Facebook Google+ Twitter

– Właściwie nie znam Polski – mówi Andrzej Seweryn

  • Źródło: Słowo Polskie Gazeta Wrocławska
  • Data dodania: 2006-08-06 09:18

Aktor wkrótce zagra epizod w najnowszym filmie Petera Greenewaya "Straż nocna", do którego zdjęcia rozpoczynają się za kilka dni w Polsce.

Fot. Tomasz HołodNa Festiwalu Filmowym Era Nowe Horyzonty zadebiutował Pan jako reżyser filmem „Kto nigdy nie żył...”. Jest Pan z niego zadowolony?
– Jestem szczęśliwy, że mogłem pracować z moją ekipą, że mogłem spotkać chorych na AIDS, narkomanów i poznać ich świat. Konsultowałem się z ks. Waldemarem Chrostowskim, dr Anetą Cybulą; to dzięki nim dowiedziałem się czegoś nowego o świecie. Ma Pani przed sobą spełnionego faceta.

Spotkania z narkomanami zmieniły Pana?
– Nie przesadzajmy, nie wstrząsnęło to mną do tego stopnia, że zamknąłem się na trzy miesiące, zacząłem lub przestałem wierzyć w Boga albo się narkotyzować. Ale dotknąłem rzeczywistości, o której wcześniej miałem małe pojęcie.

Jest Pan wierzący?
– Oczywiście.

Michał Żebrowski do roli chorego księdza schudł 15 kilogramów. Zmusił go Pan?
– Wszyscy o to pytają, jakby schudnięcie aktora było sensacją! Kiedyś sam schudłem do roli prymasa Wyszyńskiego i wszyscy rozpisywali się, że jadłem tylko sprowadzane z Francji jogurty. Do niczego Michała nie zmuszałem, bo do niczego nie trzeba było go zmuszać. Uznaliśmy, że będzie szczupły i pokaże, jak wyniszczyła go choroba.

Nie chciał Pan zaangażować swojej córki do jakiejś roli?
– Zastanawiałem się, ale uznaliśmy, że jednak nie.

Lubi Pan z nią pracować?
– Lubię. Jak w telewizji pracowaliśmy z Marysią nad „Tartuffem”, była na planie jedną z aktorek, zresztą znakomitą, a ja reżyserem. Gdy kończył się plan, stawałem się ojcem.

Udziela jej Pan rad?
– Przede wszystkim ona mi radzi! Ja też, ale ona więcej. Zdarza się, że daje mi i życiowe rady.

Słucha jej Pan?
– Tak. Ja w ogóle mam do kobiet zaufanie, a co dopiero do córki czy żony. Maria jest bardzo dojrzała i rozsądna. Serio tak o niej myślę!

Żyje Pan między Warszawą, gdzie współpracuje z Teatrem Narodowym, a Paryżem i Comedie Francaise. Jak Pan ocenia polską rzeczywistość?
– Właściwie nie znam Polski. Ktoś kiedyś powiedział, że o jakimś kraju można napisać książkę po tygodniu pobytu, esej po miesiącu, artykuł po trzech, a po roku stronę. Nie chcę ulegać pierwszym wrażeniom, kiedy tu przyjeżdżam. Polska jest światem nie do końca mi znanym. Mogę więc mówić tylko o małych szczegółach.

Gdzie się Panu lepiej żyje?
– Pociągi w Polsce są raczej punktualne, samoloty bardzo rzadko, więc wolę podróżować Air France. Francuskie metro jest wspaniałe. Lubię siedzieć w warszawskiej kawiarni „Antrakt”, bo czuję się tam jak w domu. Dobrze czuję się w Paryżu, w Warszawie, jeszcze lepiej we Wrocławiu. Rozdarcie jest konkretne i zawodowe, mam dużo do zrobienia i tu, i tam.

W Comedie Francaise spędził Pan kawał życia. Co Panu dał słynny francuski teatr?
– Pracuję tam od 14 lat. Nie muszę myśleć, z czego będę żył, bo mam pensję, a to we francuskich teatrach jest wyjątkiem. Znalazłem się w centrum artystycznego życia. O tym, co się dzieje w Comedie Francaise, wie cała Francja. No, może nie o wszystkim. Teraz jesteśmy w trakcie zmiany dyrektora, co stało się przedmiotem wielkiej, publicznej debaty. Praca pozwoliła mi na dogłębne poznanie literatury i teatru francuskiego, staranniejsze operowanie słowem. Już nie mogę wykręcać się brakiem czasu albo mówić, że źle zagrałem rolę, bo coś mi utrudniło. Mam czas, stworzono mi warunki do pracy i jestem odpowiedzialny za to, co robię. Mam status „societé” niczym zasłużony artysta w Federacji Rosyjskiej. To nobilituje, a ja mam nadzieję, że jestem tego godzien.

Nad czym teraz Pan pracuje?
– Zagrałem główną rolę we francuskim filmie. Boję się, że zanudzę widza, bo jestem prawie cały czas na ekranie. To historia pary siedemdziesięciolatków. Mąż zostawia żonę i żeni się z młodą dziewczyną, ale okazuje się, że bez dawnej żony nie może żyć.
W sierpniu zagram epizod w „Straży nocnej” Petera Greenawaya. Po wakacjach wrócę do teatru, wystąpię też w filmie Agnieszki Holland.

Teatr, film... Ma Pan poza tym jakieś pasje?
– Nie. Nikt w to nie uwierzy, ale brzmi zagadkowo.

Czego Pan żałuje w życiu?
– Że byłem niedojrzały w sferze niekoniecznie artystycznej. Ale tak naprawdę, tylko Pan Bóg wie, jak było, jest i będzie. Co ma sens i jakie są nasze błędy. Jesteśmy zespołem sprzeczności, ciemne istnieje obok jasnego, wulgarne obok delikatnego. Taki jest świat.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Kondratowicz Jan
  • Kondratowicz Jan
  • 11.01.2011 03:18

Ten człowiek jest nieszczery,dziwny.Mówi o Bogu - po co?Nie wierzy się mu.Ludzie nie są głupi.A on myśli że pewnie są i uwierzą we wszystkie te opowiadania.Nie ma szczerości uczuć w tym człowieku .Kocha siebie i swoją karierę -to jasne.Nawet się z tym nie kryje.Nie wie co to miłość i stara się to ukryć nawet przed sobą samym.Co to ma znaczyć,że on Polski właściwie nie zna.To tak jakby powiedzieć,że nie zna własnej matki.Takim gadaniem nie zyskał sobie opinii mądrego człowieka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.