O małych blaskach i dużych cieniach odpoczynku nad polskim morzem, na przykładzie moich doświadczeń i obserwacji z wakacji we Władysławowie - słów kilka.
Zanim rozłożymy swoje rzeczy na piasku, warto sprawdzić, czy nie ma w nim szkieł, pestek, niedopałków, zużytych chusteczek, plastrów, kapsli i innych często nieorganicznych odpadów pozostawionych przez plażowiczów (jakby nie mogli ruszyć się i wrzucić ich do kosza stojącego nieopodal wejścia na plażę).
Im więcej, tym gorzej
Kolejna sprawa, to wyścig o to, kto zajmie więcej plaży dla siebie. Wiele razy rozkładając wiatrochron spotkałem się z nieprzyjaznymi, wilczymi wręcz spojrzeniami rodaków. Niejednokrotnie usłyszałem ostrą reprymendę za to, że zasłaniam komuś widok na morze. Kiedy grzecznie przestawiłem parawan znowu usłyszałem pretensje; tym razem od pani z dziećmi, którym, w jej mniemaniu, zabrałem jedyną drogę na brzeg morza. I bądźcie tu mądrzy. Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził.
Miejski tłok
W samym mieście nie jest lepiej. Niemal o każdej porze (z wyjątkiem poranka, gdy większość ludzi jest na plaży), nie lada sztuką jest przebić się przez ulice, gdyż całą szerokością chodnika wałęsają się wczasowicze, z których znaczna większość idąc, konsumuje lody, gofry, zapiekanki, kebaby itp. Niestety kosze są przepełnione, a większość śmieci ląduje w rowach przy torach kolejowych albo po prostu na trawie.
Jednak warto
Mimo wszystko nie chciałbym Was zniechęcać do Władysławowa, gdyż moim zdaniem to nadal urocze miejsce, któremu po prostu dostało się trochę od wczasowiczów za jego rosnącą popularność. Dlatego na koniec zapytam, podobnie jak w tytule, Władek, czy ci nie żal, że cię tak strasznie depczą?