Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

15990 miejsce

Włodzimierz Sedlak-niepokorny ksiądz czy wybitny naukowiec? Cz.3

Wśród naukowców Sedlak ma wielu przeciwników, ale tak naprawdę nikt nie wykazał niemożliwości kwantowego traktowania biologii, a co za tym idzie istnienia bioplazmy, elektromagnetycznej natury życia, niezniszczalności życia jako bioenergii.

Zdjęcie udostępnione drogą mailową przez panią Joannę Kalisz-Półtorak, która jest spadkobiercą praw ks.prof. Włodzimierza Sedlaka. / Fot. Joanna Kalisz-PółtorakSedlak to Don Kichot walczący z paradygmatem chemicznym życia, gdyż uważał, że fizjologia oparta na biochemii nie jest w stanie wytłumaczyć np. powstawania myśli. A skoro dotychczasowe wyjaśnianie tego problemu jest niewystarczające, postanowił wprowadzić do biologii elementy wiedzy z zakresu fizyki kwantowej. Była to swego rodzaju ucieczka do przodu. Rewolucyjne poglądy na temat istoty życia, zupełnie nie mieszczące się w ramach aktualnej wiedzy o świecie, zaczął publicznie przedstawiać w 1967 roku.

Bioplazma - najważniejszym owocem życia prof. Sedlaka

Bioplazma jest koncepcją nowego stanu materii, znamiennego tylko dla organizmów żywych. Sedlak założył tezę, że wszystkie przejawy życia są uzależnione od istnienia w organizmach cząstek, posiadających ładunek elektryczny, aktywnych magnetycznie, znajdujących się w bezustannym ruchu i stale oddziałujących wzajemnie, dzięki czemu istnieje ten specyficzny dla życia stan materii. Jest on bardzo podobny do plazmy fizycznej, ale nie jest z nią identyczny. Jest podstawowym nośnikiem życia.

Elektromagnetyczna natura życia

W 1969 przedstawił koncepcję elektromagnetycznej natury życia. Według niego: "Życie jest to drgająca siatka dyfrakcyjna elektronowo-fotonowo-fononowa w ośrodku piezoelektrycznego półprzewodnika białkowego zasilana energią chemiczną procesów metabolicznych".
Z kolei, organizm uważał za "układ białkowy piezoelektrycznych półprzewodników o sprzężonych funkcjach chemicznych i elektronicznych z falową koordynacją wewnętrzną, otoczony falą elektromagnetyczną emitowaną na zewnątrz".

Reakcja świata nauki

Od momentu ogłoszenia koncepcji bioplazmy zaczęły się frontalne ataki na Włodzimierza Sedlaka. Nie przebierano w sposobach "dokopania" młodemu zdolnemu doktorowi, który uzyskał habilitację w zakresie biologii teoretycznej. Na pierwsze miejsce poleciały z różnych stron inwektywy w stylu: ignorant, fizyczny analfabeta, dyletant, niedouczony. W dodatku, Sedlak sam przyczyniał się do wzbudzania lekceważącego stosunku do siebie poprzez specyficzne przedstawianie tego, co głosił. Stawiał siebie w szeregu najwybitniejszych. Mimo skromności jaką wykazywał na co dzień, to w sprawach wyjaśniania tajemnic życia zachowywał się jak największy zarozumialec, albo - jak postrzegają inni - człowiek, który ma niezachwianą wiarę oraz pewność swoich racji.

"Samotnicy jak Kopernik, Kant, muszę niestety dodać - i Sedlak (...)" - czytamy w jego książce "Człowiek i Góry Świętokrzyskie".


W tym samym źródle, które było swoistym bilansem działalności ks. prof. Włodzimierza Sedlaka, napisał: "Model bioelektroniki nie jest doświadczalno-ilościowy, lecz otwarty jako model jakościowy, przybliżający wyobraźnię poznania istoty problemu. Zbyt zawiły zadawniony problem należy rozwiązywać na innych zasadach niż w dotychczasowej biologii. Trzeba się puścić sztywnego i nienaruszalnego parobkowania intelektualnego i zbliżać problem do nowych wymogów nauk ścisłych".

Wielu naukowców (Wierzchowski, Bulanda, Paszewski, Majewski i inni) zarzucało Sedlakowi przede wszystkim, że jest nieprecyzyjny.
W pracach dotyczących bioelektroniki, którą przecież sam stworzył, tak naprawdę nigdzie nie zdefiniował ściśle terminu "bioplazma" w tak zwięzły sposób, aby poddawał się falsyfikacji. W różnych miejscach swoich prac nadaje temu terminowi - wydawałoby się - zupełnie inne znaczenia, przypisując coraz to nowe cechy, które stale poszerzają obszar znaczeniowy tego pojęcia.

Teorie Sedlaka należą jednak do naukowych, a nie do paranaukowych czy pseudonaukowych, jak chcieliby jego oponenci. Aczkolwiek należy je zakwalifikować do kategorii ułomnych. Publikacje naukowe zwykło się dzielić na pełnowartościowe i ułomne. Powstała dość szczegółowa lista zarzutów wobec tych koncepcji, ale ponieważ przekracza to ramy artykułu, nie będę ich tutaj przytaczał. Zainteresowanych odsyłam do prac oryginalnych.

Natomiast podzielę się własną refleksją o atmosferze w jakiej dyskutuje się o twórczości Sedlaka. Okazuje się, że w wielu przypadkach w sposób nieuzasadniony atakowano samego twórcę koncepcji, aby zdyskredytować jego poglądy. Wyjątkowo perfidne były zarzuty braku badań eksperymentalnych, chociaż powszechnie wiedziano, że Sedlak był typem naukowca syntetyka, który korzystał z wyników doświadczeń innych. Profesor uważał, że w dzisiejszych czasach jest bardzo dużo wyników badań eksperymentalnych, ale często są one niewłaściwie interpretowane. Zresztą, historia nauki światowej pokazuje wielu takich naukowców, którzy bez formalnego wykształcenia w jakiejś dziedzinie, wnieśli więcej do rozwoju cywilizacyjnego, niż niemałe zastępy innych uczonych. Takim przykładem jest chociażby Darwin, który nie ukończył studiów teologicznych.

Gdyby Sedlak pracował w dobrze wyposażonym laboratorium czy w jakimś renomowanym ośrodku badawczym, to jego pozycja byłaby zupełnie inna.

Skąd taka pewność?

W moich studenckich czasach mówiło się, że nie ma logicznego uzasadnienia rozważanie tego, co było przed Wielkim Wybuchem. Intuicja podpowiadała jednak zupełnie coś innego. Przeciętny człowiek nie może jakoś zaakceptować takiego stanu, gdzie nie było materii, energii, przestrzeni oraz czasu. Upłynęło zaledwie czterdzieści lat i dzisiaj bez żenady opowiada się o narodzinach najnowszej gałęzi nauki zwanej kosmologią kwantową. Naukowcy opowiadają o superstrunach, światach równoległych, hiperprzestrzeni czy tunelach czasoprzestrzennych.

Steven Weinberg (Nobel 1979), gdy słyszał od Michio Kaku (Uniwersytet Nowojorski) o milionach wielkich wybuchów zachodzących ciągle w nicości, powiedział: "Ta wizja wydaje mi się bardzo pociągająca i z pewnością należy ją traktować poważnie".

Z kolei, Andriej Linde (Uniwersytet Stanforda), jeden z twórców teorii inflacji, gdy mówi o wszechświatach równoległych używa takiej oto konstrukcji w argumentowaniu: "jestem przekonany, że takie pęcherzyki (wszechświaty powstające tak, jak pęcherzyki w gotującej się wodzie - dopisek mój), ciągle powstają i przecinają się nawzajem" i "Jeśli moi koledzy i ja mamy rację, to może już wkrótce pożegnamy się z wyobrażeniami, według których Wszechświat pojawił się jako kula w wyniku Wielkiego Wybuchu" (styczniowy numer "Świata Nauki" 1995).

Wreszcie, Freeman Dyson (Institute for Advanced Study w Princeton), gdy wypowiadał się na temat zaistnienia warunków do rozwoju życia w taki sposób: "Wygląda na to, że Wszechświat się nas spodziewał. Gdyby na przykład tylko nieznacznie zmienić wartość elementarnego ładunku elektrycznego lub stałą grawitacji, nie mogłyby powstać stabilne cząsteczki DNA. Według silnej zasady antropicznej dowodzi to istnienia boskiej istoty".

Ważniejsze jest co kto mówi, czy kto mówi?

Dlaczego zrobiłem taki przegląd poglądów kosmologicznych? Ponieważ jako żywo przypominam sobie moją pierwszą styczność z pracami profesora Sedlaka. Bardzo nie podobały mi się wtedy te ataki na jego rewolucyjne koncepcje. Zauważmy, że w obu przypadkach informacje zawarte w tych teoriach są tak szalone i niepojęte, że aż ciśnie się na język stwierdzenie, że to science fiction.

Różnica jest jednak zasadnicza: o bioplazmie głosił prowincjonalny ksiądz z Polski, a o tych "wieloświatach" opowiadają laureaci Nagrody Nobla, a w najgorszym przypadku pracownicy z renomowanych uniwersytetów czy znanych instytutów badawczych. Pikanterii dodaje jeszcze forma wygłaszania tych informacji. Zwroty typu: "wydaje mi się", "jeśli mamy rację", "jestem przekonany", itp. niczym nie różnią się od przekazu Sedlaka.
A gdzie dowody? Gdzie eksperymenty?

Stosunek Sedlaka do świata nauki

Zjawiska hipokryzji - jak widać - również dotyczą zhierarchizowanego i sformalizowanego świata nauki, które mocno dotknęły Włodzimierza Sedlaka. Profesor porównał ten układ do wieży Babel i ironizował z wszechpanującego w nim terroryzmu autorytetów, wyznaczających co wartościowe dla nauki, a co nie.

Pyszałkowatość, bufonada i walka o palmę pierwszeństwa rodzi pogardę dla inaczej myślących niż "wszyscy". Wydaje się, że to są prawdziwe przyczyny swoistego filtrowania oficjalnej wiedzy, w zasobach której dochodzi do kastracji oryginalnych poglądów, nie mieszczących się w aktualnych koncepcjach pojmowania świata i spychania ich w objęcia para- lub pseudonauki. Sedlak nie uważał jednak, że dzieje się tak za sprawą jakichś teorii spiskowych. Jednak takie aktywne "odsiewanie ziarna od plew" i dobieranie procedur oraz wyników do założonej tezy, niekiedy doprowadza do fałszerstwa.
Domagał się wolności w nauce. Niestety, często go ignorowano. Rozżalony powiedział kiedyś tak:
"jeślibym został świętym bez zamiaru, to byłbym koniecznie patronem idiotów. Jedną tu tylko widzę korzyść, taki patron posiada nadzwyczaj licznych czcicieli".
A w innym wątku, dotyczącym źródła swojego intelektu, napisał:
"Na znawcę przedmiotu można otrzymać zaświadczenie w formie dyplomu magisterskiego czy doktorskiego. Glejtu na mędrca żadna instytucja nie wystawia".

Reasumując

Trzeba przyznać, iż trudna a niekiedy wręcz niemożliwa jest polemika z człowiekiem, który mówi, że rezultaty całej swojej pracy naukowej opartej na czysto materialnych przesłankach, łączącego fizykę półprzewodników i metabolizmu, zawdzięcza tylko i wyłącznie Panu Bogu.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (9):

Sortuj komentarze:

  • K K
  • 28.02.2013 19:58

Ciekawe posumowanie twórczości profesora Sedlaka. Dałem maksymalne ilości popchnięć i punktów. Jestem jednak rozczarowany, że nie pokazał pan związków poglądów prof. Sedlaka z teorią profesora Manczarskiego, która wyjaśnia szkodliwość bardzo słabych pól e-m przy pomocy klasycznej fizyki plazmy elektronowej w środowisku biologicznym.
Więcej na temat pól em, znajdzie pan tu:
http://iddd.de/

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ale się rozwinęły myśli ludzi , niema innej prawdy , prawda jest tylko jedna.!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Michał Heller (laureat Nagrody Templetona) i Józef Życiński, dwaj wybitni naukowcy - duchowni, tego ostatniego książka wydana po jego śmierci na podst. notatek i zapisków pozostałych w komputerze.
Polecam wrzucić w googla.... M

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wytrwałem do końca, choć lekko nie było.
Może jeszcze nie jest tak źle :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Bóg to pojęcie niezwykle obszerne. Oni ponadto wierzą nie w Siłę Sprawczą, Kreatora, Praprzyczynę, etc, ale w konkretnego Boga, który komuś objawił się, ten to spisał, itd.

Ale co drugą stroną ? Ta sama wiara, w święty przypadek, która jednakowoż nie tłumaczy tego, skąd się ten przypadek wziął. Pewnie z przypadku :)

Konkludując, co za różnica, w pewnym obrazowym uproszczeniu oczywiście, czy wiara polega na wierze w słonia podtrzymującego Ziemię, postawionego na kolejnym słoniu, czy też przypadku postawionym na przypadku. Sens pytań pozostanie ten sam...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Też się zastanawiałem niejednokrotnie nad tym, jak to jest, że wielu uczonych wierzy w Boga? Jak to się dzieje, że nie przeszkadza im wiedza, jaką zdobyli w procedurach naukowych?
Ale tak jest w wielu przypadkach (napisał Robert Youngson w książce "Błędy uczonych"), że uczeni - korzystając w pracy z rozumu - w wielu sytuacjach na co dzień zachowują się irracjonalnie.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Panie Marku, gwoli ścisłości, ja nie pytałem czy istnieje Prawda.
Pytałem o to, dlaczego ludzie tej miary, co profesorowie, taką "prawdę" przyjmują. Nie chcę wchodzić w dywagacje natury osobistej, ale przecież to pytanie musi nasuwać się samo przez się...

Podkreślmy, albo tę "prawdę" się wyznaje i jest się jej orędownikiem, albo, co też możliwe, bierze się ją w pewien nawias, co nie zmienia przecież sensu konkretnych ślubów, rytuałów, przyrzeczeń, itd... Sprzeczność ..? A jeśli tak, to dlaczego ... przecież można postawić hipotezę i być jej "wyznawcą", w cudzysłowie, bo hipoteza ma to do siebie, że może ulec zmianie, o ile zajdą stosowne okoliczności.
Dogmat pozostanie dogmatem.

Jest też oczywiście i druga strona, w sferze nauki. Ta dogmatyczna, o której też Pan wspominał.
Przykładem choćby Dawkins, który napisał szereg książek z pozycji wszechwiedzącego demiurga, a w wywiadach, przyciśnięty do muru, przyznaje, że o świadomości na przykład, nie mamy zielonego pojęcia. Co nie przeszkodziło mu przecież pisać ( i zarabiać miliony) tak, jakby nie tylko pojęcie, ale i pewność miał.

A co do pierwotnego pytania, można jeszcze doprecyzować, jaka prawda. Prawda w świecie matematyki istnieje. 5+4=9. Taka prawda jednak to tylko narzędzie, do wykorzystania. Nic nie tłumaczy sama przez się.
A prawda o przyrodzie..? To tak obszerny temat.. W dodatku nie czuję się w podstawowym choćby stopniu kompetentny do konkretnej dyskusji. Choć o splątaniach kwantowych również czytałem.

Może tylko dodam od siebie: przywołał Pan w tekście słowa kogoś, że według niego prawda obiektywna nie istnieje, ani nawet jej konkretne prawdopodobieństwo. Nawet jeśli, to postawa racjonalna, według mnie, polega nie na określaniu prawdopodobieństwa, a na szacowaniu, czy jedno jest bardziej lub mniej prawdopodobne od drugiego. Relatywnie. W danym momencie. I na tej podstawie dokonywania wyboru. Oczywiście zawsze z gotowością do zmiany poglądu, o ile zmienią się dane. Co zresztą tak ładnie brzmi tylko w teorii, w rzeczywistości jak jest, doskonale wiemy, z przyczyn czysto ludzkich cech...


Przywołani w artykule panowie, jak Michio Kaku żonglują wymiarami, jak cyrkowi artyści.
Robota potrzebna, choćby poprzez aparat matematyczny rozwijany przy tym. Co zawsze można będzie potencjalnie zastosować w przyszłości. Ale dodawać do tego element pewności, że właśnie jest tak, a nie inaczej, to czysta spekulacja.
Jak to już ktoś kiedyś złośliwie stwierdził, PR-owcy, jak prof. Kaku schodzą do 3 wymiarów przestrzennych tylko wtedy, gdy udają się do bankomatu :)

Z ostatnich publikacji popularnonaukowych polecam Barrow'a i Lizę Randall.

Komentarz został ukrytyrozwiń

@Artur Wojnowski Dzisiaj 20:09

Dzięki Panie Arturze za miłe słowa. Pisząc ten tekst wiedziałem, że nie będzie zbyt poczytny, bo tematyka piekielnie trudna i dla wielu nieciekawa. Dla wielu ludzi nie znających Sedlaka i jego prac jest to jeden z wielu księży. Ale, gdyby zajrzeli troszeczkę do tych jego prac, wielu ludzi zdziwiłoby się, że w odniesieniu do jego osoby schematy nie pasują.

Filozofia z wiarą i do tego czystą fizyką współczesną - to mieszanka wybuchowa. Ostatnie odkrycia w zakresie fizyki kwantowej mogą uspokoić wszystkich wierzących. Na końcu wszelkich rozważań i tak jest miejsce dla Boga...

Zapytał Pan czy w ogóle istnieje prawda przez duże "P" ? Czytałem ostatnio ciekawy artykuł o splątaniu kwantowym i o wynikach badań nad tym zjawiskiem. Pokazują one, że jest to pospolita cecha przyrody, konsekwencja tego jest powstanie i rozwój informatyki kwantowej. Ale... odpryskiem tych badań jest wykazanie, że fizyka kwantowa, mimo swojej kuriozalności, jest słuszna. Natomiast musimy zapomnieć o intuicyjnym wyobrażeniu rzeczywistości. Najprościej jak tylko mogę - wciąż nie mamy odpowiedzi na pytanie - badamy rzeczywistość czy tylko nasze o niej wyobrażenie?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Ciekawy cykl o ciekawym Człowieku.

Jak Pan widzi, Panie Marku, chętnych do dyskusji nie ma. Jak zwykle tam, gdzie chodzi o sprawy ważne, nie z punktu widzenia jakiejś ideologii lub chęci dowalenia komukolwiek, ale z czysto "filozoficznego", ludzkiego podejścia, bez żadnych prób propagandy, takiej czy innej.

Czytałem tylko jedną książkę prof. Sedlaka, " Na początku było jednak światło". Natomiast bibliografię prof. Hellera znam dość dokładnie.

Można by długo dyskutować nad wieloma aspektami, ale to, co mnie najbardziej dziwi i dziwić chyba nie przestanie, to właśnie ów mariaż wiary z nauką. Bardzo konkretnej wiary, dodajmy, maksymalnie uszczegółowionej dogmatami.

Prof Sedlak, jak sam Pan pisze, nie chciał "analizować " Ewangelii. Prof Heller stosuje inny wybieg, jak sam twierdzi dość powszechny: Bóg człowiekowi objawił się na dwa sposoby, w Objawieniach, skierowanych bezpośrednio do człowieka, oraz poprzez Przyrodę, której prawa z takim mozołem odkrywamy.
I na tym można by poprzestać przecież, kwestię wiary pozostawiając sumieniom poszczególnych ludzi.

Jednak poprzestać można, ale niekoniecznie trzeba, zwłaszcza jeśli dostrzeżemy wspólny mianownik - Prawdę.

Co powoduje, że człowiek, który całe życie poświęca na dochodzeniu do Prawdy w świecie nauki, co i tak jest przecież procesem nieskończonym, taką "prawdę", jeśli chodzi o objawienia ludzkie, po prostu przyjmuje..?
Oczywiście można operować skutkiem i tak jak mówił prof. Sedlak, jeśli człowiekowi wiara pozwala być bardziej "człowiekowatym", to w porządku.

No tak, tylko jak to ma się do Prawdy w ogóle..?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.