Facebook Google+ Twitter

"Wojna polsko-ruska", czyli nicość w kinie

Wreszcie, w polskim kinie przeżartym martyrologicznymi kliszami, papieskimi kremówkami i durnowatymi komediami romantycznymi coś się dzieje, choć paradoksalnie "Wojna polsko-ruska", to film o dzianiu się w niedzianiu.

 / Fot. materiały dystrybutoraNaspidowany dres Silny, gotycka Andżela, poschizowana Natasza, pensjonarska Ala, wreszcie blond piękność Magda, przez której łóżko przetoczyło się całe osiedle. Tych wszystkich postaci nie ma. Nie ma nawet tytułowej wojny, bo nie ma żadnych ruskich, żadnych idei, żadnych morałów. Jest tylko Masłowska i jej manifest władzy: "podnieś ręce, opuść ręce, wyluzuj". Ona całej opowieści nadaje ton, wymyśla swoich bohaterów, a jednemu nadaje samoświadomość i pozwala wyjść z kadru by zastanowił się nad tym, czy "już umarłem, czy jeszcze żyję?".

Obawiałem się czy Żuławski, który jakiś czas temu zaliczył słaby debiut jednowymiarowym / Fot. materiały dystrybutora "Chaosem" sprosta zadaniu przeniesienia na ekran debiutu enfant terrible polskiej literatury. W końcu oryginał bazuje na języku, a nie na wyraźnie zarysowanej fabule, bez której trudno pokazać cokolwiek w kinie. Kluczem do sukcesu okazała się nieoczywista jednak wierność powieści. Świetne wycyzelowany scenariusz, który wydobył z powieści pewien ciąg zdarzeń i dialogów zderzony z pomieszaniem czasów i konwencji zaskakuje widza co chwilę, jest chropowaty i niezrozumiały. Kilka razy ma się wręcz wrażenie, że całość dobiega końca, by nagle wbić nas w kolejną wizję Silnego.


Menelowa psychodelia i chaos przedstawiona perfekcyjnymi kadrami, efektami specjalnymi, przerysowaną festynową estetyką muzyki, miejsca akcji i środowiska w którym Masłowska swoich bohaterów umieściła. Ale przede wszystkim język, który nie obroniłby się bez "mięsistych" postaci jakie aktorzy stworzyli. To wszystko składa się na bagaż życiowych doświadczeń autorki. Wszystko już było, więc nie ma nic. Ani początku, ani końca, ani nawet spójnej historii. Życie w małym mieście, to zdarzeniowa stagnacja, w której zrobi się wszystko bo się coś - choćby dla zabawy - działo. Dzieje się jednak zbyt mało by można było o tym mówić, przez co mnożony wciąż język stanowi wytarte klisze i szablony, jest pusty. Opiera się na zasłyszanych kiedyś hasłach i przetrawionych cudzych myślach. Jednym głosem mówią o tym Masłowska, Żuławski i fenomenalne postacie jakie obsadzie udało się stworzyć.

 / Fot. materiały dystrybutoraSilny Borysa Szyca na zmianę bawi swoim prostactwem, wzrusza prostą miłością do Magdy i swoim finałowym monologiem będącym próbą odpowiedz na pytanie "czy jestem?". Rewelacyjne: Andżela - Marysi Strzeleckiej, Ala - Ani Prus, Natasza - Sonii Bohosiewcz i wreszcie Magda, w którą wcieliła się Roma Gąsiorowska, to twory żywcem przeniesione ze stron "Wojny polsko-ruskiej". I nawet okropnie sepleniąca i autystyczna Masłowska swoją siłą tworzenia nadaje całemu obrazowi niewiarygodnego rozmachu.

Można by narzekać, że "Wojna polsko-ruska" jest zbyt dla osoby nie znającej książki zagmatwana i niezrozumiała. Może zbyt przegadana i za długa, ale wątpliwości nie można mieć co do jednego. Tak wyrazistego i charakternego filmu polskie kino nie miało od dawna.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (7):

Sortuj komentarze:

Mnie film rozczarował. I to bardzo. Polski "Trainspotting"? Ho, ho... daleko im do tego. Masłowska niesamowicie denerwująca, mówiąca tak niewyraźnie że połowy nie można zrozumieć! Szyc i jego kobiety rewelacja, świetnie zagrane i dobrze przerysowane, ale po co? Niezbyt rozumiem po co ten film został nakręcony, jaką historie opowiada i na jakie pytania niby odpowiada. Zlepek pozbawionych większego sensu scen, które bawią i śmieszą swoją głupotą. Ogląda się fajnie, ale film nie przekracza poziomu "dobry sposób na spędzenie czasu z przyjaciółmi w piątkowy wieczór".

Komentarz został ukrytyrozwiń

bardzo motywująca recenzja:) nie miałem jeszcze okazji zobaczyć filmu, ale jeśli jest prawdą to co zostało napisane to może faktycznie coś się w polskim kinie ruszy i dobrze, bo my Polacy dobre filmy robić potrafimy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Witam, jestem pod wrażeniem, to miód dla oczu i umysłu czytać tak dobrze "skrojoną" recenzję.:) jestem podobnego zdania na temat filmu jak pan redaktor Świerczek, choć bardzo wątpiłam w reżyserię, wogóle w jakikolwiek sposób przedstawienia tej książki, pierwszy raz przezcytalam ja w ciągu dwóch dni, nic nie zrozumiałam,:) za drugim razem było lepiej lecz to własnie film udowodnił mi że ta fikcja, jakby się wydawało literacka Masłowskiej to po trzosze polska rzeczywistość. I choć nie lubię Borysa Szyca jako osoby aktora, rolą Silnego powalił mnie na kolana. Pozdrawiam Asia

Komentarz został ukrytyrozwiń

Zachęcająca recenzja,czekam na ten film (+)

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 26.05.2009 15:01

Moje dziecko pochwaliło grę aktorów, a o reszcie kazało mi sobie samej wyrobić zdanie :)
Autorowi gwiazdki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

więc byłes w kinie czy na filmie? ;p

Komentarz został ukrytyrozwiń

Akurat byłem wczoraj na tym filmie w kinie:) Można się trochę pośmiać ale film jest beznadziejny. Pod koniec filmu zasnąłem:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.