Facebook Google+ Twitter

Władza na niższych szczeblach

Bywa, że wobec kolegów jesteśmy wyrozumiali, ale w stosunku do innych rodaków zdecydowanie przestrzegamy przepisów i jesteśmy mniej sympatyczni.

Pamiętny sierpień 1980. Na drewnianych schodach przed największą gdyńską stocznią, z białej podręcznej skrzynki, lodziarz sprzedaje zmrożone smakołyki. Grupa podekscytowanych robotników, silna tłumem, niesie żagiew rewolucji. Głowy gorące tak od niej, jak i od słońca. Część nawet chce się ostudzić nabywając lody od ulicznego sprzedawcy - ich rówieśnika. Jeden z krzykaczy, bohater ludu, woła ni to do gawiedzi, ni to do burżuja na dorobku - chyba nie chcesz pieniędzy od klasy robotniczej strajkującej także dla ciebie? Zaskoczony właściciel skrzynki z lodami, bez przekonania, ale z dobrze udawanym zrozumieniem, pokornie rozdaje zimne delicje człowiekowi z ludu i rozjuszonej reszcie. Dla wszystkich i tak nie starczyło, ale zawartość pudła została znacjonalizowana większością głosów, a byłego już właściciela wyzwano od spekulantów i prywaciarzy...

Połowa lat osiemdziesiątych. Wzdłuż peronu gdańskiego dworca kuśtykają dwie korpulentne i objuczone mundurowe pracownice kolei. Dumne ze zdobycznych kartkowych zawartości swych przepastnych toreb. Żywo dyskutując niezdarnie przechodzą służbowym przejściem przez tory między peronami. Tuż za nimi podąża młody wysportowany chłopak. Nie wiedzieć skąd, wyrasta pracownik kolei i wlepia mandat zaskoczonemu młodzieńcowi tłumacząc, jakie to niebezpieczeństwa czyhają na torach... Człapiące kobieciny nawet nie zauważyły incydentu z młodzianem.

Lata dziewięćdziesiąte. Autobus przejeżdża przez skrzyżowanie. W niedozwolonym miejscu kierowca zatrzymuje pojazd i wypuszcza przednimi drzwiami swego kolegę. Przedtem zażarcie z sobą dyskutowali, mimo że jedna z tabliczek umieszczonych przy kierowcy wyraźnie i na czerwono, choć w milczeniu, próbowała zaprotestować. Po paru minutach jazdy wóz zostaje zablokowany przez manewrującą wywrotkę. Do przystanku kilkadziesiąt metrów, zaś przedłużające się oczekiwanie w zamkniętej, zatłoczonej i gorącej stalowej klatce nie należy do przyjemności. Na prośbę, by wypuścić zniewolonych pasażerów, kierowca oznajmia, że owszem, i chętnie by pomógł, ale przepisy mu na to nie pozwalają...

Początek roku dwutysięcznego. Przed komendą policji masa radiowozów. Ślepy zauważyłby, że w tym miejscu należy szczególnie przestrzegać przepisów drogowych. Ciszę rozdziera przeraźliwy klakson samochodu. A cóż to za kamikadze macha czerwoną płachtą przed bykiem? Nie, to tylko policjant w prywatnym aucie zauważył swego kolegę z komendy i musiał sobie z nim pogadać...

Opisane wydarzenia zaobserwowałem i niniejszym wiernie przekazuję. Krytykujemy polityków, ale na niższych społecznych szczeblach także nie szanujemy prawa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Czasami spacerując z moim Jantarkiem (przytulonym ze schroniska) zbieram butelki (których nie brak) i śmieci na osiedlowej łące. Sąsiedzi zrywają boki ze śmiechu. "Nie wie pani, że od tego są dozorcy i służby oczyszczania miasta?" Gdy wybija woda w piwnicy, też nikogo to nie obchodzi. Gdy zbierałam podpisy pod apelem ONZ przed atakiem na Irak ( dwa dni przed atakiem była maleńka szansa, gdyby świat cały zaprotestował, gdyby ludzie wyszli na ulice i jednym glosem krzyczeli NIE!, może byłoby inaczej, może tysiące ludzi nie ginęłoby w tym biednym kraju, zwłaszcza dzieci), więc gdy zbierałam te podpisy, matki malych dzieci wzruszały ramionami, a co to mnie obchodzi. No więc jednak obchodzi, gdy nam i naszym dzieciom dzieje się krzywda. Dobry Mirnal artykuł, porusza nieobojętnych...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.