Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

184996 miejsce

Wokół mitów szkolnych

Trwa dyskusja o przyczynach złych wyników matur. Najmniej aktywną grupą w tej wymianie poglądów są nauczyciele, zmęczeni już przedstawianiem kolejnych argumentów, których i tak nikt nie bierze pod uwagę. Może warto ich jednak posłuchać.

Na pytanie, dlaczego 1/5 maturzystów nie zdała egzaminu, nie ma jednej odpowiedzi; to raczej zbiór przyczyn, poczynając od problemu "pokolenia obrazkowego", po ułomny system oświaty. Warto przypominać, że maturę zdało 89,6 % uczniów liceów ogólnokształcących, a to oni głównie zasilają uczelnie wyższe. Mówienie o egalitaryzmie w oświacie jest zabiegiem populistycznym, jeśli wykracza poza kwestie socjalne. Dostęp do wiedy dla każdego ucznia jest niezbędny, ale oczekiwanie, że wszyscy muszą zdawać (i zdać) maturę jest mocno idealistyczne.

Mit trudnej matury

Tzw. "stara matura" była już wyeksploatowana w swej formie, ale w jej miejsce pojawił się twór od początku budzący sporo zastrzeżeń nauczycieli i środowisk akademickich. Zwracano uwagę na zbanalizowanie treści egzaminu z języka polskiego( do jego oceny czuję się upoważniona jako polonistka i egzaminator maturalny), który stawał się od tej pory także przepustką do szkoły wyższej.

Dla większości uczniów zdobycie 30% punktów nie powinno być problemem. Dowodzą tego wyniki matur: 96,8% uczniów liceów ogólnokształcących zdało pisemny egzamin z j.polskiego. W liceum, w którym pracuję, 100%, a nie uczyliśmy jedynie wybitnych humanistów! Matura pisemna trudniejsza jest dla uczniów zdolnych (!), gdyż ci wychodzą poza narzucony klucz, opracowany z myślą o uczniach przeciętnych. Zastanawiające, że nikt nie wstawia się za erudytami, którzy swobodnie poruszają się po literaturze, historii, sztuce, filozofii, ale moga za to otrzymać jedynie 4 punkty.

Egzamin ustny zastąpiono prezentacją, którą uczeń przygotowuje od września do kwietnia, konsultując pracę u nauczyciela. Takiego egzaminu można nie zdać chyba jedynie na własne życzenie.

W technikach i liceach profilowanych zdawalność wyniosła ok.85%, co jest wynikiem zadawalającym, zważywszy, że zwłaszcza w tych ostatnich, nacisk stawia się głównie na naukę zawodu. Pod znakiem zapytania stoi natomiast zasadność istnienia tzw. liceów uzupełniających. To w nich przerażająco dużo osób nie zdało egzaminu (35,6%).

Mit nieprzygotowanych nauczucieli

W powszechnym myśleniu pokutuje wizerunek nauczyciela/nauczycielki rodem z XIX-wiecznej prozy: biedactwo, które ima się tego zajęcia, bo nie znalazło innej pracy. Pora odejść już od tego stereotypu!

Współczesny nauczyciel musi mieć wykształcenie wyższe ( gdybyż wszystkie zawody mogły się tym poszczycić), nierzadko doktorat; ma często ukończony więcej niż jeden kierunek studiów (to wiedza z autopsji), stale podnosi kwalifikacje i pracuje w szkole nie dlatego, że musi, ale dlatego, że chce, bo lubi to, co robi i lubi młodzież. Być może to taki wymierający gatunek "pozytywnego szaleńca", dla którego nie liczą się tylko pieniądze. Z powyższych powodów krzywdzącym jest dla nas przekazywana przez media opinia o "leniwych nauczycielach" i "wrednej szkole". Nie lekceważymy swoich obowiązków i rzetelnie staramy się przygotować do matury.

Na ostrą krytykę nie zasługują też chyba nauczyciele techników i liceów profilowanych, bo "tak krawiec kraje, jak materii staje". Nie jestem idealistką, nie czuję się na siłach bronić każdego nauczyciela, bo także wśród nas są lepsi i gorsi, ale generalizowanie i burzenie autorytetów niczego dobrego nie przynosi.

Mit cudotwórczego systemu nauczania

To, co obecnie trzeba naprawić, nie mieści się tylko w obszarze szkolnictwa ponadgimnazjalnego. Źródeł tegorocznego niepowodzenia warto poszukać już w szkole podstawowej, w której reformatorzy zafundowali dzieciom egzamin na koniec edukacji, ale w żadnym stopniu nie przesądza on o ukończeniu szkoły. To taka "sztuka dla sztuki" i pierwsza lekcja, że tylko z założenia egzamin jest narzędziem weryfikującym.

Gimnazjum, które miało wyrównywać różnice w edukacji, stało się raczej "szkołą przetrwania"; dzieci w wieku rozwojowym, mające często problemy emocjonalne, wprowadza się do nowego środowiska, w którym muszą zaznaczyć swoją pozycję. I czynią to, często bardzo agresywnie. Problemy wychowawcze w gimnazjach zdarzają się zastraszajaco często.

Skrócenie nauki w liceum, przy pozostawieniu niemal niezmienionej podstawy programowej jest pozbawione sensu. Część lektur szkolnych nie wyszła zwycięsko z próby czasu, ale nie słychać, by planowano modyfikację kanonu (mimo, że poloniści na to czekają). Edukacja to nie tylko przyswajanie wiedzy w klasie, ale też kształcenie filmowe, teatralne, budowanie więzi międzyludzkich itp., tylko czy przy ciągłym pośpiechu jest na to czas w nowej szkole?

Może w tych kierunkach powinny pójść zmiany, bo te, które obserujemy ostatnio, deprecjonują znaczenie polskiej oświaty.


Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (8):

Sortuj komentarze:

Ida
  • Ida
  • 20.07.2006 00:18

Z całym szacunkiem, pozwolisz, że pozostanę przy swojej opinii.

Komentarz został ukrytyrozwiń

A jeszcze miałam dodać, że pozostawianie ucznia w tej samej klasie nie ma większego sensu. Uczeń, który ma kłopoty w nauce musi mieć wsparcie - dodatkowe zajęcia, w innych warunkach, o czym pisałam w komentarzu do mojego artykułu: Polski język obcy. Nie wiem, czy czytałaś?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Xsenia_k - dziękuję, to sedno sprawy. Ida, przykro mi, ale nie mogę się zgodzić. Powiem tak: Czy chciałabyś, aby Twoje dziecko chodziło w szóstej klasie razem z... np. 5 drugorocznymi, którzy nie zdobyli wymaganej liczby punktów? Czy umiałabyś/ chciałabyś uczyć w takiej klasie? No jeśli na wszystkie pytania odpowiedź jest twierdząca, to dalej: Czy jest Twoim zdaniem nadzieja na to, że uczniowie ci w następnym roku uzyskają odpowiednią liczbę punktów? Znam ucznia, który dwukrotnie pisał egzamin, bo powtarzał klasę. I co? Za pierwszym razem dostał więcej punktów, bo, jak twierdził, ten wcześniejszy egzamin był łatwiejszy!! I domagał się później, aby w gimnazjum przyjęto pierwsze zaświadczenie (wynik)! Drugoroczność ma sens jedynie w klasach I-III, a na to powinni zgodzić się rodzice (więc najczęściej jej nie ma). I kółko się zamyka.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To fakt - tekst nie jest o podstawówce ale reformę edukacji należałoby zacząć właśnie od niej.

Komentarz został ukrytyrozwiń
życzliwy
  • życzliwy
  • 19.07.2006 20:20

A gdyby tak trochę komentarzy odnośnie całego tekstu, a nie tylko jednego zdania? Wydaje mi się, że ten tekst nie jest o podstawówce. Dziękuję i pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń
Ida
  • Ida
  • 19.07.2006 18:48

Jolu, myślę,że zasadniczo się zgadzamy. Mnie też żal dzieci, które przeżywają w związku z egzaminem ogromny stres; mam tylko wątpliwości, czy jest działaniem na korzyść dziecka, promowanie go nawet wtedy, gdy egzamin udowodnił, że ma ono nikłą wiedzę i brak mu podstawowych umiejętności(czytania i pisania). Takie dzieci bardzo często trafiają do gimnazjum i ...repetują już w pierwszej klasie. Nie wiem, czy tak jest lepiej. Może przydałby się jakiś pułap punktów konieczny do zakończenia edukacji w szkole podstawowej? Polski język obcy- znam, znam, także w liceum! Pozdrawiam.

Komentarz został ukrytyrozwiń

winą za słabe wyniki matur nie należy obwiniać nauczycieli. Przecież robili co mogli aby jak najlepiej przygotować swoich podopiecznych do tego egzaminu... Znam dziewczynę, która będąc trzecią uczennicą w swojej klasie i jedna z najlepszych w szkole, nie zdała matury z biologii. Zabrakło jej 1 % do osiągnięcia wymaganego progu. Czy w tym przypadku za niepowodzenie na maturze winę ponosi nauczyciel lub kuratorium...? Raczej zawiniła sama uczennica, która nie zdołała opanować stresu i presji.
Zgadzam się natomiast z polonistami, że weryfikacji powinny ulec podstawy programowe z języka polskiego. Przerobienie kilkunastu dość obszernych dzieł w niecałe 2,5 roku(należy uwzględnić jeszcze, że kilka lub kilkanaście godzin lekcyjnych przepadnie) graniczy z cudem...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dużo mądrych słów. Szczególnie dziękuję za fragment o nauczycielach. :-)

Jako wychowawca, egzaminator i PZSE w jednej osobie ;-) nie mogę, niestety, zgodzić się z opinią, że sprawdzian po szkole podstawowej: „To taka "sztuka dla sztuki" i pierwsza lekcja, że tylko z założenia egzamin jest narzędziem weryfikującym”.
Odkąd go wprowadzono, niezmiennie obserwuję duże przejęcie dzieci, bardzo poważny stosunek większości do jednego z pierwszych w życiu ważnych wydarzeń, które poprzedzają baaardzo długie przygotowania (może nawet zbyt długie). O wykorzystaniu wyników tegoż egzaminu mogą powiedzieć nauczyciele gimnazjum, ja znam to tylko z relacji, ale i one potwierdzają, że to nie „sztuka dla sztuki”.
Większy problem szkoły podstawowej jest tu: Polski język obcy

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.