Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

2639 miejsce

Wojewódzki: Ludzi takich jak ja, nie da się kontrolować

  • Źródło: ngo.pl
  • Data dodania: 2006-07-07 11:47

– Jesteśmy narcyzami, ale także bandą obskurancko–katolicko–narodowościowych zahukanych prowincjuszy – twierdzi krytyk muzyczny, były juror programu „Idol”, autor talk-show „Kuba Wojewódzki”.

W jednym ze swoich ostatnich programów „Kuba Wojewódzki” ujawniłeś skrzętnie skrywaną dotąd tajemnicę, że urodziłeś się w Koszalinie. Czyżbyś przekonał się do tak zwanej prowincji?
- Tak naprawdę, to jedną wielką prowincją jest Warszawa. Gdyby wszyscy wieśniacy zaczęli świecić, to nasza stolica wyglądałaby jak Las Vegas. Do Warszawy ludzie przyjeżdżają z całej Polski, a im krócej tu są, tym bardziej zadzierają nosa. Nie mam żadnego poczucia ani winy, klęski, ani obciachu, że te czterdzieści parę lat temu urodziłem się w Koszalinie. Problem polega tylko na tym, że nie miałem na to żadnego wpływu.

Co twoich rodziców przyniosło do Koszalina?
- Moja rodzina prowadziła wtedy wędrowny tryb życia. Brat urodził się w Słupsku, ja w Koszalinie, a bodaj półtora roku później przenieśliśmy się do miasta powszechnie uważanego za stolicę. Natomiast nic mnie tak nie wkurza, jak fałszywie postrzegany lokalny patriotyzm. Gdy artysta mówi: „Urodziłem się w Gniewkowie – kocham Gniewkowo!”. Potem wraca do siebie i mówi, jaka to wiocha, buraki, słoma z butów, jedzą kalosze!

Odnoszę wrażenie, że masz do Koszalina zdrowe podejście.
- Nie epatuję ludzi miłością do Koszalina, bo tak naprawdę to, co mnie trzyma przy tym mieście, to moje dwie wspaniałe siostry – Dorota i Elżbieta. Od razu mówię: Dorota ma męża, Elżbieta będzie miała. I to jest fajne, mam tam brata swojej mamy, czyli generalnie rodzinę, więc jak mogę to tam wpadam, bo pamiętam, że tam są tanie taksówki, co nie jest bez znaczenia, gdy jedzie się ze śródmieścia Warszawy.

W swoich programach kreujesz pewną wizję Polski. Bywasz prześmiewczy, bywasz poważny. Co myślisz o ludziach, z takich miejsc jak Koszalin, przez niektórych nazywanych Polską B?
- Moje sądy na temat ludzi i miejsc są raczej wyraziste. Takie również były, szczególnie po „Idolu”, uliczne komentarze na mój temat. Od kilku lat jest zdecydowanie inaczej. Gdy jakiś czas temu odwoziłem mamę do sanatorium do Kołobrzegu, spędziłem kilka chwil w centrum Koszalina, przy Katedrze i na ulicy Laskonogiego. Tam mieszkaliśmy. Przez te dziesięć minut spotkało mnie tyle serdeczności i sympatii ze strony przechodniów, że naprawdę poczułem się jak w domu. Generalnie bardzo dobrze czuję się poza Warszawą, która jest zblazowana, bo tu chodzą po ulicach Beata Tyszkiewicz, Bogusław Linda, Olaf Lubaszenko. Prywatnie nikogo nie pytam, skąd pochodzi. Patrzę tylko, co ma w głowie.

Jesteś postrzegany jako człowiek radosny, lubiący dzikie żarty, ale ostatnio pokazałeś Polsce, a przynajmniej czytelnikom „Przekroju”, swoje zafrasowane oblicze. Naprawdę są powody do takiej publicznej metamorfozy?
- Z wielkim bólem obserwuję, jak osoby publiczne – aktorzy, dziennikarze, także moi znajomi – dyskontują swoją popularność. To jest tak jak w przypadku zespołów rockowych. Można jak Sex Pistols upijać się w budkach telefonicznych, a na konferencjach prasowych napierdzielać w dziennikarzy łańcuchem od roweru, a można jak na przykład U2 robić coś w słusznej sprawie. Mnie nie interesuje występowanie w pismach typu „Gala”, „Tele-Tydzień”, „Na żywo” i rozliczanie się ze swoich orgazmów, tylko to, co dotyczy mnie, czyli mój kraj, moja ojczyzna. Mam już tyle lat, że mogę z dystansem na to spojrzeć. Bardziej interesuje mnie rozmowa z Piotrkiem Najsztubem na temat tego, czego się boimy, jakie widzimy symptomy zagrożenia w Polsce, niż mówienie o jakichś bzdurach, jak to robią różni serialowi koledzy, sprzedając swoją intymność, na lewo i prawo.

W takim razie jaka jest ta Polska, o którą tak się boisz?
- Widać to było choćby na ostatnim festiwalu w Opolu, który pachniał radosnym trupem, to naprawdę duża sztuka napisać kilkadziesiąt piosenek, z których nie pamięta się ani jednego refrenu. Niczego! Tak jak śpiewają polscy piosenkarze, tak grają polscy piłkarze, tak trenują polscy trenerzy i tak rządzą polscy politycy. To się wszystko zlewa w taką dosyć kapryśną, śmieszną, cywilizacyjną pustkę. Jako naród jesteśmy megalomanami, mamy rozbudzone superego, ale czujemy się skundlonym zadupiem europejskim. Jesteśmy narcyzami, ale także bandą obskurancko–katolicko–narodowościowych zahukanych prowincjuszy. Odżywamy, co widać na ulicach, kiedy przyjeżdża Małysz, papież, gdy nasi jadą na mundial. Wtedy rodzi się entuzjastyczna, spirytualna fala narodowej fety.

Na co dzień jednak bywasz wesołkiem. Czy sądzisz, że tym błaznowaniem można coś zmienić, czy to tylko forma podtrzymania nas na duchu?
- Trochę boję się tej metafory błazna. Ona jest strasznie uproszczona i spłycona, że niby dzwoniąc dzwoneczkami z jednej strony ostrzegam, a z drugiej bawię. Wierzę w to, że jeżeli facet ma poczucie humoru, czy tak mu się wydaje, i lekko opowiada o rzeczywistości, która jest trudna i złożona, to jest dużo bardziej skuteczny, niż kiedy popada w mentorski ton. Od trzech lat uczę w wyższej szkole dziennikarstwa i mówię studentom: „Komunikatywność jest podstawą sukcesu, media powinny informować o świecie, ale też sprawiać, żebyśmy o tym świecie czasem zapominali”.

Gdy masz kontakt ze swoimi widzami, co od nich słyszysz?
- Najczęściej mam informacje od jeżdżących OBOP-ów, czyli taksówkarzy. Bo chcę powiedzieć, że jeżdżę taksówkami we wszystkich miastach. Okazuje się, że ludzie lubią mój program, bo on daje im uśmiech, nawet jeżeli jest pełen troski czy zadumy. Poczytuję to sobie za cnotę, aczkolwiek nie nazwałbym tego misją.

Gdy słyszysz o sobie, że twój wizerunek publiczny to pełna kreacja, to się wkurzasz czy masz to w nosie?
- Nie lubię być letni i nudny. Szanuję Maćka Orłosia czy Tomka Kamela, ale oni stanowią sztandarowy przykład telewizyjnej kindersztuby. To oczywiście ma swoją widownię, ale wiem, że życie jest gdzieś obok takich postaw, są też inni ludzie, zachowują się inaczej. Jestem właśnie taki. Gdybym ci pokazał scenariusz programu, który nazywa się tak nikczemnie jak ja, czyli „Kuba Wojewódzki”, to zobaczyłbyś: „Gość numer jeden, na przykład, Jan Maria Rokita. Gość numer dwa, dajmy na to, Agnieszka Rylik”. Koniec. Nie ma innego zapisu, bo nie ma producenta ani scenarzysty, który byłby w stanie wsadzić ten program, moją osobowość, dynamikę rozmowy, szczególnie taką, jaką preferuję, czyli absolutnie łobuzerską, odsuwającą interesujące wątki na bok, w ramy scenariusza. Jeżeli ktoś uważa, że jestem wymyślony, to należy mu się podwójny platynowy Oskar. Nie umiem sobie wyobrazić kogoś, kto byłby w stanie kontrolować taka osobę jak ja.

Jakim kluczem posługujesz się przy zapraszaniu gości?
- Chodzi o to, żeby nikt nam nigdy nie zarzucił koniunkturalności. Gdy siadamy, przeglądamy gazety i widzimy, że wszędzie jest promowany Borys Szyc albo serial „Niania”, to my wtedy zapraszamy Frytkę z „Big Brothera” albo lidera metalowej formacji Behemot. Chodzi o to, żeby ławki z naszymi gośćmi nie można było zdefiniować, że ona jest dla mądrych czy popularnych. Ten program cieszy się z poszerzania płaszczyzny wolności w mediach.

Czy często zdarza ci się iść na kompromis w swojej pracy?
- Słowo kompromis jest trochę jak słowo układ, można je wpisać w patologiczną interpretację, ale przecież kompromis nie jest niczym złym. Jestem człowiekiem dużej stacji, która po dwóch latach uwierzyła w mój program, także z powodu wysokiej oglądalności, ale mimo to nie mogę sobie pozwolić na wszystko. Byłbym absolutnym kłamcą lustracyjnym, gdybym powiedział, że mogę mówić czy robić, co zachcę.

Jesteś prawdziwy! To największa zaleta twojego programu.
- Jak przeglądam badania o widowni telewizyjnej, to widzę, że ludzie chcą oglądać człowieka z całym bagażem jego doskonałości i śmieszności. Programy publicystyczne są najczęściej niezrozumiałe, bo ludzie w nich występujący używają słów, które są za trudne dla przeciętnego słuchacza. Staram się być komunikatywny, dlatego też nie zakłamuję języka i jak się wkurzę to mówię... wiesz co mówię (śmiech ).

Na straży poprawności stoi Elżbieta Kruk, szefowa Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. Boisz się tej pani?
- Wiesz, ona jest najdroższą kobietą mojego życia. Na pierwszej randce wyciągnęła ode mnie pół bańki! [KRRiTV nałożyła pięćset tysięcy złotych kary na Polsat za program Kuby, w którym Kazimiera Szczuka rzekomo naśmiewała się z niepełnosprawnej dziennikarki Radia Maryja – przyp. red. ]. Nie powiem, że boję się, raczej unikam kontaktu z nieatrakcyjnymi kobietami. Jak poczytałem sobie biografię tej pani, która jest fanatycznym pretorianem panów Kaczyńskich, to wiem, że ona jest takim Feliksem Dzierżyńskim polskich mediów. Ma robić porządek, na miarę wyobrażenia braci. Jej kompetencje są takie same, jak Bronka W. do rządzenia telewizją publiczną. W tej chwili występuje taka sama wymiana, jak za czasów PZPR, gdy facet z ministerstwa chemii szedł do ministerstwa sportu.

Jak widzisz siebie za kilka lat?
- Wierzę, że po kolejnych wyborach pozbędziemy się tych seksistowskich, neurotycznych twarzy. Mam plan, jak na razie tę filozofię podziela zarząd Polsatu, żeby mój program pokazywał Polskę ze zmianami, które zachodzą. Chciałbym, żeby trwał jak najdłużej, ale jeżeli ludzie zaczną odsuwać się od niego albo sam stwierdzę, że to już nie to, pójdę sobie i znajdę inne zajęcia. Jestem człowiek pracujący, żadnej pracy się nie boję.


rozmawiał Kuba Grabski/mwmedia

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Staropolski
  • Staropolski
  • 31.12.2011 02:36

Powiem Wam tak: też pochodzę z Koszalina. Wiele lat temu wyjechałem stamtąd uczyć się i robić karierę zawodową. Byłem bardzo młody i niewiele pamiętam to miasto z tego okresu, jednak uwielbiam je odwiedzać. Chyba już niewiele jest w Polsce tak ładnych ponad stutysięcznych miast, zadbanych i mających tyle zieleni wewnątrz. Kuba na prawdę nie ma się czego wstydzić.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Ziuta pierzchała
  • Ziuta pierzchała
  • 23.07.2011 19:45

Kuba to bardzo inteligentny facet,jako jedyny potrafi prowadzic program perfekcyjnie, z humorem ,kulturą ,z ogromną przyjemnością oglądam programy,które on prowadzi lub jest ich jurorem,nie wspomnę już o jego aparycji,szkoda,ze jeszcze nie ma potomstwa bo były by naprawdę madre dzieci

Komentarz został ukrytyrozwiń
kasia jork
  • kasia jork
  • 20.06.2011 15:21

Wojewódzki to najgorsze co może być ;przeciez to jest cham, bezczelny ,bez kultury ,obcesowy, z dowcipami POniżej pasa wulgarny PROSTAK a jego inteligencja polega na tym jak taki cham daje sobie radę

Komentarz został ukrytyrozwiń
Anna Nowacka
  • Anna Nowacka
  • 01.06.2011 21:10

Nie miałam przyjemności spotkać Kuby Wojewódzkiego, ale to co widzę i słyszę w tv wystarcza mi, żeby go lubić i podziwiać, a często podzielać jego zdanie. Wojewódzki jest niepowtarzalny !! I dobrze, że jest.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Majeczka
  • Majeczka
  • 14.04.2011 12:45

Nie znam Go,ale wydaje się sympatyczny...a przede wszystkim jest pieruńsko inteligentny.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kuba Wojewódzki jest zmienny jak kameleon.Inny jest w swoim programie,a inny "na żywo".Sam się o tym przekonałem gdy spotkałem go w Szklarskiej Porębie na NARCIARSKIM SLALOMIE GWIAZD.Był taki zagubiony jakby to nie był on,taka zagubiona sierotka

Komentarz został ukrytyrozwiń

Kuba to miod na moje skołatane serce telewidza. Takie programy powinni puszczac o 20:00 po dzienniku w publicznej TV zeby ludzie obowiązkowo oglądali, ucząc się demokracji i otwartości. Kuba mówi o sprawach, o których nigdzie indziej się nie mówi. Zależy mu na tym kraju - dla mnie to czasami bardziej publicystyka niż rozrywka i za to go cenię. Niech rządzy się zmieniają, a Kuiba trwa - tego mu życzę. ;-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Lubie Wojewudzkiego, ale Majewskiego bardziej :D

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.