Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

6242 miejsce

Włochy (nie)odkryte. Podróż z Mają Stoop i "Perfumerią kardynała"

Choć podobno "wszystkie drogi prowadzą do Rzymu", są we Włoszech inne miejsca, które warto odwiedzić. Ten kraj to nie tylko wymieniane w przewodnikach turystycznych miasta. To też osobliwe uliczki, miejsca pachnące winem i oliwą.

 / Fot. Okładka książkiMaja Stoop, Kujawianka i malarka w jednym, zakochana w podróżach. Jej towarzyszem jest mąż, zwany dumnie „JC”, a także cztery koty: Lucek, Darwin zwany Karolkiem, Brunetti i Paola. W książce „Perfumeria kardynała” Stoop zabiera czytelników w podróż po Włoszech na czterdzieści różnych sposobów.

Urlop w brudzie to musi być coś. Autorka i jej „JC” nie dali się zwieść znajomej Doris, która właśnie powróciła z objazdowej wycieczki. Wyruszyli. I mieszkali na czwartym piętrze, gdzie zaczynał się ich Neapol. Wszystko szło jak z płatka: zwłaszcza nauka miasta. Bo na klaksony i wrzaski kierowców trzeba się było uodpornić. Ruch uliczny w Neapolu rządzi się bowiem swoimi prawami. Raz z prądem, raz pod prąd. Grunt, że ludzi rozpoznaje się tu po dwóch dniach, a po trzech udziela się im wskazówek, co i gdzie zjeść. Stoop i „JC” rezygnują z planowania. Nie ma przecież żadnych reguł, które mówią, że otwarte w poniedziałki, a zamknięte we wtorki Muzeum Archeologiczne, nie może być z miliona powodów zamknięte w poniedziałki. Od tego, by informacje takie potwierdzać, są również miliony, ale tym razem pieczątek. Lekcje ze wzruszania ramionami również szły dobrze, zwłaszcza gdy przychodziło czekać godzinę pod ścianą, gdy zwolni się stolik w pizzerii. Jeszcze nie raz przyjdzie się rozczarować zapchaną restauracją...

Autorka książki zwiedza z ciekawością, ale nie przeskakuje z miejsca na miejsce pragnąca ujrzeć wspaniałe wytwory architektoniczne czy malowane historią obiekty. Spragniona jest wrażeń i chłonąć chce każde miejsce z właściwą mu intensywnością. Nie zraża się, lecz skutecznie dystansuje i dowcipkuje, wprowadzając czytelnika w stan błogiego dreptania z nadzieją, że dotrze do samego serca wszystkiego, czym się otacza. Nie wścieka się, choć już prawie miałaby moździerz z XVIII wieku, gdyby ktoś nie przelicytował jej na włoskim eBayu.

Stopp poznaje i opisuje różne tradycje i zwyczaje. Zbiera, oprócz rupieci, starych przedmiotów, nazwy włoskich makaronów, które niejednokrotnie śmieszą, dziwią, a nawet odstręczają. No bo czy gładko przejdzie przez gardło makaron o wybornej nazwie „siusiaki” albo „oczka wróbelka” czy „ślepe żmije”? Na tym jednak nie koniec. Stoop wymienia w swoim makaronowym rejestrze także „siano”, „mysie ogonki”, „kijki”, „poduszki i prześcieradła”.

Związek z Włochami Maja Stoop ma sformalizowany kupnem domu. Chwyta każdą chwilę. Nic tak przecież nie cieszy, jak zawsze wilgocią pachnące róże i kwiaty cytryn ulokowane w glinianych donicach i postawione na włoskim murku. Żadna inna ulica tak jak viale delle Cento Fontane nie jest tak urocza i żadna nie ma setki fontann. I tylko nad Fontanną Neptuna i Fontanną Organową tworzy się taka wspaniała perspektywa, gdy światło pada pod odpowiednim kątem, a przez wodną kaskadę prześwituje tęcza błyszcząca wspaniałym fioletem.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Zobacz także:

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.