Facebook Google+ Twitter

„Wojna Charliego Wilsona” na ekranach kin

Kolejna z produkcji nominowanych do tegorocznych Oscarów zawitała do Polski. Ma tylko jeden plus. Rolę zagraną przez Philipa Seymoura Hoffmana.

plakat promujący film / Fot. www.filmweb.plCzy historię teksańskiego kongresmena, który postawił wspomóc afgańskich mudżahedinów w walce z rosyjską okupacją, można opowiedzieć banalnie i monotonnie? Zwłaszcza jeśli walka ta zawiera w sobie tajne operacje CIA, dramat miejscowej ludności i ogromne pieniądze? Można – „Wojna Charliego Wilsona” jest świetnym przykładem zmarnowania ogromnego potencjału scenariusza.

Twórcy filmu chcieli nam zaproponować kino polityczne, dla bezpieczeństwa osadzone w zamierzchłej przeszłości lat osiemdziesiątych. Czy im się udało? Zdecydowanie nie. Otrzymujemy film przegadany, któremu brakuje dynamiki, a wręcz jakiegokolwiek tempa akcji. Większość scen nakręcona została w studiu, widać niedostatek atrakcyjnych lokacji, deficyt porywających zdjęć (są sporadyczne), o które aż się prosi, biorąc pod uwagę umiejscowienie akcji w Pakistanie.

Żarty językowe, kąśliwe komentarze i szczypta ironii potrafią rozbawić i zainteresować, niemniej nie można całego filmu budować jedynie na nich, a w „Wojnie Charliego Wilsona” wiele więcej nie znajdziemy. Wielkie, hollywoodzkie nazwiska nie pomogły. Tom Hanks i Julia Roberts grają co najwyżej poprawnie, bez zaangażowania, ogólnie cały obraz wydaje się być nakręcony jako karna praca domowa – byle był. W pewnym momencie jesteśmy tak znudzeni, iż los Mudżahedinów, jak i całej reszty bohaterów jest nam zupełnie obojętny.

Z całej nudnej papki wyłania się triumfalnie jedna osoba – Philip Seymour Hoffman. Aktor utalentowany i pełen wyrazu. Otrzymawszy w zeszłym roku Oscara za genialną rolę Trumana Capote, tym razem również nie rozczarowuje. Dwoi się i troi, prawie można dostrzec pot na jego twarzy, jednak niezależnie jak bardzo by się starał, jeden aktor tak kiepskiego filmu nie udźwignie. Można za to być świadkiem intrygującego porównania, gdy na ekranie pojawia się kolejno Hoffman, Hanks i Roberts, widać różnicę w warsztacie aktorskim tych trojga, a raczej pozostali bledną szybko w cieniu Hoffmana, który otrzymał nominację za rolę drugoplanową. Więcej atrakcji raczej nie dostrzeżemy.

Na zakończenie otrzymujemy cytat z Charliego Wilsona: „Te rzeczy się zdarzyły. Były wspaniałe i zmieniły świat… i wtedy spie…śmy etap końcowy.” Cóż... Oni tylko końcówkę; reżyser - cały film.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

Baaaardzo trafna recenzja!!! Dodałbym jedynie uwłaczające widzowi przekręcanie historii. Armia Czerwona to nie była banda psychopatycznych morderców i gwałcicieli a ich dzialania były w zmierzeniach i wykonaniu nader podobne do obecnych amerykańsko(-polskich) w Iraku i Afganistanie. Myślałem, dotychczas że Rambo IV to szczyt prymitywu propagandy anyrosyjskiej ale 'Wojna Charliego Wilsona' przebiła wszystko. Może w kinie rozrywkowym zgodność z faktami historycznymi nie jest najważniejsza ale na taki film chodzą ludzie akurat tym zainteresowani...
Nie przesadzalbym też z rolą Philipa Hoffmana. Był bardzo dobry ale mam wrażenie, że nie dali mu pograć. Kiedy na początku się awanturowal i stukł szybę był świetny ale jak grał z Tomem i przede wszystkim z Julią to jakby równał do ich poziomu...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.