Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

32279 miejsce

Wojna męsko-męska, czyli kobieta ponowoczesna

Przygotujmy się na cywilizacyjnie uwarunkowaną zmianę relacji damsko-męskich, bo powrotu do natury nie będzie.

Patriarchat, czyli kobieta w męskim świecie

Miejsce kobiet w społeczeństwie i kulturze, ich pozycja i zakres obowiązków w dużej mierze określany jest przez dominujący na danym terytorium system religijny. W największych religiach świata, wywodzących się z tradycji patriarchalnych, rola kobiety jest podrzędna w stosunku do roli mężczyzny, nierozerwalnie związanego z prawami boskimi. Do dziś trwa ogólnoświatowa debata nad tą rolą. Stąd pojęcia "kura domowa" i "żywicielka". Określenia te, jak widać, tyczą się głównie części żeńskiej, choć i mężczyźni zwykli przejmować obowiązki spoczywające na ich żonach czy wybrankach w obliczu wyzwalania się ich spod jarzma ogólnie przyjetego, tradycyjnego postrzegania płci żeńskiej jako słabszej.

Kobiety biorą udział w nieuświadomionym wyścigu piękności/ Fot. MWMedia

Feminizm, czyli ucieczka w "gębę"

"Niech mężczyzna nosi skórę lwa, a kobieta runo owcy", pisał kiedyś wielki angielski mistyk, William Blake. Niektórzy pewnie zarzucą tym słowom męski szowinizm, ubrany w kilka ładnych słów i metafor, inni jednak doszukają się w nich głębszego sensu. Nie chodzi tutaj o totalne poddaństwo kobiet wobec mężczyzn, nie chodzi o pożarcie samic przez samców, ale o ukazanie prawdziwych naszych natur i konsekwentnie wywodzących się z nich podziałów zadań.

Kobiety biorące udział w pędzie do sukcesu zapominają, że są nierozerwalnie złączone z męską częścią społeczeństwa. Może to jest dość brutalna prawda spędzająca sen z powiek feministkom i ich bojówkom, walczących o to okrzyczane i skądinąd tajemnicze w tych czasach równouprawnienie. Rozpatrzmy przykład: przyjmijmy, że dobrze rozwiniętą intelektualnie kobietę, mężatkę opanują nowinki z feministycznego światka do tego stopnia, że będzie ona zdeterminowana wystapić o rozwód. Dochodzi więc do pewnego paradoksu - kobieta uwalnia się od zależności od mężczyzny, ale też od jego opieki, która wydaje się być niezbędną w obliczu zetknięcia z niebezpieczeństwami rozwijającej się w duchu wyzysku i niegodziwości cywilizacji.

Istnieje jeszcze feminizm radykalny. Najkrócej można by go ująć w gombrowiczowską ucieczkę z jednej "gęby" w inną. Otóż feminizm radykalny propaguje przebudowę systemu społecznego o kobiecy punkt widzenia, a to byłoby jawną dyskryminacją... mężczyzn.

  Przyrodniczka, spadochroniarka i partyzantka

Kobieca zależność wlecze za sobą hordy naiwnych samców. Coraz częściej obserwuje się zjawisko rozwiązłości seksualnej kobiet, będącej często warunkiem tej niezależności. Na jednej ze stron internetowych czytam: "Trzy cechy nowoczesnej kobiety: 1. Powinna być przyrodniczką, aby lubiła bez. 2. Powinna być spadochroniarką, aby się dobrze puszczała. 3. Powinna być partyzantką, aby z wisielca zrobić powstańca". Jeśli nowoczesność ma oznaczać rodzaj charytatywnej prostytucji, to chyba nie jest to powód do dumy. A przecież określenie "charytatywna prostytucja" zcęsto funkcjonuje zamiennie z "wyzwoleniem". Bo dla kobiety wyzwolonej przyznać się w towarzystwie, że miało się jednego partnera, to wstyd. Dodać jeszcze, że się go kochało - to już zakrawa na daleko idące zboczenie.

Niezależność, czyli potrzeba zależności

Nasuwa się jeszcze jedna myśl. Czy oby na pewno ta "niezależność" sama w sobie oznacza pełne odcięcie się kobiet od świata mężczyzn w sferze emocjonalnej, ekonomicznej i społecznej? Może pod tym pojęciem kryje się czysta zależność przejawiająca się w braku poczucia bezpieczeństwa, która prowadzić może do poszukiwania przez kobiety kontaktów intymnych z płcią przeciwną, ograniczanych jednak przez ich status "nowoczesności"? Może kobieta miota się pomiędzy chęcią bycia docenianą a chęcią znalezienia kogoś, kto mógłby jej starania docenić? Może wszystkie kobiety biorą udział w nieuświadomionym wyścigu piękności, którego stawką jest choćby najmniejszy przejaw męskiego zainteresowania? A makijażu na ich twarzach przybywa, bo zauważyły, że któraś z rywalek ma go jeszcze więcej. Powoli staje się to niesmaczne, a w skrajnych przypadkach wręcz obrzydliwe.

Po czyjej stronie tak na prawdę stoi odpowiedzialność za współczesny wizerunek kobiety? Po stronie tych, które chcą się nam, mężczyznom, przypodobać, czy po naszej, jako tych, którzy prowokują chęć tego przypodobania? Czasy, w których panowała względna harmonia między obydwiema płciami chyba minęly bezpowrotnie, a dziś pozostało jedynie echo zapisanych w islamskiej księdze wersetów: "A wierzący mężczyźni i wierzące kobiety są dla siebie nawzajem przyjaciółmi. Oni nakazują sobie to, co uznane, a zakazują sobie tego, co naganne".

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 12.06.2007 00:31

"Prawdziwe natury" - taaak, dobre sobie...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Można też: Masz maleńką żonę, pochyl się nad nią i mów do niej szeptem:-)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.