Facebook Google+ Twitter

Wodna włóczęga. Dzień dziewiąty. Relacja z wyprawy

Tego dnia wpłyniemy na małe jezioro Dąbskie, będziemy cumować w niezłej marinie, przechodzimy jeszcze jedna naprawę łodzi, ale dzięki temu poznajemy znowu fajnych ludzi.

Żywe zwieńczenie topu na maszcie / Fot. Ryszard NależytyZapchana marina na Małym Dąbiu / Fot. Ryszard NależytyNasza łódka w Marina Hotel / Fot. Ryszard NależytyW drodze do Szczecina / Fot. Ryszard NależytyGryfino - Szczecin Dąbie

Z Gryfina wypływamy dopiero na trzeci dzień i to popołudniu. Tyle czasu trwała naprawa silnika. Wszystko skończyło się dobrze - płyniemy szeroką doliną Odry. Do jeziora Małe Dąbie mamy 22 km. Nad brzegami oczywiście wędkarze, tak po polskiej, jak i niemieckiej stronie. Płyniemy przez Międzynarodowy Park Doliny Dolnej Odry, to i ptaków tu duże ilości. Jest okazja porobić trochę zdjęć. Po przepłynięciu pod mostem drogi A6, wpływamy na Regalicę, mijamy Podjuchy, jeszcze pięć mostów i skręcamy w Dąbską Strugę, którą dopływamy do południowej części jeziora Dąbie Małe.

Wodna włóczęga. Pierwsza część opowieści z rejsu

Jezioro Dąbie Małe

Jezioro Dąbie Małe to południowa część jeziora Dąbie. Leży całkowicie w Parku Krajobrazowym Doliny Dolnej Odry. Nad brzegiem jeziora usadowiła się dzielnica Szczecina - Dąbie. W tej części jeziora znajdują się wszystkie mariny, my cumujemy w Marina Hotel. Mimo że to dopiero czerwiec, w przystani tłok. Najwięcej żeglarzy z Niemiec, marina ma urządzenie do stawiania masztów. Niemcy przypływają na silnikach i tu stawiają maszty, bo potem już do wypłynięcia na Zalew Szczeciński nie ma mostów. Bosmana już nie ma, idę więc zameldować się do recepcji hotelu i stwierdzam, że tanio tu nie jest - za dzień pobytu płacę 52 zł. Dodatkowo miało być jeszcze za pryśnic, ale że budynki socjalne były nie do końca zrobione, to nam darowano. Dobrze, że w cenie za pobyt była woda i prąd. Na miejscu można coś zjeść i wypić piwo - to duży plus, a minus - drogo.

Na przystani znajduje się stacja paliw, która obsługuje wszystkie mariny, ja też musiałem zatankować i kupiłem najdroższą ropę w kraju - 5,40 za litr.

Rano mieliśmy wypłynąć, ale okazało się, że znowu mamy problemy z silnikiem. Kiedy staram się uporać z awarią, zjawia się Marek. Pracuje na przystani, opiekując się luksusowymi jachtami rezydentów. Natychmiast oferuje pomoc, zawozi do sklepu po części, pomaga przy naprawie, jedziemy do warsztatu jego ojca, żeby kupione części podoginać do naszych potrzeb. Wieczorem mogliśmy odpłynąć, ale jak - przecież takich bezinteresownych i fajnych ludzi jak Marek i jego ojciec Ryszard nieczęsto się spotyka. Zostajemy na jeszcze jedną noc, której większą część spędzamy z nimi w tawernie. Opowieści żeglarskie trwały naprawdę długo, a co! W końcu jutro możemy pospać.

Wiadomości24 to serwis tworzony przez ludzi takich ja Ty. Wiesz więcej? Zarejestruj się i napisz swój materiał, dodaj zdjęcia, link, lub po prostu skomentuj. Tylko tu masz szansę, że przeczyta Cię milion!

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

Marina Hotel nastawiła się na innych klientów. Może jeszcze kiedyś wróci do Polski. A jakie szczęście do pomocnych ludzi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

[pięć gwiazdeczek]

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.