach nie wspominając.

Niestety, przeciętny Kowalski (i Kowalczykowa) robiąc listę miesięcznych wydatków lokował priorytetowe bywanie w teatrze pomiędzy butami a czynszem, przesuwając Wysoką Kulturę na miejsca coraz bardziej – w miarę krzepnięcia kapitalizmu - dalsze. Przeciętnego Kowalskiego zakład pracy przestał wozić zakładowym autokarem do teatru oddalonego np. o 70 kilometrów i wsłuchiwanie się w monolog pana Cogito oddalało się z miesiąca na miesiąc. Ludzie Wysokiej Sztuki zaczęli klepać biedę, uczyć się skutecznie obcych języków w obcych teatrach lub – odkrywając w sobie talenty biznesowe – zaczęli zakładać eleganckie restauracje oraz inne biznesy. No i dobrze.

Ale jeśli człowiek Wysokiej Kultury produkuje zarobkowo prace magisterskie przyczyniając się do zwiększania populacji utytułowanych bałwanów – to nie jest dobrze. Tak to widzę. Ja – nie miłośniczka teatru, prowincjuszka, wyznawczyni kultury przyziemnej. Jeżeli tu i teraz posypią się na moją głowę gromy, tak jak na głowę Agnieszki, która się ośmieliła… będę się czuła zaszczycona. I na koniec - jeśli dojrzały, oblatany facet, cieszący się od momentu wejścia najwyższym i niekłamanym uznaniem za swój warsztat i teksty, podnosi lament typu „nie wszyscy mnie głaszczą po główce”, to czas najwyższy na kozetkę. U psychologa z kupionym magisterium.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (121):

Sortuj komentarze:

(+) ja wiem, Ty wiesz, my wiemy.
Obrzydliwe.
Pełna zgoda. Plus.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Marian kazał powtórzyć, że jeżeli p. Senkaa woli żonatych mężczyzn od tych stanu wolnego, to on zaoszczędzi na winie wytrawnym białym.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Agnieszki nadal nie ma, ale pewnie wracając z banku poszła do kościola, więc mogę pisać nadal.

Senkoo, ja też zajmuję się trochę literaturom, ale wiem, że mam pewne braki warsztatowe.
Czy mógłbym kiedyś wpaść do Ciebie, żebyś mi coś wytłumaczyła? Bo jusz od dzieciństwa dręczą mnie rozmaite pytania. Pożyczyłbym też jakiś słownik.
Czy masz czas jutro wieczorem i czy lubisz białe wino?
całuję,
Marian

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękuję, Benio, zwrócę Agnieszce uwagę, jak przyjdzie, ona wogóle jest nierozsądna i nawet mnie nie poprosiła, żebym pod jej nieobecność mieszkania pilnował, ale wszedłem przez okno.
Ad rem zatem, czyli do rzeczy, hahaha!
Jadwigo, jestem w dobrych stosunkach, hahaha! taki żarcik, Jadwigo, nie bądź zazdrosna, hahaha!
no, mam dobre kontakty, hahaha! z obecną przewodniczacą koła wielbicieli flory i fauny lęborskiej, Edytą M. Myślę, że uda się całe Koło zmobilizowac na tyle, by zasilili W24, gdyż to są naprawdę miłe i wesołe kobietki, hahaha! Jadwigo, naprawdę nie musisz być zazdrosna.
Mam też kolegę z wojska, Janusza, mieszka on w Małogoszczy i jest głową bardzo licznej rodziny.
Możesz więc liczyć, Jadwigo, na bogaty liczebnie desant Nowych, ku radości zapewne pana Ossada, którego Nowi cieszą, i pana Asena, który tak serdecznie i psychologicznie do nich podchodzi.
Minusy zatem zatoną niczym skwarki w smalcu plusów, Jadwigo, ktore Ci się należą tak samo, jak mnie, Marianowi, szczęśliwe pożycie u boku prawdziwej Kobiety, Jadwigo...
Tu ronię łzę z samej głebi mego samotnego niczym wołanie na puszczy serca,
Marian

Komentarz został ukrytyrozwiń

Tak czy inaczej zyskałam do kolekcji dwoje Nowych Minusowiczów, co razem ze Starym Ossadem czyni czy !
Jak czy czyczystki od Starszych Panów i Michnikowskiego.

Reszta od przypadku do przypadku, jak tam które wleci przez komin na okutym Pegazie.
Pozdrawiam, zawsze gotowa wygarnąc z komina pogrzebaczem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Proszę się nie obawiać pogróżek, p.Juliuszu.
jednak nie bedę się z Panem zaprzyjaźniał, i myślę, ze Jadwiga i Benio to zrozumieją.
pozdrawiam,
Marian

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawe, czy jak ktoś nowy wchodzi w dyskusję to czyta wszystkie posty :) Podejrzewam, że kilka wątków się już przewinęło lol

Komentarz został ukrytyrozwiń

Siła z rozumem nigdy nie idzie w parze hahaha. Proszę, nawet są i pogróżki hahaha. Proszę schować je do poduszki hahahai. Niesamowite hahaha. Fajny poziom hahaha. Nie mogę pisać, bo mnie ze śmiechu brzuch rozbolał hahaha. Bardzo dowcipne hahaha.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Do Senkii:

Bułki nie są przykrywką do innych działań, droga Senkoo, gdyż serce me obecnie jest jak pustynia wypalona następujacymi po sobie dotkliwymi zawodami milosnymi.
Noc czarna
i marna
i głucha....
Ktoś słucha....?
mokra od łez ma
pusta poducha...
tak jak ma dusza
Nic mnie nie rusza...

czuję, droga Senkoo, ze wiele nas łączy.
Czy mógłbym Ci pokazać swoja kolekcję porcelanowych żab?
pozdrawiam,
Marian

Komentarz został ukrytyrozwiń

Beniu, nie mogłem wczesniej napisać, bo szukałem laptopa Agnieszki, znalazłem zawinięty w brudne prześcieradła. Znowu go schowała, gdyż poszła do banku, choć sobota i zamknięte.
Ad rem zatem, hahaha! Czy chcesz, Beniu, żebym zawarł męską przyjaźń z p. Juliuszem, hahaha?
Choć ja proponuję jedynie pierwszą fazę jej zawierania, hahaha! A walę mocno, szczególnie gdy w grę wchodzi towarzyskie alibi wobec płci pięknej, postponowanej przez jakiegoś brutalnego Marsjanina, co to nie rozumie, że zew krwi nie usprawiedliwia braku wonnej oliwy kultury, ktora to, wylana na wzburzone morze adrenaliny, łagodzi chropawe kanty naszego, samczego, przyrodzonego nam chamstwa.

Jadwigo, całuję Twe znieważone dłonie i pamiętaj, że zawsze gotów jestem Ci wybaczyć to, co mi zrobiłaś onegdaj...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.