Facebook Google+ Twitter

Włoski episkopat: Mafiozi sami wykluczyli siebie z Kościoła

Biskup Mariano Crociata ogłosił wczoraj, iż członkowie mafii automatycznie wyłączają siebie ze wspólnoty Kościoła. Jest to odpowiedź na wieloletnie apele Włochów w celu potępienia nieformalnego przymierza camorry i duchowieństwa.

"Kto należy do organizacji przestępczych, ten jest poza naszą wspólnotą. Również gdy ukrywa się pod płaszczykiem pobożności" mówił biskup Crociata i dodał, że odrębna ekskomunika nie jest konieczna. Mafiozów wykluczył z Kościoła sam fakt prowadzenia działalności przestępczej.

Biskup nie zapomniał dodać, że samo stanowisko episkopatu to mało. Najważniejsze są sprawne sądy, policja i nieskorumpowani urzędnicy na wszystkich szczeblach. Tylko sprawne państwo może zapewnić Włochom bezpieczeństwo. Tajemnicą poliszynela jest fakt, iż sam sekretarz miał tu na myśli działania wiceministra gospodarki, Nicoli Consentino, którego dziennikarze podejrzewają o kontakty z sycilijską Cosa Nostrą.

Słowa biskupa są jednak ogromnie ważnym sygnałem dla tych mieszkańców Włoch, którzy uznawali dotychczasowe stanowisko Kościoła za zbyt pobłażliwe. Na tradycyjnym południu Apenin mafiozi wciąż żyją w aurze pobożnych mężów i ojców, a ich organizacje postrzegane są jak zgromadzenie sprawiedliwych pilnujących porządku.

Z tą opinią ciężko skonfrontować się nie tylko proboszczom, ale też wielu biskupom. Tym bardziej, że szefowie cosa nostry finansują procesje, remonty świątyń i aktywnie uczestniczą w życiu swojej religijnej wspólnoty. Policja, która nie ma żelaznych dowodów na ich działania może się jedynie przeglądać noszeniu baldachimów podczas uroczystości i innym objawom mafijnej religijności.

O sile tego powiązania świadczą słowa nawróconego szefa mafii, Leonardo Messiny, który w latach 90. pomagał policji chwytać swoich współpracowników. W rozmowie z "Gazetą Wyborczą" mówił: - Kiedy teraz staję przed Chrystusem, czuję się zdrajcą. W czasach gdy zabijałem dla mafii, chodziłem do Kościoła ze spokojnym sumieniem. Teraz nie mogę się spokojnie modlić.

Ale nawet Ci nie nawróceni znani są z przypadków schizofrenicznego łączenia wiary z działalnością przestępczą. Jednego z szefów camorry aresztowano przy lekturze Biblii, inny niemal nie rozstaje się w więzieniu z różańcem. Niektórzy znani są z tworzenia poezji religijnej charakterystycznej dla regionu południowych Włoch.

Co innego jednak religijność mafiozów, a co innego akceptacja tego stanu przez duchowieństwo. Angelo Siino, krwawy szef mafii z Palermo prowadził w latach 80. papamobile podczas wizyty Jana Pawła II na Sycylii. "Czy ktoś jeszcze wierzy, że Siino zdołał usiąść za kierownicą, czyli zademonstrować swe wpływy w Palermo, bez wiedzy wpływowych księży?" - pisała Alessandra Dino, autorka książek analizujących fenomen włoskiej cosa nostry.

Specyficzna symbioza mafii i duchowieństwa trwa od wielu dziesięcioleci i była odpowiedzią na ekspansję komunizmu oraz rzekomy upadek moralności przychodzący z uprzemysłowionych północnych Włoch, a który łamał bezwzględny prymat władzy ojca. Analogicznie - władzę mafijnego ojca chrzestnego.

Słynny antymafijny prokurator Giovanni Falcone, zamordowany przez Cosa Nostrę w 1992 r. analizował jej zachowania na zasadzie działania parazakonnego. "Przysięgają z ręką na świętym obrazie, że będą bronić słabych i ubogich, wystrzegać się pożądania wobec nie swoich kobiet. Krew upuszczana z palca podczas inicjacji łączy ich - jak woda święcona - z mafijną wspólnotą. Mafia stanowi zakon" pisał.

Długotrwały acz konieczny rozwód duchowieństwa z camorrą rozpoczął papież Jan Paweł II, który w 1993 r. podczas wizyty na Sycylii rzucił w swoim kazaniu wyzwanie mafijnemu etosowi. Efekt jego piorunujących słów z katedry w Agrigento stała się bomba, która wybuchła niedługo potem w papieskiej bazylice na Lateranie.

Mimo wszystko ani ten gest ani wiele następnych nie wywołało trzęsienia ziemi we Włoszech tak potrzebnego do moralnego potępienia działań cosa nostry. Biskup Crociata nie ma w tym względzie żadnych złudzeń. Jego wypowiedź, która jest oficjalnym stanowiskiem episkopatu stała się jednak wyraźnym znakiem, że Kościół nie ma już zamiaru akceptować dwuznacznego status quo.

Źródło:
wyborcza.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Tak tio mądre posunięcie w Polsce też może mieć zastosowanie z 90% Polaków katolików zostałoby ze 40%

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.