Facebook Google+ Twitter

Wołanie na puszczy?

Nie ma ludzi niewierzących. Każdy w coś wierzy. Dotyczy to zarówno wyznawców jakiejkolwiek religii, jak i bezwyznaniowców. Dlatego też dzielenie ludzi na wierzących i niewierzących nie zawiera żadnego sensu.

Myli się także, przez utożsamianie, dwa różne pojęcia – wiarę i wyznanie. Wyznawanie jakiejkolwiek ideologii, w tym i religijnej, powinno być podparte wiarą. Wiarą w prawdziwość i sens wyznania. Wiara jest więc pojęciem szerszym w stosunku do wyznania.

Z uwagi na to, jeśli już musimy jakoś się dzielić, należałoby używać pojęć wyznawca i bezwyznaniowiec. Lub też nazywać rzeczy po imieniu: chrześcijanin, muzułmanin, ateista, bezwyznaniowiec itp. To ostatnie określenie dotyczy osób, które nie utożsamiają się z żadną ideologią z dziedziny wyznaniowej. Używanie jednak wobec nich stwierdzenia – niewierzący, może być przez nich odbierane jako stawianie w niższej kategorii ludzkiej w stosunku do wyznawców. Nie jest to w żaden sposób uzasadnione.

Problem dotyczy także używania symboliki ideologicznej. Wszelkie symbole służą wyeksponowaniu tychże ideologicznych różnic między nami. Nie wiem czy jest to konieczne, ale społeczności związane określonym sposobem widzenia rzeczywistości pragną się spośród pozostałych wyodrębnić poprzez używanie swoich symboli. Nie ma niczego złego w używaniu ich dla własnych potrzeb. Np. w celu wyeksponowania swojego przywiązania do jakiejś ideologii.

Gorzej jednak jeśli symbole są narzucane innym poprzez ich nagminne eksponowanie w miejscach użyteczności publicznej. Szczególnie we wszelkiego rodzaju urzędach państwowych, sądach, itp. Pracują w nich przecież i odwiedzają te instytucje obywatele nie utożsamiający się np. z ideologią, której symbolem jest krzyż.

Sam wizerunek krzyża nie jest drażniącym oko. Jednak obywatel kraju neutralnego światopoglądowo może poczuć się nieswojo w jakby swoim urzędzie. Urząd bowiem jest stygmatyzowany i może pozytywnie rozstrzyga tylko sprawy petentów z pod tego symbolu?!
Być może jest to nieuzasadniona obawa, ale przecież nie niemożliwa.

Tego rodzaju oznaczenia instytucji państwowych nie podnoszą dla nich zaufania. Po co więc je się stosuje? Nie wystarcza piękne godło? Może służą pokazaniu wszystkim inaczej wierzącym ich miejsca w obywatelskim szyku? Jeśli tak, jest to niewątpliwa dyskryminacja tych obywateli.

Poczucie ich wyalienowania z obywatelskiej społeczności może także wzbudzać wszelka celebra z „niezbędną” obecnością duchowych przewodników przede wszystkim jednego wyznania. Przedstawiciele hierarchii innych wyznań bywają zapraszani w celu stworzenia wrażenia poczucia pewnej równowagi. Jednak w państwie neutralnym światopoglądowo nie powinno to mieć miejsca.

Wszelkie świeckie uroczystości powinny być celebrowane z udziałem wszystkich obywateli, jednak bez szczególnego eksponowania przewodników wyznań. W celu uzasadnienia ich eksponowanej obecności używa się często argumentu, że Polacy to przecież w większości katolicy. Nie powinno się jednak takich stwierdzeń stosować w oparciu o statystyczne wyliczenia, a raczej uwzględniać sposób widzenia rzeczywistości przez obywateli.

Z faktu, że większość Polaków jest ochrzczona nie wynika, że ta sama ilość czuje przywiązanie do wyznania, w które zostali wprowadzeni. Poza tym dlaczego
nie uwzględnia się uczuć i odczuć tej mniejszości inaczej wierzącej?
Państwo obywatelskie powinno dbać o dobre samopoczucie wszystkich obywateli jednakowo. Bez uprzywilejowania jakiejkolwiek społeczności wyznaniowej, czy próbującej wyodrębnić w inny sposób.

Przez nadmierne eksponowanie symboli i duchowych przewodników wyznań społeczeństwo tylko się dzieli. A powinno się jednoczyć.

Statystyczny katolik. Mirosław Krasowski

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (2):

Sortuj komentarze:

werol
  • werol
  • 04.03.2011 10:13

Kościół strzelił sobie,co prawda jeszcze nie w łeb,ale blisko tego "organu rozumu".Zaczęli wsłuchiwać się w "głos ludu".Na parafiach porobili jakieś grupy,wspólnoty,stowarzyszenia i diabli wiedza co jeszcze.Doszło do tego,że niedouczeni "studenci"Pisma Świętego egzorcyzmują księży i w d....mają autorytet urzędu biskupa,kardynała,papieżą i doktrynalną zasadę zwierzchności kościelnej.Ta watykańska polityka wsłuchiwania się w oddolny głos katolików doprowadziła,nie do reorganizacji działalności Kościoła w nowoczesny model wspólnoty,ale do stworzenia zwyczajnego,pospolitego sekciarstwa;co plebania-to inna śpiewka.To nie księża mówią jak ludzie mają postępować ,ale to ludzie wymuszają na księżach co mają robić, i co mówić.jednym słowem:Katolicyzm pełną gębą

Komentarz został ukrytyrozwiń

5* Jasno i ligicznie. Statystyczny katolik staje sie nim nie z własnej woli - jest stygmatyzowany zanim osiagnie zdolnośc decyzyjną.
Dlatego "statystyczny" katolik tworzy tą podkreslana wiekszość, chociaż wyznawanie religii katolickiej demonstruje i praktykuje obrzędowo najwyzej połowa.
Stygmatyzowania przestrzeni państwowej krzyżem dokonują katoliccy nadgorliwcy.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.