Wojciech Urban jest laureatem tegorocznej nagrody "Człowiek bez barier". W24 opowiada o swoich zainteresowaniach, o miłości do radia, a także przede wszystkim o sobie samym.
Iwona Udała: Kim jest Wojciech Urban? Jak przedstawiłby się Pan czytelnikom W24?
Odpowiem może zdaniami, które kiedyś napisałem: "165 cm wzrostu, zawieszone gdzieś pomiędzy sitkiem mikrofonu i czerwoną lampką, wedle której trzeba się samookreślić a przestrzenią kartki, na której da się słowem wybudować świat. Między Witkacym z magisterki, a Jerzym Dobrowolskim, z reportażu dyplomowego. Między przestraszonym ciepłem i pozą twardziela. Między pustosłowiem a niewiedzą.
Kocham moment, kiedy w słuchawkach słyszę: "Wojtek, dziesięć sekund, wchodzimy". Kocham śpiewać. Jestem "skończonym polonistą", który jak wielu, a może niewielu, lubi zabawę słowem, który jak wielu, a może niewielu, od Starszych Panów Przybory i Wasowskiego ukradł, pożyczył, oswoił w sobie finezję, której czasem brakuje dzisiejszemu światu.
Mój dystans do siebie (i z powrotem) wynosi tyle, że czasem gubię się w sobie. Lubię Tolkiena, Lecha Janerkę, Roberta Kasprzyckiego, dobre kino i dobrą literaturę. Lubię też dobre wino i mądre oraz piękne kobiety, zwłaszcza wtedy, kiedy mądrość i uroda idą w parze. Jak widać, a raczej, jak słychać, bywam złośliwy." Tyle z rzeczy, które kiedyś napisałem.
Pracuję w redakcji informacyjnej Polskiego Radia, przygotowuję serwisy informacyjne. Nagrywam rozmowy z ludźmi na tematy różne, żeby z rozmów zbudować pięciominutową całość do bloku o integracji, który potem pojawia się gdzieś kiedyś, w radiowej Jedynce. Jestem otwartym na świat i ludzi optymistą, który czasem nie wierzy w siebie, ale... zawsze wierzy w drugiego człowieka.
Mam dobry ciepły dom. Mama fizyk i belfer, który kocha szkołę. Tata kocha starocie, a siostra, jako pedagog z wykształcenia chyba przede wszystkim, tak jak mama, kocha pracować z ludźmi i dla ludzi. Lubię: Cortazara, Kasprzyckiego, Bareję, Starszych Panów, Andrzeja Waligórskiego i wielu innych.
Otrzymał Pan tytuł "Człowiek bez barier". Co trzeba zrobić, by otrzymać takie odznaczenie?
To nie tyle odznaczenie ile właśnie tytuł i statuetka, a co trzeba było zrobić… W zasadzie robić to, co robię na co dzień. Regulamin konkursu mówi, że: " Tytuł honorowy „Człowiek bez barier” przyznawany jest osobie z niepełnosprawnością za wyjątkowe osiągnięcia, aktywną postawę i bezinteresowne działanie na rzecz innych przez Kapitułę Konkursu, a […] do Konkursu może zostać zgłoszona każda pełnoletnia osoba z niepełnosprawnością, której życie społeczne lub zawodowe oraz sposób radzenia sobie z niepełnosprawnością zdaniem zgłaszającego mogą stad się wzorem postępowania dla innych osób. Tyle regulamin. Mnie do konkursu zgłosił szef redakcji aktualności - Andrzej Żak. Na co dzień, przygotowuję materiały o tematyce społecznej, w tym o sprawach dotyczących niepełnosprawnych. A to o poziomie szkolnictwa, o przysługujących osobom niepełnosprawnym świadczeniach, ale także o ciekawych wydarzeniach ze świata kultury, w których biorą udział także osoby niepełnosprawne (festiwale, konkursy, wydarzenia sportowe – na przykład „Bieg niepodległości”. Czy dzięki temu co robię, mogę być dla kogoś wzorem do naśladowania, jak to sformułowano w regulaminie konkursu? Nie wiem, wiem tylko, że to wielkie słowa, a ja staram się po prostu… robić to co lubię.