Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

28811 miejsce

Władze Nikaragui kłamią? Dziwna historia meteorytu

Po eksplozji sensacji jaka wtórem obiegła świat w ślad za tajemniczym wybuchem w Nikaragui, miły nastrój obniżył się. Meteoryt o jakim trąbił rząd w Managui jest już tylko domniemanym obiektem z kosmosu. Wszyscy wątpią i ściemę wietrzą.

Hipotetyczny krater po hipotetycznym upadku meteorytu w Managui, Nikaragua, w dn. 6 września 2014r. http://thewatchers.adorraeli.com/2014/09/08/meteorite-hits-nicaragua-capital-leaves-12-meter-wide-crater/ licencja: CC3.0 / Fot. thewatchers.adorraeli.comUbiegły weekend przyniósł hossę nastrojów pośród miłośników nieba. Z nieba znów runęły masy żelaza i kamienia. Meteoryt! Nikaragua komunikowała po całym świecie o zatrzęsieniu i kraterze jaki spowodował gwiezdny przybysz w stolicy kraju. Zwyżka dziennikarskich notowań Managui wysforowała metropolię natychmiast na czoło stawki poczytności medialnej i zainteresowania astronomów. Zarazem sensacja zdobywać zaczęła świat w całej swojej marnej reszcie, od telemarketerek z garnkami zdolnymi przetrwać nuklearną zagładę, aż po zorganizowane formacje poszukujące zaginionych obywateli.

12-metrowy krater zdumiewał nielicznych gapiów, jako że sąsiadował dość blisko z lotniskiem i wojskową bazą sił powietrznych w Managui. Dostęp dla prasy ograniczono do pokornych żurnalistów spod państwowych szyldów. Sensacja pęczniała w tempie powodzenia Orsona Wellesa. Jedynie jacyś zawistnicy z "Discovery" nazajutrz grymasili, że coś meteoryt nie trzyma się kupy.

Rzecznik rządu Nikaragui Rosario Murillo informowała z dumą, że powołano komisję, która rzetelnie zbada "stosunkowo niewielki" obiekt, będący raczej meteoroidem. Poproszono w gości naukowców z całego świata, by pomogli tubylcom w rozwikłaniu zagadki, która być może spłonęła doszczętnie, a może zagrzebała się w ziemi. Stwierdzono, że meteoryt oderwał się od asteroidy 2014 RC, jaka właśnie w ten weekend przelatywała blisko Ziemi. NASA niby była skłonna potwierdzić tą historię, chociaż część agencji zaczęła oficjalnie wyrażać swój sceptycyzm.

Jako że NASA zaczęła sobie dworować z meteorytu, do grona zawistników dołączyli i inni. Nawet "Gazeta Wyborcza" pozazdrościła biednemu państwu jednej, zaledwie pięciometrowej głębokości dziury. Cóż, naród przyzwyczajony do leżakowania pod nocnymi prysznicami (bo "shower", od pokazywać po angielsku) w imię Mikołaja Kopernika i jego Centrum nie nawykł, aby ściemniać choćby w jednym przypadku. Zatem okazywało się, że w Managui nie znaleziono nawet jednego obywatela, który widziałby nieodzowny przy tego typu zjawiskach błysk, smugę światła, ślad ognia na niebie. Nic! Wystarczy wspomnieć niedawną katastrofę w Czelabińsku. Tamtejsi ludzie mówili bardzo chętnie i bez ściemniania. Jeżeli kręcili to dla YouTube i kilku dolarów zachodnich rekinów medialnych. Zdarzenie w Nikaragui winno być zapamiętane światłem silniejszym od blasku Księżyca w pełni. Zaś w Managui nikt nawet nie monitoruje oficjalnie nieba, choćby na chwilę przypadającego w październiku szczytu Drakonidów, czy innego deszczu meteorów (to też niezupełnie to samo co meteoryt).

Tak więc, możliwe że mamy do czynienia ze zmową milczenia pewnej części populacji Nikaragui czy też solidarnością złości wobec ponagleń świata żądnego bryły złota. Wszak nadal brak choćby okruchów z rynny na zadany czas. Warto przy tym zauważyć, że ogłoszenie zjawiska przed rządowe komunikatory skutkowało impulsywnym powieleniem depesz państwowych agencji informacyjnych, powodowało bezwarunkowy odruch poczucia obowiązku u dziennikarzy, a dalej porywało falą entuzjazmu i zbiorowego szaleństwa najróżniejszych blogerów, vlogerów, serwisantów, spekulantów, a nawet gender fighters.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.