Facebook Google+ Twitter

Wojenko, wojenko… czyli polska zdrada

W Warszawie dużo mówi się o wojnie. Kanonadę wojenną odpalił Zbigniew Bujak, wyrażając żal, że nie widzi naszych chłopców walczących w Donbasie. Uznał to za zdradę i wzorem Piłsudskiego chciał za to Ukraińców przepraszać

W Warszawie dużo mówi się o wojnie. Kanonadę wojenną odpalił Zbigniew Bujak publikacją zatytulowaną „Polska na granicy zdrady“, w której wyraził żal, że nie widzi naszych chłopców walczących w Donbasie. Uznał to za zdradę ideałów „Solidarności“ i zobowiazań wobec Majdanu i wzorem Piłsudskiego chciał za to Ukraińców przepraszać. Oliwy do ognia dolał kandydat na prezydenta Rzeczpospolitej Andrzej Duda, udzielając mętnej odpowiedzi na pytanie, czy - podobnie jak Bujak - jest za polskąś interwencją zbrojną na Ukrainie. Otworzył w ten sposób pole spekulacji nad znaczeniem wypowiedzianych słów (że sprawa jest poważna i wymaga zastanowienia), których nie mogło powstrzymać nawet jego późniejsze jednoznaczne stwierdzenie, że wyprawie na Donbas jest przeciwny. Stanowisko Andrzeja Dudy krytykował minister spraw zagranicznych Grzegorz Schetyna i sam prezydent Bronislaw Komorowski. Obaj byli jednak za zaostrzeniem sankcji wpbec Rosji, winnej temu co się dzieje na Ukrainie. Minister Schetyna wystąpił ponadto z rewizją historycznego przekazu o wyzwoleniu obozu Auschwitz-Birkenau, czego jako pierwszy miał dokonać czołgista ukraiński. Gniewnie zaprzeczył temu minister Siergiej Ławrow, podtrzymujacy tradycyjny pogląd, że obóz wyzwolili zołnierze Armii Czerwonej. Zgodził się z nim niemiecki minister spraw zagranicznych Frank-Walter Steimeier i niektórzy polscy politycy opozycji.

Sprawa wojskowego zaangażowania Polski w konflikt na Ukrainie stała się łakomym kąskiem dla mediów, które zanalizowały problem pod każdym kątem i ze wszystkich punktów widzenia (z wyjątkiem punktu widzenia Rosji). I mimo że przeważył poglad, że interweniować zbrojnie na Ukrainie nie będziemy, a wszelkie wątpliwości w tej materii przecięła premier Kopacz, temat wojna czy pokój z Rosją nie schodzi z łam polskich gazet i portali telewizyjnych. Spod wpływu wojennej atmosfery, żeby nie powiedzieć – psychozy, nie zdołał wyzwolić się nawet publicysta „Rzeczpospolitej“ (Krzysztof Rak, 26-01-2015), który akurat postulował zaprzestanie „jałowych dyskusji na temat udziału polskich żołnierzy w wojnie rosyjsko-ukraińskiej“ i przywoływał polityków do rzeczywistości, po czym rzetelnie przeanalizował wszelkie za i przeciw oraz skutki udziału w wojnie z Rosją. Powiało grozą.

Równolegle w Europie toczą się rozmowy na temat pokojowego uregulowania zbrojnego konfliktu na wschodzie Ukrainy. Podjęte w wąskim gronie szefów dyplomacji Niemiec, Francji, Rosji i Ukrainy i trwające od zeszłego lata negocjacje trudno uznać za owocne. Największym osiągnięciem czterech ministrów było doprowadzenie do zawarcia tzw. porozumienia mińskiego – czyli podpisania 20 września ub. roku memorandum, przewidującego m.in. zawieszenie broni oraz utworzenie zdemilitaryzowanej strefy buforowej między terytorium kontrolowanym przez separatystów a reszrą kraju. Od tego czasu kruche zawieszenie broni było wielokrotnie łamane. Mimo to spotkania ministrów czterech krajów na temat realizacji porozumienia mińskiego są – głównie dzięki wytrwałym wysiłkom ministra spraw zagranicznych Niemiec – kontynuowane, przy czym optymistycznym komunikatom zza stołu rokowań z reguły towarzyszą doniesienia o nowych, krwawych starciach separatystów z wojskami rządowymi.
Właśnie jesteśmy świadkami nowego przesilenia na froncie walki o pokój w Donbasie. Po ostatnim spotkaniu czterech ministrów w Berlinie, zamiast "namacalnego postępu", wycofania ciężkiego sprzętu i dalszych rozmów, zapowiadanych przez niemieckiego ministra, konflikt zbrojny na wschodzie Ukrainy rozgorzał z nową siłą. Padła obona lotniska w Doniecku, ostatniego bastionu bronionego przez oddziały wierne rządowi w Kijowie, siły rebeliantów podjęły ofensywę w kierunku Mariupola, półmilionowego miasta i ważnego portu, leżącego na szlaku wiodącego na Krym. W wyniku rakietowego ostrzału jednej z dzielnic mieszkaniowych Mariupola zginęło ok. 30 mieszkańców. Największy niepokój zbudził otwarty udział w ofensywie regularnych oddziałów armii rosyjskiej uzbrojonych w nowoczesny sprzęt.
Wobec tych faktów rząd ukraiński poczuł się zmuszony ogłosić stan wojenny na wschodzie kraju, a Rada Najwyższa podjęła uchwałę uznającą Rosję za agresora. W związku z wydarzeniami na Ukrainie zwołano naradę ministrów spraw zagranicznych 28 państw UE. Biorąc pod uwagę dotychczasowe doświadczenia i delkaracje niektórych krajów członkowskich, trudno się jednak spodziewać podjecia w tym gronie jakichś przełomowych decyzji. W grę wchodzi jedynie ewentualne zaostrzenie sankcji. Nie ma alternatywy dla kontynuowania dialogu z Rosją, która panuje nad sytuacją na Ukrainie. Przyznał to oficjalnie również prezydent Petro Poroszenko.
W tle doniesień o mizernych i nadal niepewnych wynikach dotychczasowego dialogu z Rosją pojawiała się czasem nutka żalu, że Polska, tak żywotnie i od tak dawna zaiteresowana losem Ukrainy, została wyłączona z grona państw poszukujących możliwości uregulowania ukraińskiego konfliktu. To nieuzasadniony żal. Protagonistów pokojowych inicjatyw – Niemcy i Fancję – łączy wprawdzie z Polską wspólny pogląd, że winna rozpalania dzialań wojennych na wschodzie Ukrainy jest Rosja, ale dzielą zgoła odmienne wnioski praktyczne, jakie wyprowadza z tego faktu jedna i druga strona. Polska od dawna preferuje jako metodę „dyscyplinowania“ Rosji - sankcje, podczas gdy sojusznicy zachodnioeuropejscy uważają za niezbędne podtrzymanie dialogu z gopodarzem Kremla, według ich przekonania pociągającym za sznurki na Ukrainie. Bezpardonowe piętnowanie Rosji jako agresora i wołania o coraz ostrzejsze sankcje, plus stale pogarszające się stosunki dwustronne, praktycznie wykluczały Polskę z rozmów podjętych w gronie Niemcy-Francja-Rosja-Ukraina.
Taraz, kiedy polityce „kija i marchewki“ prowadzonej wobec Rosji przez Zachód grozi załamanie, nie brak opinii, że odsunięcie Polski od stołu rokowań jest korzystne, zdejmuje bowiem z niej odpowiedzialność za ewentualne fiasko całego pokojowego planu dla Ukrainy. Odpowiedzialność – tak, ale nie uwalnia nas to od troski o rozwój sytuacji na Ukrainie. Jednakże Polska, jak dotąd, nie ma nic do zaproponowania w zamian prócz potrząsania szabelką.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.