Facebook Google+ Twitter

Wojtek Rotowski: „Czasem zaczyna się od dobrego triku”

Młody aktor, ale także iluzjonista, Wojtek Rotowski w rozmowie z Mariolą Morcinkovą opowiada o swoim życiu, tym jak uczył się czarów, a nawet baletu. Zdradza również swoje najbliższe plany.

Aktor to jedno, a iluzjonista to drugie Twoje wcielenie. Jak to się stało że zajmujesz się tym na co dzień?

-Aktorstwo właściwie było pierwsze. Pamiętam jednak jak oglądałem z rodziną w telewizji pokaz Davida Copperfielda i prowadzony przez niego tasowałem talię. Wybrałem z niej jedną kartę i dalej tasowałem a kiedy później przykładałem kolejno karty do ekranu telewizora, Copperfield wskazał moją kartę. Jakiś czas później dostałem od rodziców książkę ,,triki karciane” i od razu zacząłem czytać. Niestety nie jestem z tych co pochłaniają książki jedna po drugiej i nie doczytałem jej do końca. Moja fascynacja magią przyćmiona została aktorstwem. W wieku 9 lat zacząłem występować na scenie z Teatrem Tintillo. Na początku jedynie w zespole, ale niedługo później dostałem już jedną z głównych ról w spektaklu ,,O dobry dzień” w teatrze Rampa. Grałem w tymże teatrze co raz większe role aż w wieku lat 12 po miesiącach castingów i tysiącach konkurentów zostałem Adasiem Niezgódką w musicalu ,,Akademia Pana Kleksa” w Teatrze Muzycznym Roma. Tam właśnie poznałem Macieja Pola, zwanego polskim Copperfieldem. Przygotowywał on efekt tworzenia Alojzego Bąbla w pracowni Golarza Filipa. I wtedy w magię wpadłem na dobre. Za kulisami Maciek pokazał mi kilka numerów a ja zacząłem spędzać całe noce oglądając w internecie występy różnych iluzjonistów. I już po kilku miesiącach dałem swój pierwszy pokaz Iluzjonistyczny w przedsionku przyczepy kempingowej dla szkółki kitesurfingowej. I w aktorstwie i w iluzji działam aż do teraz.

Gdzie czujesz się lepiej, pewniej? Przed kamerą, czy może przed widownią podczas pokazów?

-To zupełnie co innego. Łatwiej chyba porównać spektakl w teatrze do pokazu iluzji. Przede wszystkim widownia ma zupełnie inne oczekiwania a i artysta ma inne zadanie. Dla mnie praca w iluzji jest o wiele bardziej stresująca. Jeśli grając w spektaklu zapomnę kwestii, to jakoś z tego wybrnę, ogram to, a w iluzji są momenty kiedy jeśli coś pójdzie nie tak to nie będzie już co zbierać. Kocham tę adrenalinę ale przede wszystkim miny widzów po udanym numerze. Ich niedowierzanie i wyraz zaskoczenia jest nagrodą za udany numer. Jednak z aktorstwa nie potrafiłbym zrezygnować. Dzięki temu można doświadczać wielu sytuacji życiowych niemożliwych do przeżycia na co dzień. Mieszkałem w squocie, prowadziłem własną restauracje, walczyłem z piratami nie wspominając już o tym ile razy żeniłem się z księżniczką.

Z którą ze swoich działalności jesteś częściej kojarzony, z tą iluzjonistyczną, czy aktorską?
Młody aktor, ale także iluzjonista, Wojtek Rotowski w rozmowie z Mariolą Morcinkovą opowiada o swoim życiu, tym jak uczył się żąglerki, a nawet baletu. Zdradza również swoje najbliższe plany. / Fot. Fot. Zdjęcie nadesłane
-Pokazuję się na ekranie telewizorów w serialach, które mają naprawdę dużą oglądalność, na spektakle w których gram też przychodzi mnóstwo osób. Moja magiczna działalność, choć poświęcam na nią naprawdę wiele czasu dociera tylko do osób uczestniczących w pokazie. Nie spotkałem się jeszcze żeby ktoś powiedział widząc mnie na ulicy ,,To ten iluzjonista!”, raczej jestem Matim z ,,Do Dzwonka”, ,,Gościem z Na Wspólnej” lub po prostu ,,tym chłopakiem z serialu”. Marzy mi się magiczne show w teatrze, grane regularnie.

Jeżeli chodzi o Twoje pokazy, skąd czerpiesz inspiracje na program i jego realizację?

-Czasem zaczyna się od dobrego triku do którego dobudowuje się całą otoczkę, czasem od utworu muzycznego, który inspiruje mnie do nowej rzeczy, a czasem podpatrzę coś fajnego u wielkich iluzjonistów i wykorzystuję ich pewne pomysły w swoich numerach.

Kiedy wpadłeś na pomysł, aby zająć się działalnością cyrkową, iluzjonistyczną?

-O początkach mojej przygody z samą iluzją już nieco powiedziałem. Jeśli chodzi o cyrk, zaczęło się od szkoły cyrkowej, a szkoła cyrkowa była niezwykle spontanicznym pomysłem. Niedługo po ogłoszeniu wyników matury, kiedy już wszyscy wiedzieli na jakie studia idą, do mnie nadal nie docierało, że to już naprawdę ostatni dzwonek, aby coś zrobić ze swoją edukacją. Przypomniało mi się, że istnieje szkoła cyrkowa i wszedłem na ich stronę, a tam zobaczyłem, że nazajutrz są egzaminy do szkoły. A więc bez większego namysłu wstałem rano, poleciałem na egzaminy, wyszedłem przed ich końcem, bo śpieszyło mi się na próbę do Aladyna w Teatrze Roma, ale wychodząc ze szkoły p. Dyrektor zatrzymał mnie i powiedział, że widzimy się we wrześniu. I faktycznie od września 2012 przez cały rok dzień w dzień spędzałem czas na sali ucząc się żonglerki, ekwilibrystyki, akrobatyki, pantomimy, gimnastyki, tańca współczesnego, a nawet baletu.

Jeżeli chodzi o aktorstwo, to jak rozwijać się będą losy Twojej postaci w „Na Wspólnej“? Czym zaskoczy wiernych fanów?

-Jarek, (postać którą gam) będzie przeżywał wiele miłosnych uniesień i zawodów. Nie raz wpadnie też w tarapaty, ale jest on tego typu człowiekiem, który lubi kiedy dużo się dzieje. Nie mogę zdradzać za wiele, ale życie Bergów powoli zacznie się jakoś układać, choć może nie do końca tak, jakby się spodziewali widzowie.

Czy szykują się u Ciebie jakieś nowe role? Jakie masz plany na czas najbliższy?

-Bardzo chciałbym znaleźć trochę czasu na podróżowanie. Marzy mi się wyprawa na wschód. Jeśli chodzi o plany zawodowe na pewno rozwinę swój program iluzjonistyczny i będę się starał pokazywać go co raz szerszej widowni. Mam też kilka pomysłów a nawet propozycji na mniejsze i większe wyzwania aktorskie, ale nie zapeszam.

Powiedz, czy trudno jest pogodzić tyle działalności i pomysłów?

-Ciężko mi powiedzieć, ponieważ robię to prawie od zawsze i jest to dla mnie chleb powszedni. Robię naprawdę wiele rzeczy i czasem sobie myślę, że może powinienem skupić się tylko na jednej a resztę zostawić, ale niestety nie potrafię. Lubię jak dzieje się dużo i jak mam na głowie tysiąc spraw. Wiadomo, że każdy czasem musi odpocząć a w moim przypadku to „czasem” zdarza się dość rzadko, ale puki co daję radę.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w życiu?

-Trudne pytanie. Wiem co jest dla mnie ważne, nawet bardzo ważne ale najważniejsze? Chyba dziś nie podejmę się odpowiedzi.
Młody aktor, ale także iluzjonista, Wojtek Rotowski w rozmowie z Mariolą Morcinkovą opowiada o swoim życiu, tym jak uczył się żąglerki, a nawet baletu. Zdradza również swoje najbliższe plany. / Fot. Fot. Zdjęcie nadesłane
Kto jest Twoim autorytetem/ wzorem?

-Długo mógłbym wymieniać. Mam specjalistyczne autorytety i każdego cenię i podziwiam pod innym kątem. Nie mam jednej osoby, która w 100% może być moim wzorem.

Powiedz na koniec, jakie są Twoje marzenia?

-Marzy mi się długa i daleka podróż po świecie. Mam nadzieję, że niebawem uda mi się zorganizować czas i fundusze żeby polecieć daleko, daleko

Dziękuję za miłą rozmowę.

(Rozmawiała Mariola Morcinková)

Zapraszamy na stronę internetową Wojtka www.wojtekrotowski.pl

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2016 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.