Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

35912 miejsce

Wójta wybiera się aż do śmierci...

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2006-10-14 08:23

Choć pochodzą z wyboru, rządzą swymi gminami niemal dożywotnio. I niestety, nie zawsze po gospodarsku. Jak prezentuje się prawdziwy obraz polskiego samorządu?

Rządzą gminami po 15, 20 czy 30 lat. Wójtami są już praktycznie z zawodu. Czy wielokrotne kadencje lokalnych włodarzy dobrze służą samorządom? Przykład Gorzkowic pokazuje, że ludzie - jak zauważa prof. Jerzy Regulski – łatwo przyzwyczajają się do nieporządków i z czasem traktują je jako normę.

W Gorzkowicach dopiero po śmierci wieloletniego wójta wychodzą na jaw liczne nieprawidłowości w funkcjonowaniu struktury lokalnej władzy. Nagle okazało się, że brakuje wielu dokumentów albo podpisów na nich, inne rodzą podejrzenia o fałszerstwo, nieprzestrzegane są procedury urzędowe, jeden z pracowników prowadzi działalność gospodarczą związaną z pełnioną funkcją, a w urzędowych pokojach zadomowili się agenci ubezpieczeniowi, choć nie ma śladu, by ktoś podpisał z nimi umowy. Do tego rada gminy, która formalnie prowadziła kontrole, de facto niczego nie kontrolowała.

- Ciągłość władzy poprzez wszystkie kolejne wybory dosyć wąskiej grupy ludzi utworzyła sztywną strukturę, w której większość powiązań nie była natury formalnej, a kontrola nad nią praktycznie nie istniała. Można wręcz powiedzieć, że to była władza absolutna - ocenia Anna Czapczyk, której premier kilka tygodni temu powierzył obowiązki wójta do czasu wyborów. - Jeżeli to, co zastaliśmy podczas wizyty w Gorzkowicach, jest obrazem Polski samorządowej, Polski, w której przez całe kadencje rządzi pewien lokalny układ, to ten wizerunek jest po prostu przerażający - uważa Sławomir Przybyłowicz, rzecznik wojewody łódzkiego.

Okiem wyborcy...

Na zewnątrz wszystko wydawało się bez zarzutu, a wójt - choć znany z rządów tzw. silnej ręki - zyskał przez lata opinię dobrego gospodarza. - Mieszkańcy chwalili wójta, bo były drogi robione, budował szkołę, przedszkole, było widać, że coś robi - mówi Jan Szeląg z Plucic. - Bardzo w porządku facet był, bardzo go ceniłem i cenię - mówi o wójcie Jan Jarosiński z Gorzkowic. - On po prostu postawił Gorzkowice na nogi. Bo dawniej gmina była zaniedbana, a za Gielca było naprawdę w porządku. - Czuło się, że był bardzo dobrym gospodarzem - uważa Krystyna Kubicz z pobliskiego Krosna. - Radny z naszej wsi też jest dobry, bo drogi robi. Czego chcieć jeszcze? - Źle nie było - dorzuca kobieta z kilkorgiem dzieci. - W mojej wsi wójt zrobił drogę. Poza tym nic się nie zmieniło, ale chodziło tylko o drogę, bo po deszczu było jedno bagno.

Jan Gielec był wójtem gminy czwartą kadencję (od 1991 r.). W ostatnich bezpośrednich wyborach wygrał w pierwszej turze, zdobywając największą liczbę głosów w całym powiecie piotrkowskim. Nie do przecenienia są jego zasługi dla gminnego sportu, a gdy obejmował urząd, w gminie były trzy km dróg asfaltowych. Gaz ziemny przyciągnięto aż z Kamieńska, rozbudowano szkołę, oczyszczalnię ścieków, kanalizację, wybudowano halę sportową. Gielec wywalczył też komisariat policji w Gorzkowicach i stworzył niemal zawodową straż pożarną. Gospodarce finansowej gminy nikt nigdy niczego nie zarzucił, włącznie z powołaną do tego typu kontroli Regionalną Izbą Obrachunkową. Sama Anna Czapczyk, która zastaną w urzędzie sytuację określa jako fatalną, przyznaje, że do budżetu przyczepić się nie można, a zadłużenie gminy jest minimalne.

...i okiem zarządcy

Wójt wykryła natomiast inne "kwiatki". Już na wejściu konsternację wywołało wykorzystywanie urzędowych pomieszczeń przez firmy prywatne do działalności komercyjnej. - Na drzwiach znalazłam wywieszki kilku firm ubezpieczeniowych. Przychodzili obcy ludzie i siadali za biurkiem w dziale podatkowym - opowiada Czapczyk. - Pytałam o umowy - nie ma. Powiedziano mi, że tak jest też w innych gminach. Jeżeli jest taka praktyka, to znaczy, że gminy łamią konstytucyjną zasadę wolności gospodarczej. Ja też, jakbym chciała jajka sprzedawać, to zajmę swoje biurko i proszę bardzo... Jedną osobę wójt komisarz zwolniła z pracy za prowadzenie działalności gospodarczej na terenie gminy ściśle związanej z zajmowaną funkcją w urzędzie. W innej sprawie skierowała doniesienie do prokuratury, bo podejrzewa fałszerstwo dokumentu. I na tym prawdopodobnie się nie skończy, bo już szykowane jest kolejne doniesienie...

Czapczyk twierdzi, że na każdym kroku spotyka się z sytuacją, która wprawia ją w zdumienie.

- Zastałam otwarte przetargi i komisję przetargową, która oświadczyła, że nie jest w stanie ocenić ich merytorycznie, bo panie nie miały żadnych szkoleń z zakresu zamówień publicznych - dodaje. - Ktoś przygotowywał kosztorys, ale jest niepodpisany, proszę o wykaz umów od skarbnika, żeby stwierdzić, kto pobrał pieniądze za przygotowanie umowy - nie ma. Uzupełniam dokumenty, zbierając oświadczenia od pracowników. To zaczyna polegać na tym, że muszę zeskrobywać tynk ze ściany. Umowy ustne, zwyczaje, reguły, które szanuję, ale proszę o spisanie ich na piśmie i się okazuje, że nikt nic nie wie, nikt nie pamięta, a winna jest osoba, która nie żyje. Dla mnie jest święta zasada: o nieżyjących albo dobrze, albo wcale, ale poza panem wójtem w tym urzędzie było jeszcze kilka osób ścisłego kierownictwa i każda z nich za coś brała pieniądze - stwierdza.

Nikt się nie skarżył

Z ustaleń wójt komisarz wynika, że chaos organizacyjny w urzędzie zapanował nie od czasu, gdy wygasł mandat poprzedniego wójta (zmarł 31 sierpnia), ale na przełomie maja i czerwca 2006 roku. Wówczas, jak diagnozuje Czapczyk, "coś się zadziało", a z 20 merytorycznych pracowników urzędu, ośmiu poszło na długotrwałe zwolnienia lekarskie. Nie ma sekretarza, nie ma szefa gospodarki komunalnej, nie ma osoby zajmującej się ochroną środowiska, a radca prawny od lat nie był tu zatrudniony. W ostatni poniedziałek, gdy z kontrolą zjawili się inspektorzy RIO, zachorowała także dziewiąta osoba, która wcześniej pełniła funkcję zastępcy wójta.

Czapczyk wydobyła książkę skarg i stwierdziła zdumiona, że w gminie nikt się na nic nie skarżył. Nie znalazła również śladów kontroli wewnętrznej, przynajmniej formalnej. Poprosiła o protokoły komisji rewizyjnej, która kontrolowała ostatnio ośrodek pomocy społecznej. - Kontrola polegała na tym, że kierownik ośrodka przygotowała sprawozdanie z działalności na trzech stronach - opowiada. - Zostało ono odczytane i komisja rewizyjna przyjęła je przez aklamację, nie wydając żadnych zaleceń. Miała być kontrola przetargów, ale się nie odbyła, bo... osoba, która je prowadziła była wtedy na urlopie.

Nikt również nie śmiał kontrolować wójta

Czapczyk: - Szef komisji rewizyjnej oświadczył, że tu była taka tradycja, że podczas kontroli wójta, informował on z głowy komisję o planach, zamiarach i przedsięwzięciach. Edward Kiełbik, przewodniczący Rady Gminy w Gorzkowicach, twierdzi, że jest zaskoczony. - Zawsze kategorycznie wymagałem planów kontroli, z realizacją mogło być różnie, ale to już jest sprawa tych, którzy te czynności wykonywali - mówi. - Przejrzałem dokumenty, brakowało niektórych protokołów z sesji i nagrań na taśmach magnetycznych. Wielu rzeczy nie ma, z 4 lat znalazłem trzy kasety, które mówiły o nagraniu sesyjnym i jedną z komisji rewizyjnej. W sprawie fikcyjnych kontroli, przewodniczący odpowiada: - Robiłem, ile mogłem, ale nie mogłem kogoś chwytać za gardło.

Gmina lukrowana

Zdaniem Anny Czapczyk, jak należy nie działały także organy kontroli zewnętrznej. - Tu były rzeczy, których od lat nikt nie widział - dodaje. W tym tygodniu sytuację w gorzkowickim urzędzie osobiście przyjechała sprawdzić Helena Pietraszkiewicz, wojewoda łódzki. - Gmina jako samorząd ma samodzielność, ja mam tylko nadzór nad uchwałami - zaznacza - ale w zakresie przestrzegania przepisów prawa nie mogę pozostać bierna. Gmina nie wykonywała szeregu zadań albo wykonywała je w sposób niewłaściwy. Wydawało się na zewnątrz, że ten urząd powinien mieć takie sukcesy, jak ta liczba pucharów w gabinecie wójta za osiągnięcia sportowe. Na zewnątrz jawiło się to jako coś bardzo lukrowanego, a rzeczywistość, jak widzimy w dokumentach, jest zupełnie inna.

Elżbieta Staszyńska, dyrektor wydziału prawnego i nadzoru Łódzkiego Urzędu Wojewódzkiego, mówi, że z Gorzkowic nie wpłynęła żadna skarga dotycząca funkcjonowania organów gminy. - Nadzór oczywiście jest, ale służby wojewody nie mają możliwości kontroli na miejscu - mówi Staszyńska. - Jest 199 jednostek w naszym województwie i na dany rok w kilku jednostkach jest planowana taka kontrola. W uchwałach z Gorzkowic nie stwierdzaliśmy żadnych istotnych uchybień, natomiast organem kontroli finansowej jest Regionalna Izba Obrachunkowa.

Jednak także RIO, która ostatnia kontrole w Gorzkowicach prowadziła w 2005 roku, niczego szczególnego nie zauważyła. - Były na pewno określone nieprawidłowości, były wnioski pokontrolne, ale nie było ustaleń wskazujących na rażące naruszenia prawa - mówi Piotr Walczak, naczelnik wydziału kontroli gospodarki finansowej gmin RIO w Łodzi. Na wniosek Anny Czapczyk, RIO klika dni temu rozpoczęła szczegółową kontrolę w Gorzkowicach. Sprawdzane są przede wszystkim zamówienia publiczne.

- Po tej kontroli (zaplanowana do końca października) będę mógł powiedzieć, czy to, co mówi pani wójt, zgadza się z naszymi ustaleniami, czy nie - stwierdza Piotr Walczak. - Pani wójt jest osobą, która - o ile pamiętam - nie miała nic wspólnego z samorządem i być może to jej pierwsze wrażenie niekoniecznie jest wiarygodne. My się samorządem zajmujemy od lat kilkunastu. Kontrola pozwoli nam wątpliwości wskazane przez panią wójt wyjaśnić i zweryfikować.


Odwieczni włodarze

W powiecie piotrkowskim najdłużej panującym jest Leon Fortak , od 1990 r. wójt Czarnocina. Wcześniej, od 1974 r., naczelnik gminy. Dwa lata temu obchodził 30-lecie pracy w gminie i zapytany, czy zamierza kandydować w wyborach w 2006 r., odparł, że tak, bo "gminie poświęcił najlepsze lata swojego życia" i "wciąż widzi wiele do zrobienia"...
W Biuletynie Informacji Publicznej próżno szukać jego oświadczeń majątkowych za 2002 r., 2004 r., 2005 r. Fortak zasiedział fotel wójta, ale nie zdążył zasiedzieć działki mieszkańca Czarnocina, który po dwóch latach wygrał przed sądem sprawę z gminą o zwrot nieruchomości stojącej na zakupionej przez niego ziemi. Sprawa rolnika z Zawodzia także znalazła finał w sądzie. Sąd warunkowo umorzył postępowanie na okres próby dwóch lat wobec wójta F., oskarżonego o poświadczenie nieprawdy w dokumentach urzędowych i przekroczenie uprawnień. Kazał wójtowi pokryć koszty sądowe i wpłacić tysiąc zł na rzecz PCK. Sąd uznał, że F. przekroczył uprawnienia, ale nie przyjął, że poświadczył nieprawdę.

W powiecie bełchatowskim najdłużej, bo nieprzerwanie od 20 lat, władzę sprawuje Marek Pieczara , wójt gm. Bełchatów. Na pytanie, czy nie obawia się, że po odejściu z urzędu (na emeryturę) wysypie się worek z aferami, odpowiada ze spokojem. - Regionalna Izba Obrachunkowa kontroluje działalność gminy średnio co cztery lata, a komisja rewizyjna uważnie patrzy nam na ręce.

Z kolei Bernard Stein , wójt gm. Kluki od 1998 r., stwierdził, że zawsze jakiejś kropki w dokumentach może brakować. Sam wraz z jednym ze swych podwładnych stanął przed sądem z zarzutami dotyczącymi nieprawidłowości dotyczących niewłaściwego wydania 2 tys. zł i poświadczenia nieprawdy w dokumentach. Sąd Okręgowy uznał ich za winnych niedopełnienia obowiązków, ale nie uznał winy w kwestii działania na szkodę interesu publicznego.

W powiecie tomaszowskim trzy kadencje mają za sobą m.in. wójt gminy Tomaszów Ignacy Niedziałkowski i wójt Rzeczycy Marek Pałasz . - Jeśli ktoś jest dobrym gospodarzem, to powinien piastować ten urząd jak najdłużej - mówi Andrzej Gwizdoń, przewodniczący Rady Gminy w Rzeczycy. - Moim zdaniem, długoletni wójtowie najlepiej znają potrzeby mieszkańców.

Wójt Paradyża Wojciech Rudalski szefem gminy jest dwie kadencje. I będzie startował w kolejnych wyborach. - Jeśli ktoś przez 8 lat działał skutecznie, wykazał się przedsiębiorczością i wiele zrobił, to dlaczego wprowadzenie jakichś przepisów o kadencyjności miałoby pozbawić społeczeństwo prawa wyboru dobrego gospodarza na kolejną kadencję? - pyta.

Marek Obszarny, (md, tyka, wola, aw)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (3):

Sortuj komentarze:

jannowak
  • jannowak
  • 01.03.2011 20:22

Czarnocin 2011-mamy znów nowego starego wójta!
pozostanie na swym dochodowym stanowisku kolejne 4 lata, obłowi się w kasę i powie pocałujcie mnie gdzieś!
Gmina zostanie z ogromnymi długami, które będziemy musieli wszyscy spłacać. Pensja wójta jest taka jak prezydenta miasta, ale nie kwapi się, aby podjąć jakieś konkretne decyzje ... podatki coraz wyższe-tylko po co i dlaczego, skoro i tak nic się nie dla nas nie robi...O przepraszam, samochody i posesje pracowników gminy coraz piękniejsze...
Wójt przechwala się co zrobił, ale kiedy...20 lat temu...jakie radykalne zmiany zaszły w chociaż wizerunku naszej gminy,czy żyje nam się lepiej?Wątpię...

Komentarz został ukrytyrozwiń
Beata
  • Beata
  • 13.11.2010 14:28

Skandal ,prezydent ma dwie kadencje i już a wójt robi co chce nie ma dla niego końca .Moim zdaniem nie jest to przepis demokratyczny .Apeluję do sejmu aby zmienił kadencyjność wójtów bo oni czują się bezkarni.powinni być rozliczani ze swoich decyzji a nie-tu przykład-wójt gminy Długosiodło wybudował targowicę za milion sto tysięcy ,co można by było wybudować za połowę tych pieniędzy zatrudniając bezrobotnych a nie firmę[zapewne po znajomości a nie w wyniku uczciwego przetargu].Teraz opłata targowa jest najwyższa w całym powiecie ,mimo że to jest osiedle a nie miasto.Z petentami obchodzi się gorzej niż z śmieciami ,jest arogancki i opryskliwy a teraz jako jedyny kandyduję na trzecią kadencje .Dobrze się okopał w tej naszej gminie. Zamiast redukować bezrobocie to utrudnia np. handlującym na targu podnosząc coraz to wyższą stawkę za opłatę targową ,nie zatrudnia bezrobotnych ,opieka daje zasiłek nawet bogatym bo przez znajomość lub łapówki a rzeczywiście potrzebujący może nic nie otrzymać często przez to że jest z poza Długosiodła czyli z okolicznych wsi.Nasi wójtowie mają się lepiej niż nie jeden prezydent całego kraju.I dodam jeszcze zarobki -Osiem lat temu[pierwsza kadencja wójta ]wypłata jego wynosiła 5000 a dziś kończąc drugą kadencję zarabia 11000 -w gminach robią co chcą zarabiają po 3000[zwykła urzędniczka gminy co ciągle pije kawę i nie kwapi się nawet odpowiedzieć na pytanie ,tylko zawsze nic nie wie]lub 4000 a wielu ludzi wegetuje od pierwszego do pierwszego bo jedynym żywicielem jest ojciec rodziny często zostający na bezrobociu.

Komentarz został ukrytyrozwiń
marias295
  • marias295
  • 05.09.2010 19:13

pan Pieczara gospodarzem byl dobrym dla siebie zadbal oto zeby kontrole nic nie wykryly zatrudnil prawnika. A Pan Galimski pracuje do dzis i sie dobrze ma. na cieplej nienaleznej mu posadce/ja pomoge tobie ty mnie/ i karuzela sie kreciDomiechowice podzielil zeby zrobic sobie stolek. Zadbal oswoje dzialki ktore sa polozone w lesie ,anasze wciaz sa nawsi .Aobecni rzadzacy wystawili mu za to pomnik.mam nadzieje ze obecny wojt nie osmieli sie kandydowac wszak tez nic dla Domiechowic nie zrobil mimo ze to duza osada. Czyzby wojt zapomnial ze utrzymuje sie gmina z naszych podatkow

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.