Facebook Google+ Twitter

Włochaty: walka trwa i bitwa toczy się dalej

Z muzykami z zespołu Włochaty o byciu punkiem, anarchii i o istnieniu kapeli po odejściu wokalisty Paulussa, rozmawia Łukasz Cygan.

Włochaty to szczecińska anarchopunkowa grupa muzyczna. Założona w 1987 roku, funkcjonowała przez trzy lata pod nazwą "Włochaty Odkurzacz", aż do wstąpienia do zespołu wokalisty Paulussa. Przez wszystkie lata działalności zagrali na wielu prestiżowych festiwalach muzycznych, m.in. w Jarocinie. Zespół zawiesił swoją działalność 21 grudnia 2007 r. i wznowił dopiero po półtorarocznej nieobecności na scenie muzycznej.

Czemu wracacie?
- J.: Nigdzie nie odeszliśmy, więc nie można mówić o jakimś wielkim powrocie. To fakt, nie graliśmy koncertów może kilka miesięcy, ale w tym czasie jednak wciąż próbowaliśmy unormować nasze sprawy personalne i cały czas coś tworzyliśmy. Dowodem tego jest akustyczny projekt "Włochaty Inaczej", który rozpoczęliśmy w tamtym roku, nagraliśmy 4 utwory, w tym "Pekin 2008". Poza tym cały czas powstawał (i dalej powstaje) nowy materiał, muzyka, teksty… Dla ludzi z zewnątrz może się wydawać, że nic się nie dzieje, dla mnie tworzenie jest procesem ciągłym, to cały czas trwa.
- S.: Zespół Włochaty cały czas na pewno gdzieś znajduje się w otchłani naszej świadomości. Myślę, że tak też jest wśród tych, którzy dzisiaj w zespole aktywnie nie uczestniczą. Dla mnie osobiście te ostatnie lata to był trudny czas. Ciężko jest wybierać pomiędzy złym, a gorszym. Tak, zgadzam się z tym, że nigdzie nie odeszliśmy, nigdzie nie wracamy. Rozpoczęliśmy nowy rozdział naszej wspólnej działalności na mniej skomplikowanych zasadach.

Ale jest to powrót bez Paulussa.
- J.: Nie tak to planowaliśmy, nie tak to miało wyglądać. Stało się jak się stało, nie ma sensu płakać nad rozlanym mlekiem. Podjęliśmy wspólną decyzję, że będziemy kontynuować działalność bez Paulussa, zwłaszcza, że wciąż mamy jeszcze coś do powiedzenia.
- D.: Chciałbym, żeby każdy zrozumiał, że nie będziemy publicznie komentować spraw dla nas bardzo osobistych i niech każdy postara się to zaakceptować i uszanować. Miejsce Paulussa zajął Graba - nasz wieloletni przyjaciel, mądry życiowo koleś, rewelacyjny wokalista - cieszymy się, że będzie nam dane spędzić nadchodzące momenty razem. Prosimy o dobre przyjęcie Graby na koncertach – Dzięki!

Nie sądzicie, że się "sprzedał"?
- J.: Wiesz, trzeba by najpierw zdefiniować wyrażenie "sprzedać się". Każdy z nas, ludzi, trochę się sprzedaje, bo żyjemy w takim, a nie innym świecie i pewnych rzeczy nie da się uniknąć. Z drugiej strony część ludzi stara się mimo całego gówna dookoła zachować twarz, godność i nie kupować wszystkiego, co podsuwa im system.
- S.: Nie sądzę, że Pauluss się sprzedał. Nasze drogi się po prostu rozeszły. Żałuję, że Pauluss na zakończenie nie zachował się jak gość z klasą. To był jego wybór, jego emocje, jego działanie. Jednak będę go bronił, bo poszedł własną drogą, zgodną z jego tożsamością. Szkoda, że nie zwrócił uwagi po drodze na innych, ale nigdy na to nie zwracał uwagi. To zresztą inny temat na inną historię.
- D.: Nikt tu się nie sprzedał! Pauluss zwyczajnie zawsze podążał własną ścieżką i teraz czyni podobnie. Zawsze miał „hopla” na punkcie historii, a teraz kieruje zawodowo placówką publiczną i myślę, że jest odpowiednią osobą na odpowiednim miejscu. W pewnym momencie zaczęło to kolidować z terminami koncertów, bo przecież większość imprez kulturalnych odbywa się w weekendy – no i trzeba było dokonać wyboru…

A wy? Gdzie te chłopaki z 1987 roku, punki na głowach i bunt w sercach?
- J.: Trudno oczekiwać, żebyśmy zbliżając się do czterdziestki pozostawali szczeniakami. Ze swojej strony mogę powiedzieć, że wciąż nie podoba mi się świat, w którym żyję, i ten bliski i ten gdzieś bardzo daleko, na innym kontynencie. Rzeczywistość, która nas otacza, mówiąc delikatnie pozostawia dużo do życzenia. To nasze niezadowolenie przelewamy gdzieś na papier, potem ubieramy to w dźwięki i tak bunt nie gaśnie… I mimo to, że nie jesteśmy już tymi chłopakami z dawnych lat to jednak wciąż jest w nas ta dziecięca naiwność, wiara w ludzki rozum i ludzką dobroć…

Mówicie, ze wspieracie anarchię, ale nie podchodzicie do niej bezkrytycznie.
- J.: Myślę, że mało kto rozumie pojęcie "anarchii" w sposób jaki rozumieją to anarchiści. Poza tym uważam, że generalnie ludzkość nie dorosła do tego typu społeczeństwa obywatelskiego. Zresztą myślę, że pierwszym krokiem do zbudowania takiego społeczeństwa jest praca nad sobą. System jest zakorzeniony głęboko w nas i trzeba próbować w jakiś sposób go wykorzeniać z siebie.
- S.: Do niczego nie można podchodzić bezkrytycznie. Każdy odczuwa inaczej, każdy rzeczywistość przetwarza po swojemu. Każda ideologia nie może stawać się jedynym słusznym porządkiem. Przeciwko takim zachowaniom zawsze będę pozostawał w opozycji.
- D.: Pojęcie anarchii w punk rocku ewoluowało. Tu już nie chodzi o alternatywny system do demokracji ludowej. To bardziej stan umysłu, postawa i zasady, którymi powinniśmy się kierować, żeby zachować indywidualność i niczym nieskrępowaną kreatywność. Bunt wobec nieporadności otaczającej nas rzeczywistości to nasz obywatelski obowiązek. Protest przeciwko absurdom i zakłamaniom to wręcz odruch bezwarunkowy. Więc my nie wspieramy anarchii jako pojęcia chaosu, jako doktryny rodem z XIX wieku – my tu bardziej nawołujemy do ciężkiej pracy na rzecz udoskonalania samych siebie w sferze humanistycznej, ze wszystkimi jej odmianami.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Bdb wywiad. 5

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.