Pozycja materiału w rankingach:
Przy wypełnionej do ostatniego miejsca sali kina Etiuda w Ostrowcu Świętokrzyskim odbyło się spotkanie autorskie ze znanym podróżnikiem i pisarzem, Wojciechem Cejrowskm. "Boso do... Ostrowca Świętokrzyskiego" przyjechał na zaproszenie Miejskiego Centrum Kultury.
Wojciech Cejrowski wita publiczność staropolskim "Szczęść Boże". A potem jest już konkretny i stanowczy: fotografować i nagrywać można tylko przez pierwsze trzy minuty. Opornych fotoreporterów i operatorów lokalnych telewizji, którzy nie respektują tej zasady pyta: "Z Czech pan przyjechał i nie rozumie? Proszę złożyć sprzęt!" Przecież istnieje coś takiego jak prawo autorskie i przykazanie "Nie kradnij!". - Nagrają państwo mój występ - tłumaczy. - Puszczą na YouTubie, albo na płycie przekażą innym, którzy to obejrzą i kto wtedy przyjdzie na spotkanie, takie jak to?
wyrażający się w tym, iż państwo nic nie robi (czytaj: nie przeszkadza obywatelowi), powoduje, że każdy kto tylko chce, jest w stanie wybudować sobie dom (choćby pływający po rozlewiskach rzeki Ukajali - unikniemy wtedy "syndromu więziennego" wywołanego stałym sąsiedztwem tych samych ludzi) i złowić ryby lub upolować inną zwierzynę, którymi wyżywi siebie i rodzinę. Zobacz także:
Artykuły
(395)
Galerie
(126)
Średnia ocen
(3.97)
Wiek: 51 | Miejscowość: Ostrowiec Świętokrzyski | Kraj: Polska
O mnie: Jestem, więc piszę. Piszę, więc jestem.
Ostatnie artykuły autora:
Sortuj komentarze:
Artur Wojnowski 03.02.2010 11:23
Cejrowski jest niezły. Showman. Z przyjemnością oglądam Jego " Boso przez świat ". Nie przeszkadza mi nawet przemycana w nich indoktrynacja. Taką wymyślił konwencję i konsekwentnie się tego trzyma. Jednak do podawanych "faktów" podchodzę z dystansem.
Choćby dlatego: http://tierralatina.blox.pl/2008/04/Cejrowski-klamie.html
Beata Szczurzewska 03.02.2010 11:12
Życie pełne przygód to dopiero życie!
Marek Lenarcik 03.02.2010 11:08
I tak trzymac Ewo! Korzystajac z okazji rzuccie okiem na bloga www.kubafromcuba.blox.pl - Chlopak jezdzi po Azji jak dluga i szeroka, bywa w miejscach, o ktorych niektorzy z nas nigdy nie slyszeli. Ciekawie pisze, robi fajne zdjecia :-).
Ewa Krzysiak 03.02.2010 10:52
To i dobrze Marku, będziesz mnie co chwila zaskakiwał :)
Marek Lenarcik 03.02.2010 10:41
@ Ewa: no widzisz, wiele jeszcze o mnie nie wiesz :-)
@ Jaroslaw: No pelna zgoda. Tajowie nie naleza do najbardziej pracowitych narodow na swiecie, ale ludzie maja mozliwosc sie utrzymac. Rodzina sie zrzuci na ulicznego grilla, stajesz i smazysz. Albo rozlozysz koc a na nim 100 par butow do sprzedania. Jak zla lokacja to jutro staniesz gdzie indziej. I nie bedzie dyskusji, ze psuje wizerunek miasta. I policja nie przyjdzie, nie zamknie, nie zapyta...
Ewa Krzysiak 03.02.2010 10:25
Lodówka, to oczywiście przenośnia.
Nie wiedziałam Marku, ze Ty też tak zrobiłes. "Szalony" marzycielu:)
Marek Lenarcik 03.02.2010 09:31
Świetna relacja z spotkania z niezwykłym człowiekiem. 5* dla autora. Tekst o lodówce stał się mottem wielu osób podróżujących. Niesamowite jak wielu ludzi chciałoby ruszyć w świat, a tego nie robi z uwagi na strach, a być może presję społeczną. No bo jak to tak? Zamiast studiów lub po studiach? Jak to tak rzucić pracę i pojechać? Wyjść poza ramy, wyjść ze swojej strefy komfortu? Nie można tak przecież. Społeczeństwo ma oczekiwania - szkoła, praca, żona, dzieci, śmierć. Wszyscy powinni tak samo...Ja lodówki nigdy nie kupiłem, więc nie sprzedałem. Ale sprzedałem stary samochód, trochę sprzętu RTV, spakowałem się w 15kg torbę (słowo!), resztę rzeczy się pozbyłem. Rzuciłem dobrą pracę w dobie recesji, usiadłem na kanapie w pustym, wynajmowanym mieszkaniu i uśmiechnąłem się do siebie. Nigdy nie czułem się bardziej wolny. :-) Czego i wszystkim marzycielom życzę!
Słowo jeszcze o treści wykładu Cejrowskiego. Nie wiem jak wyglądają kwestie mieszkaniowe w Azji Płd Wsch, gdzie od paru miesięcy jestem, ale z fascynacją obserwuję małe biznesy. Dajmy na to ulicznych kucharzy, których cały dobytek to mały wózek z przenośnym grillem i zapasem jedzenia. Wyłażą na ulicę po zmroku i zamieniają moją dzielnicę w jedną wielką restaurację. Dla mnie pyszne jedzenie za grosze - dla nich zarobek na życie. Licencje? Pozwolenia? Sanepid? Podatki? Kasy fiskalne? No proszę sobie nawet nie żartować... :-)
Autor usunął profil 02.02.2010 18:38
Może jestem dziwakiem, ale ja nie kocham podróży; natomiast uwielbiam ze smakiem opowiedziane i napisane relacje. Ja najchętniej miałbym swoją własną wysepkę, niczym Robinson Cruzoe + Piętaszek płci żeńskiej, i tam budowałbym od podstaw SWÓJ świat..... :-))) Marr
Kolejne trzęsienie ziemi we Włoszech
(odsłon: +669)