Facebook Google+ Twitter

Wojciech Młynarski: - W co się bawimy

  • Źródło: Gość dnia
  • Data dodania: 2009-01-09 21:18

- Naprawdę można określić stan umysłów ludzi i jakby kondycję danego społeczeństwa – na podstawie jego zabaw. W co się bawimy… Uważam, że z tymi zabawami, niestety, nie jest najlepiej. One więdną, giną, bo nie ma inwencji, tego esprit – ducha, który to wszystko powinien przenikać.- mówi Wojciech Młynarski w rozmowie z Markiem Różyckim jr.

- Był Pan objawieniem lat 1962-1968, cudownym dzieckiem polskiej piosenki, która – w Pana tekstach i wykonaniu – potrafiła być interwencyjna, drapieżna, społeczna, nieskłamana, polska i swojska. Co robi Pan, by żyć w zgodzie z własnym sumieniem – sumieniem twórcy ?
 / Fot. AKPA- Nie byłem cudownym dzieckiem. Debiutowałem dość prawidłowo, po studiach na polonistyce, kiedy miałem już 23 lata. Długo jeszcze mogłem pozostać przy teatrzyku „HYBRYDY”, podobnie jak moi koledzy – Janek Pietrzak, Jonasz Kofta czy Jan Kreczmar. To raczej oni korzystali z cenzusu „cudownych dzieci”, a przynajmniej – „cudownych studentów”, którymi już dawno nie byli. Ja postanowiłem uprawiać działalność czysto profesjonalną – pisać teksty i wykonywać je na zawodowej estradzie. Działo się to z różnym skutkiem, niektórzy nawet odradzali mi śpiewanie, sugerując, bym zajął się wyłącznie pisaniem tekstów. Wybrałem formę dosyć komunikatywną, jaką jest słowo śpiewane, piosenka – czyli forma skrótowa, w której trzeba się posługiwać sformułowaniami sloganowymi, aforyzmami i w tych utworach starałem się definiować mój stosunek do świata.

- Wracając jednak do sprawy sumienia twórcy…
- Czy pisząc przez te blisko 45 lat zachowałem tożsamość, czy mam czyste sumienie?... Strasznie ciężko jest to sformułować – niech to robią za mnie inni. To jest tak: coś się w kraju dzieje, następują przeobrażenia, zmieniają się jakieś konfiguracje, gabinety itp. – a tutaj jest facet, który na bieżąco stara się formułować
swój stosunek do rzeczywistości. Ludzie obserwują go i mówią: albo pan jesteś chorągiewką na wietrze, albo robisz swoje, niezależnie skąd wiatr wieje. Trudno jest mi w języku dyskursywnym formułować jakieś programy, założenia, bo wypowiadam się poprzez to, co piszę, często nie wprost, w sposób dość przewrotny. I niech sobie szanowny słuchacz łaskawie sądzi i ocenia – czy te wypowiedzi są dowodem spokoju, czy niepokoju mojego sumienia…

Wszystko zaczęło się od piosenki „Niedziela na Głównym” w 1963 roku. Dlaczego obrał Pan sobie za mistrzów – Mariana Hemara, Juliana Tuwima i Jeremiego Przyborę?
- W dziedzinie, którą staram się uprawiać, trzeba mieć jakichś Mistrzów. To jest jakby zależność cechowa: musi być mistrz, czeladnik i terminator. Trzeba się od kogoś uczyć i na kimś wzorować. Uważam, że sprawą podstawową i zasadniczą w tym, co się robi, jest perfekcja warsztatowa. Akurat ci autorzy, których pan wymienił, są rzeczywiście perfekcjonistami. Zmienia się epoka, zmienia się styl, słownictwo – pozostaje jednak coś takiego, trudnego być może do zdefiniowania, ale istniejącego, konkretnego, jak umiejętność posługiwania się formą. Tę umiejętność posiedli oni w stopniu ogromnie wysokim. I ja w podobny sposób patrzę na to, co robię, mam podobny temperament i dlatego właśnie staram się ich naśladować; przy oczywistej zmianie obyczajów, słownictwa, często zmianie celów i całej otoczki, w jakiej dany utwór się pisze.

Prawdziwa sztuka rodzi się z protestu, a nie z afirmacji. Wańkowicz zauważył, że pisarz, artysta, ma prawo do pasji, choćby niesłusznych – spełnia rolę pożyteczną, prowokując reakcje. Na jakiej reakcji Panu szczególnie zależy?
- Szczególnie zależy mi na tym, by odbiorca zechciał przez chwilę zastanowić się, zadumać, pomyśleć. Później może się nie zgodzić, mało tego – może poczuć się zirytowany czy zdenerwowany, ale żeby przez moment zechciał zatrzymać uwagę na tym, co ja chciałem mu przekazać. Jest to być może program minimum, ale mnie to satysfakcjonuje. Kiedy czytelnik bierze do ręki książkę, esej, felieton i zaczyna czytać, i studiować słowo pisane – dokonuje tym samym „aktu współpracy” z autorem, podejmuje trud poznania, przyjmując ofertę, propozycję. Ja mam sytuację trudniejszą – jestem słuchany. Oczywiście, moje teksty zostały wydane, wyszły dwa tomiki i nawet dobrze się rozeszły – co świadczy, że ludzie wykazali nimi jakieś zainteresowanie. Ale ten właściwy akt, ta relacja nadawczo-odbiorcza ma miejsce wówczas, gdy ja śpiewam, a ktoś mnie słucha. W tym przypadku wywód myśli musi być absolutnie klarowny i jasny, bo jeżeli słuchacz choć przez sekundę zastanowi się, co było w poprzedniej zwrotce – ja śpiewam już kolejną… i w ten sposób nigdy się nie zejdziemy, nie spotkamy. Tak więc zależy mi na maksymalnym skupieniu, natężeniu słuchacza. Pochlebiam sobie, że na recitalach – z reguły kameralnych – gdzie przychodzi pewna wyrobiona już grupa publiczności – to skupienie uwagi istnieje.
Marr

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (12):

Sortuj komentarze:

Pan Młynarski trwale zapisał sie w panteonie cenionych twórców kultury.
Natomiast p. Marek, wydobył i opisał pięknym słowem drogę zawodową artysty i jego przemyślenia.
Plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) Jak zwykle świetny, dopracowany w szczegółach wywiad z nietuzinkowym człowiekiem.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Interesujący tekst i wypowiedzi Pana Młynarskiego. Wielkie brawa dla Autora tekstu za przeprowadzony wywiad. A przedmówcy, wszystko już przede mną napisali.)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.01.2009 16:08

Kolejny ciekawy wywiad. Jest co poczytać, jest nad czym się zastanowić....
Lubię takie teksty.
Pozdrawiam i dodaję punkt.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A ja mam pytanie do Redakcji.
Dlaczego każda strona jest podpisana: Marr? Specjalne względy dla juniora?

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 11.01.2009 14:52

W sprawie fotki pisałem do redakcji, ale nic się nie dowiedziałem. Pozdrawiam, Marr

Komentarz został ukrytyrozwiń

Moi przedmowcy napisali juz tak pieknie, ze ja sie tylko pod tym podpisze 8-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratulacja dla autora za kolejny wywiad z niezwykłym człowiekiem.

A co się stało z fotką?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Cóż ja takiego mogę napisać ,wpisując się pod tak wspaniałym erudytą, jakim jest Adam. Powiem krótko. Nic dodać nic ująć. Bardzo interesujący wywiad ze Wspaniałym Człowiekiem, który potrafił wyśpiewać to, co Autor wielokrotnie porusza w swoich felietonach, wywiadach, impresjach. To się nazywa talent wrodzony - powtarzam za Adamem :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

+ Z wielką przyjemnością przeczytałem ten tekst, w którym najbardziej interesujące są wypowiedzi Młynarskiego na temat twórczości nie tylko kabaretowej, ale tej rozumianej znacznie szerzej. To kwintesencja, którą każdy piszący teksty powinien sobie wydrukować i powiesić na widocznym miejscu, najlepiej nad klawiaturą komputera. Bo jest tam mowa o rzeczy najważniejszej, a mianowicie o subtelnym związku, występującym między warsztatem literackim a talentem piszącego. Warsztat, jak to warsztat - to tylko umiejętność, którą można nabyć w drodze treningu, najlepiej pod okiem mistrza. Temu służą szkoły (studia). Lecz talent - to cecha wrodzona!
Młynarskiego natura obdarowała talentem (literackim i muzycznym), dlatego spod Jego pióra zawsze wychodziły utwory wybitne. Przypominał w tym niezapomnianego J.Przyborę, który, w moim przekonaniu, znacznie przewyższał go kunsztem literackim. Obaj panowie jednak bazowali na talencie i mistrzowskim warsztacie literackim, na który w równej mierze składały się umiejętności literackie jak i wyczucie formy.
Jeżeli weźmiemy to wszystko pod uwagę, to dojdziemy do prostego wniosku, że nie można oczekiwać od człowieka pozbawiony talentu, aby nagle zaczął pisać dobre teksty, gdyż jest to ponad jego siły. Ale warto chociaż powalczyć, aby poprawą warsztatu trochę ten brak zatuszować.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.