Facebook Google+ Twitter

Wojskowa telenowela

"Nowy gatunek" Griffina trafił niedawno na półki rodzimych księgarń. Czy warto wydać 34 złote na tę prawie kilkusetstronicową powieść o dzielnych, amerykańskich żołnierzach?

 / Fot. materiały promocyjneAkcja debiutującej na naszym rynku książki Griffina rozpoczyna się 12 grudnia 1963 roku. Po śmierci prezydenta Kennedy'ego przywódcą USA zostaje Lyndon Johnson. Tymczasem w Kongu szykuje się pucz. Pucz, o którym amerykańskie służby zdają się nic nie wiedzieć. Na szczęście pułkownik Felter trzyma rękę na pulsie. Uświadamia prezydenta, co może wydarzyć się w tym afrykańskim kraju, prezentuje swoją wizję powstrzymania tej niesprzyjającej sytuacji. Co więcej, w amerykańskiej armii jeden z szeregowców posiada niebywałą wiedzę na temat Konga. Wiedzę, której brakuje wojskowym specjalistom. Jakby w międzyczasie, przy okazji, poznaje córkę jednego z generałów. Młoda para szybko się w sobie zakochuje. Co więcej w ogarniętym chaosem Kongu przebywa wielu amerykanów oraz rodzina wojskowych szych. Istnieją podejrzenia, że afrykańskich separatystów mogą wspierać chińscy komuniści, co naturalnie zagraża przenajświętszej demokracji. Więc, let's go, marines!

Tak mniej więcej można streścić fabułę "Nowego gatunku". Prawda, że nie wygląda ona szczególnie oryginalnie, czy atrakcyjnie? Co więcej, książka sprawia wrażenie, jakby była pisana ku pokrzepieniu serc Amerykanów. Wszystko odbywa się zgodnie z planem, brak jest wyjątkowych załamań, zwanych nieprzewidywalnymi zwrotami akcji. Amerykańskie wojsko, choć ukazane z drobnymi wadami, jest tu kreowane na naprawdę sprawnie działającą instytucję, która w ogólnym rozrachunku zawsze podoła stawianym jej zadaniom.

Fabularnie książka nie powala. Jednak napisana jest naprawdę sprawnym językiem i ma w sobie to coś, co nie pozwala się od niej oderwać. Na przykład wątek miłosny. Początkowo świetnie prowadzony, z czasem zaczyna przypominać operę mydlaną. Jednak nadal mamy ochotę śledzić losy szeregowca i córki generała. Książka niepozbawiona jest również humoru, który naprawdę nieźle potrafi rozładować patetyczny nastrój, czy kiełkujące powoli napięcie.

Griffin zdaje się mieć również nie lada pojęcie o militariach. Dokładnie przedstawia broń, czy pojazdy wojskowe. Może to być naprawdę ciekawym smaczkiem dla wszystkich fanów wojskowości, jednak ja kwitowałem to tylko poważną miną i niepozostawiającym pola do dyskusji "aha", ponieważ zwyczajnie się na tych sprawach nie znam.

Nie można mieć również zastrzeżeń do polskiego wydania. Większych literówek nie uświadczyłem, wszystko jest wydrukowane i podane dokładnie tak, jak można tego oczekiwać.

Dla kogo jest ten tytuł? Myślę, że fanom militarystycznych powieści nie muszę go nawet polecać. Wielbiciele Toma Clancy'ego również nie mogą przejść obok tego tytułu obojętnie. Jeśli zaś jesteś mężczyzną i szukasz niezobowiązującej lektury, świetnie trafiłeś! "Nowy gatunek", choć nie powala, jest naprawdę solidną robotą. Warto.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.