Facebook Google+ Twitter

Wojtek Ziemilski: "Mała narracja" nie jest moim scenicznym katharsis

- „Mała narracja” to nie jest to „dokument”. Gdy jestem na scenie, nie jestem przede wszystkim wnukiem hr. Dzieduszyckiego. Jestem przede wszystkim artystą, człowiekiem teatru. To nie jest żadna spowiedź. W sztuce interesuje mnie, by pokazać, w jaki sposób moje/nasze małe historie powiązane są ze sprawami uniwersalnymi - mówi w wywiadzie dla Wiadomosci24.pl Wojtek Ziemilski, autor "Małej narracji".

 / Fot. Mat.prasowe Teatru StudioLidia Raś:Kim Pan właściwie jest? Oczywiście oprócz tego, że twórcą spektaklu „Mała narracja” i wnukiem hr. Dzieduszyckiego, uznanego w 2006 roku przez IPN za TW?
Wojtek Ziemilski: No cóż, tworząc ten spektakl miałem świadomość, że ponieważ jest to mój debiut w Polsce, będzie się on wiązał z ogromnym ryzykiem; może się tak zdarzyć, że zaistnieję przede wszystkim jako wnuk, a potem - nie wiadomo. Ludzie skojarzą historię przywołaną w spektaklu, ale o osobie, która go zrobiła nic nie będą wiedzieć. Wcześniej dłuższy czas mieszkałem w Portugalii, po powrocie do Polski pracowałem w TR Warszawa, ale raczej za kulisami, gdzie tworzyłem większy projekt, który ostatecznie nie doszedł do skutku. Prowadziłem więc warsztaty i robiłem jakieś mniejsze rzeczy za granicą. I wtedy pojawiła się propozycja, bym coś zrobił na festiwal we Wrocławiu. Zaproponowałem work-in-progress, czyli taką nieskończoną formę, nie bardzo wiedząc co ostatecznie w jej ramach powstanie. Wiedziałem jednak, że punktem wyjścia będzie historia związana z moim dziadkiem.

To było już po odkryciach IPN?
Tak, nawet już po śmierci mojego dziadka, czyli ponad dwa lata po tym „tsunami”.

Jak to było, gdy to tsunami –jak Pan mówi - wybuchło? Był 2006 rok i …?
Dla mnie to wszystko było bardzo dziwne. Mieszkałem w Portugalii, zajmowałem się teatrem i sztukami wizualnymi, więc odkrycia IPN były dla mnie jakieś odległe i niewiarygodne, a jednocześnie ogromnie osobiste i trudne. Ale to nie o tym chcę mówić. Już wtedy, gdy pisałem sztukę, wiedziałem, że nie jestem zainteresowany spektaklem opowiadającym historię tych wydarzeń z mojego punktu widzenia. Bardziej interesowało mnie pokazanie jak działa mechanizm odkrywania przeszłości, dochodzenia do niej i dochodzenia do prawdy.

„Mała narracja” to, wbrew opiniom niektórych krytyków, nie jest spektakl dokumentalny.
Oczywiście nie jest to „dokument”. Powiedzmy sobie szczerze, gdy jestem na scenie, nie jestem przede wszystkim wnukiem. Jestem przede wszystkim artystą, człowiekiem teatru. Oczywistym dla mnie było od początku, że to nie będzie żadna spowiedź, opowiadanie ckliwych historii przy kawie. W sztuce interesuje mnie coś innego: opowiedzieć w jaki sposób moje/nasze małe historie powiązane są ze sprawami uniwersalnymi.

Czy ostatecznie spektakl dał efekt jakiego Pan się spodziewał?
Trudno powiedzieć, że ja czegokolwiek oczekiwałem. Jeśli już, to tego, że będę potrafił przekazać widzowi pewien stan umysłu, taką fundamentalną niepewność, którą trzeba cały czas wykorzystywać do budowania czegoś nowego. Nasza pamięć, nasze wspomnienia powiązane z innymi, budują jakąś całość, ale ta budowla jest tymczasowa, potrzebna nam na tę chwilę.

Pana rodzina nakłaniała Pana, by o tym zdarzeniu opowiedzieć też artystycznie?
Cała moja rodzina jest związana z kulturą. Mój brat, który jest reżyserem filmowym zrobił 10-minutowy film o moim dziadku, szczerze mówiąc – potwornie smutny. Mimo to, pozostało poczucie niedosytu. Wie pani, żadna reakcja w sytuacji katastrofy nie jest wystarczająca. Mieliśmy takie poczucie, że coś trzeba robić, nie można tego zdarzenia schować,
zamknąć i wstydzić się. Po pierwsze dlatego, że to jest nasza historia, naszej rodziny i wpływa na nas, deprymuje, niszczy… Ale też dlatego, że nie jest naszą historią, bo wydarzyła się jednak komuś innemu. Mój dziadek to nie ja.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (6):

Sortuj komentarze:

Byłem na spektaklu , jestem pod wrażeniem osobowości Pana Wojtka Ziemilskiego. Wywiad bardzo interesujący - gratuluję

Komentarz został ukrytyrozwiń

Gratuluję wywiadu, aż się palę aby "Małą narrację" zobaczyć. W okresie ujawnienia przez IPN materiałów przez Wrocław przeszła medialna burza związana z oskarżeniem. Nie wiem jaka jest prawda. Wiem, że noszący hr. Dzieduszyckiego na rękach, sadzający w pierwszych rzędach i kłaniający się w pas, naglę zapadli się pod ziemię. Atak mediów sparaliżował wszystkich.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Znakomity wywiad. Gratuluję p. Lidii. Porażające są słowa p. Wojtka Ziemilskiego:
"byłem też rozczarowany „wielką narracją” czyli sposobem w jaki mi przekazano to odkrycie IPN, sposobem potraktowania tej informacji przez media. Wszystko było nagle pisane wielką literą i waliło jak młotem z jakimś wręcz prymitywnym zacietrzewieniem, jakby historycy z IPN i dziennikarze mieli klapki na oczach i parli do przodu, bo taka jest prawda. Oczywiście ich prawda.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Adamie, no właśnie! A przecież tak być nie powinno! Nie ma monopolu na prawdę, jak się niektórym zdaje.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Wywiad niezwykle ciekawy i doskonale przeprowadzony. Nasuwa sie tylko jeda reflecja: co jest prawdą? I to, że każdy zna swoją prawdę, w która wierzy!

Komentarz został ukrytyrozwiń

Beato, to jedna z najciekawszych rozmów jaką miałam okazję prowadzić. A za ciekawy komentarz dziękuję.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.