Facebook Google+ Twitter

Władysław Kozakiewicz: - Sport uprawiają głównie wyrobnicy

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2007-11-29 10:44

Rozmowa z Władysławem Kozakiewiczem, złotym medalistą Igrzysk Olimpijskich Moskwa 1980 w skoku o tyczce.

Władysław Kozakiewicz zawsze chętnie wraca do Polski / Fot. Marcin OsmanSpotykamy się na wrocławskim Rynku. Co Pana sprowadza na Dolny Śląsk?
- To zawsze jest taki przypadek, że mnie gdzieś rzuca na Polskę. Teraz przyjechałem do Krzyżowej z grupą niemieckich uczniów. Bierzemy udział w programie pod nazwą Sport buduje mosty. Chcę moim podopiecznym, lekkoatletom, pokazać nasz kraj.

Często przyjeżdża Pan do Polski?
- Staram się jak najczęściej. Ostatnio udaje mi się tu bywać mniej więcej raz na miesiąc. Mieszkam z żoną pod Hanowerem. Mam domek i w wolnych chwilach bawię się ogrodem. A na co dzień pracuję w gimnazjum. Uczę wychowania fizycznego, a także trenuję młodzież w klubie, który założyłem przy szkole.

Pańscy uczniowie i zawodnicy znają Pańską przeszłość?
- Oczywiście, często im o tym opowiadam. Zresztą nie tylko im. Do Wrocławia jechaliśmy z grupą polskiej młodzieży i cały czas rozmawialiśmy tylko o tym. Chcieli znać moje odczucia, wrażenia. To są rzeczy, które z łezką w oku często sobie przypominam. To mi dodaje otuchy.

A czy niemiecka młodzież zdaje sobie sprawę, że w swojej ojczyźnie jest Pan kimś w rodzaju bohatera narodowego?
- Niezupełnie. Nie do końca mogą zrozumieć, że jestem tak popularny i na przykład zaczepiany na ulicy przez kompletnie obce osoby. Muszę im to wszystko tłumaczyć.

Także to, skąd się wziął słynny gest Kozakiewicza?
- To przede wszystkim.

I co im Pan wtedy mówi?
- O rosyjskiej publiczności, która była bardzo nieprzychylna. Ze sportowcami trzeba było walczyć według zasad fair play. Przecież na rozbiegu nikomu bym nogi nie podstawił. Ale z kibicami było ciężej. Więc co mogłem zrobić? No tylko coś im pokazać. Ten gest był taki nasz, polski. Lecz i oni doskonale go zrozumieli.

Jak z niemieckiej perspektywy wygląda nasza lekkoatletyka?
- Nieźle. Czasami ktoś eksploduje, jak na przykład nasz sprinter i płotkarz Marek Plawgo. Dość często w niemieckich gazetach nasza reprezentacja jest chwalona.

Ale następców mistrza z Moskwy jakoś nie widać.
- To prawda. Chyba musiałbym się na nowo urodzić (śmiech). Nie wiem, skąd się to bierze. Chyba nie ma już teraz tak zwariowanych ludzi jak kiedyś. Moje pokolenie potrafiło się bawić sportem, przede wszystkim dawało nam to ogromną radość. A teraz? Sport uprawiają głównie wyrobnicy.
Michał Mazur
K.C.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.