Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

12040 miejsce

Wojciech Pawłowski – piłkarz nie na miarę swojego ego

Co Wojciech Pawłowski Ma w sobie, że jest takim słabym bramkarzem, a mino to jest taki pewny siebie? Może to wybujałe ego, może przerost ambicji? Cóż, a może zwykła głupota?

 / Fot. internetPawłowskiego znają wszyscy. I ci w Polsce i ci we Włoszech. Jego słynne “we will say what time will tell” przeszło już do kanonu polskiego słownictwa i przyszłe pokolenia będą uczyły się, jak nie udzielać wywiadu nie znając angielskiego. Co jednak stało się z pewnym siebie i zadufanym w sobie bramkarzykiem, który nie bał się otwarcie wypowiadać swych myśli (rzesz jasna – kontrowersyjnych)? Ale od początku…

Po udanej rundzie w Lechii Gdańsk (może lepiej byłoby napisać „po kilkunastu udanych meczach”), Pawłowskim zainteresowały się poważne zespoły. Poważne poważnymi, ale coś znaczące na pewno. Chłopak już jako dzieciak był pewny siebie i nawet starszym kolegom nie chciał ustąpić. Raz na treningu Lechii miała miejsce taka sytuacja. Młokos stoi sobie na bramce, zawodnicy strzelają, ale nie mogą w nią trafić. Dziwne, co? Więc co robi Wojtek Pawłowski? Bierze piłki i odkopuje im pod drugie pole karne! Nie patrzy przy tym czy to starszy, czy jakiś inny zawodnik. Taki ma kaprys, a co? Jednak zastawny tę sytuację samej sobie i przejdźmy do włoskiego wyjazdu.

Podbijanie Europy rozpoczęło się w Udinese. Pierwszy „wywiad” po angielsku, pierwsze deklaracje (skądinąd szczere, że wolałby grać w lidze etiopskiej niż wrócić do Polski). I tak mija rok, na wypożyczeniu drugi, a Wojtek murawy nawet nie powąchał. I wrócił, bo tak postanowił. Do Śląska Wrocław. Tam miał się odbudować. Mija pół roku, a on nie gra. W międzyczasie kibice wieszają na nim psy ze jago słowa. Dziennikarze nie są lepsi. Ale przychodzi sezon 2014/15. I odchodzi Marian Kelemen. Wojtek gra. W pierwszej kolejce T-Mobile Ekstraklasy. Wrocławianie wygrywają z Ruchem Chorzów 2:0. Gra też w drugiej. Ze szczecińską Pogonią. Tu jednak tylko do 73. minuty, bo za faul dostaje czerwoną kartkę. Do tej pory zdążył jednak zapisać się w pamięci kibiców puszczając trzy bramki. Trochę go szkoda, ale czerwona kartka zasłużenie. W trzeciej kolejce pauzuje. I dobrze. Niech zagra ktoś z mniejszym ego. Gra Pawełek. I spisuje się bardzo dobrze. Trzy punktu zostają we Wrocławiu po konfrontacji z Zawiszą Bydgoszcz.

Niby nadal wszystko jest fajnie, ale nagle przychodzi do konfrontacji z gwiazdami Borussii Dortmund. Tu Pawłowskigo czerwona kartka nie obowiązuje. Ale hola, hola. Gdzie nasz bohater? Czyżby zabrakło nawet dla niego miejsca nawet na ławce rezerwowych? Czyżby trener wyżej cenił sobie młokosa Jakuba Wrąbela? On przynajmniej sobie pograł, komentatorzy też go docenili. Co to znaczy dla Wojtka? Czyżby kolejny strzał z liścia w bardzo pewną siebie twarz? Znów życie dało o sobie znać i nasz bohater przegrał ze swoim ego, które jest większe niż budżet Legii Warszawa? A może po prostu kilkanaście meczów to za mało, żeby kogoś gwiazdą okrzyknąć? Cóż, Wojtek nie grał też z GKS-em Bełchatów. Nie było go nawet na ławie rezerwowych. A Pawełek obronił karnego, drugiego też prawie wyciągnął. Tak więc to chyba koniec niesfornego zawodnika w Śląsku Wrocław. Ciekawe czy zarząd da mu odejść przed upływem wypożyczenia, żeby znów mógł zająć swoje wysiedziane miejsce na ławce w Udinese czy może postarają się dla niego o nowy zespół? Czas pokaże, a tymczasem pozostaje tylko mieć nadzieję, że Pawłowski się zmieni i jego ego nie będzie tak wybujałe.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.