Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

32926 miejsce

Własność państwowa = Włoszczowa

Takie właśnie hasło królowało na niedawno zorganizowanej w Tarnowie konferencji poświęconej małym i średnim firmom. Gdy nieco później miałem wątpliwą przyjemność korzystać z usług PKP, przekonałem się na własnej skórze, że to prawda.

Do Warszawy jechałem ekspresem po raz pierwszy od uruchomienia słynnego przystanku kolejowego Włoszczowa. Nie byłem jedynym pasażerem, który pytał konduktora, kiedy będzie w końcu "ta Włoszczowa". Okazało się, że nasz ekspres nie zatrzymuje się na tej stacji. Informacja ta bardzo rozczarowała pasażerów nastawionych chyba na zakup jakichś pamiątek na peronie. Sam pomyślałem - może sprzedają tam jakieś figurki z gipsu, jeśli nie podobizny polityków, to przynajmniej krasnale ogródkowe? Także jadąc w odwrotnym kierunku - z Warszawy do Krakowa, nie dane mi było postawić nogi na peronie słynnej stacji. Konduktor poinformował, że tylko jeden czy dwa ekspresy zatrzymują się na przystanku Włoszczowa. I po co było robić tyle hałasu w telewizji?

Okazało się jednak, że Włoszczowa funkcjonuje w Polskich Kolejach Państwowych w inny sposób. Gdy kupowałem bilet na pociąg ekspresowy Tarnów - Kraków - Warszawa, zapłaciłem 82 zł. Gdy zaś kupowałem bilet na trasie Warszawa - Kraków - Tarnów, musiałem zapłacić prawie 10 złotych więcej. Ponieważ dość często latam na trasie Polska - USA, pomyślałem w pierwszej chwili, że może - gdy się jedzie z Warszawy na południe, silniejszy jest wiatr i dlatego cena biletu w tę stronę jest ponad 10 procent wyższa? W końcu to kraj Mrożka i Gombrowicza.

Kasjerka wyjaśniła mi, że to nie z powodu silniejszego wiatru mam zapłacić więcej. Jako że na trasie Warszawa - Kraków jadę ekspresem, a na trasie Kraków - Tarnów (ok. 80 km) - będę poruszał się pociągiem pośpiesznym, muszę ponieść większe koszty. Zauważyłem, iż w sumie tego typu połączenie jest przecież dla mnie mniej korzystne, gdyż ostatnie 80 km jechał będę nie ekspresem, lecz tylko pośpiesznym, więc byłoby logiczne, gdybym zapłacił nie więcej, lecz mniej niż wtedy, gdy całą trasę pokonałem ekspresem.

Kasjerka doinformowała mnie wówczas: trasa Warszawa - Kraków obsługiwana jest przez jedną firmę Intercity PKP, a trasa Kraków - Tarnów - przez inną firmę PKP. Choć więc sprzedany został mi jeden bilet, to korzystam z dwóch różnych firm i dlatego muszę zapłacić więcej niż wtedy, gdy korzystałem z jednej firmy. Zastanawiam się, czy państwowa firma PKP, która od wielu już lat ma problemy finansowe, wpadnie kiedyś na przykład na pomysł, by się jeszcze bardziej podzielić.
Np. pierwszą klasę mogłaby obsługiwać inna firma, drugą inną, pociągi osobowe inna firma, pociągi pośpieszne jeszcze inna firma. Podobnie w przypadku ekspresów i intercity. Można by też wprowadzić na rynek samodzielne firmy państwowe, obsługujące różne dworce, a za korzystanie z każdego dworca pasażer musiałby płacić za każdym razem podatek (jak na lotniskach). Gdyby PKP rozmnożyło się w ten sposób, można by dać pracę wielu ludziom. Ilu nowych prezesów mogłoby zacząć funkcjonować. Ciekawe tylko, ilu klientów straciłyby wtedy Polskie Koleje Państwowe. Jednak to prawda - państwowe = Włoszczowa.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Cała prawda o PKP... Sama bardzo często korzystam z ich "usług", więc z doświadczenia wiem, że nie ma nic bardziej zadziwiającego (i równocześnie zabawnego), jak rozmowy spod kasowego okienka na dworcu:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.