Facebook Google+ Twitter

Wołanie o pomoc, czyli jak pisać dla serwisu dziennikarskiego

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2008-02-10 15:12
  • Creative Commons

Metafora czy konkrety? Poezja czy prostota wypowiedzi? Utrudnienie odbioru czy publikowanie dla ogółu? Co to znaczy być dobrym dziennikarzem? Temat - rzeka; w krótkim, internetowym artykule, nie sposób wziąć pod uwagę wszystkiego. Ograniczmy się do formy wypowiedzi.

Jak pisać? / Fot. Adam Jacek PisulaJak zacząć opowieść? Konieczni są bohaterowie, miejsce i czas akcji. Nadajmy naszym bohaterom neutralne imiona Jan i Jerzy, uczyńmy ich studentami ostatniego roku dziennikarstwa i wyślijmy na Mazury, na wakacje, z których mają zdać dziennikarską relację swojemu przyszłemu, potencjalnemu pracodawcy. Obaj złożyli podania o pracę do, powiedzmy, "Codziennika", obaj napisali wiele mówiące CV... Obaj potrafią pisać. A jednak: miejsce jest jedno, kandydatów dwóch. Kto zwycieży?

Relacja Jana

Pociąg. Przedziały pełne pasażerów i ich wyziewów. Duszę się, mój oddech staje się krótki i chce mi się krzyczeć. Podchodzę do okna i pragnę je otworzyć. Brak mi siły, jestem słaby, nie potrafię... Nie jestem godny, by rozewrzeć wrota dla widocznej za oknem nocy. Dlaczego nie? Cóż zrobiłem światu? Czuję krople rozpalonej oliwy spadające mi na rozgrzana głowę. Przeżerają tkanki, nie mając szans na ochłodzenie. Jerzy delikatnie dotyka mojego ramienia, mówiąc coś. To prawdziwy przyjaciel, ale nie może mi pomóc. Gdzieś mnie ciągnie, bierze mój plecak... i nagle oddycham świeżym powietrzem. Dojechaliśmy! Do miejsca, w którym rozbijemy nasz namiot, niedaleko. Ciemną drogę rozświetla nam boskie światło gwiazd i pełna twarz księżyca, którego urągliwy uśmiech zdaje się mówić: - Idźcie, idźcie, zobaczymy się na końcu waszej drogi...

Dotarliśmy na miejsce i oddajemy się wznoszeniu naszego tymczasowego domostwa. Młotek w mojej dłoni przenosi wrogie wibracje rozdzieranej jego ciosami ziemi. Czy powinniśmy? Nasza siedziba stoi, jednak jej płócienne ściany chwieją się, poruszane podmuchami nieprzyjaznego wiatru. Prostuję zmęczone plecy i widzę, leżące u moich stóp gwiazdy, niedaleko, na wyciągnięcie ręki. Biegnę w ich kierunku, zrywając z siebie palące i wilgotne odzienie i zanurzam się w chłodnej, odbijającej światła firmamentu, tafli jeziora.

Relacja Jerzego

Nasz przedział jest pełny, to okres urlopowy. Jest trochę duszno. Jan próbuje otworzyć okno, które się zacina. Cóż, widocznie PKP przewiduje świeże powietrze tylko dla pasażerów I klasy. Jan sprawia wrażenie chorego, jest blady. Na szczęście niedługo wysiadamy.
Szarpię go za ramię i mowię: - Janek, dojechaliśmy! Biorę obydwa plecaki i wychodzimy z pociągu. To odludzie, wszędzie ciemno, ale do pola namiotowego niedaleko. Niebo jest bezchmurne i księżyc w pełni. Oświetla nam drogę. Jesteśmy na miejscu i rozbijamy namiot. Śledzie źle wchodzą w kamienistą ziemię, ale radzimy sobie. Silny wiatr trochę chwieje namiotem. Ech, będzie stał. A teraz relaks: ściągam przepoconą koszulkę i wskakuję do wody.

Ostatnią postacią naszej opowieści jest redaktor naczelny "Codziennika". Ma duży problem: którego z naszej dwójki przyjąć do pracy? Namówiony przez autora, zwraca sie z prośbą o pomoc do czytelników Wiadomości24.pl.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (60):

Sortuj komentarze:

Tak bardzo potrzebna jest ta dyskusja . Inaczej piszemy poezję a co innego tworzymy w obytej i sprawdzonej etykiecie dziennikarza . Raczej piszemy a nie rysujemy po kartce .

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • A B
  • 14.05.2008 21:08

+

Komentarz został ukrytyrozwiń

Pewnie, że Jerzy :D jeżeli redakcja będzie płaciła od wierszówki to wybór jest prosty.
:D

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.03.2008 11:57

Ten artykuł nic nie wnosi

Komentarz został ukrytyrozwiń

(+) - lepiej późno niż wcale :)))

Komentarz został ukrytyrozwiń

No, a jak myślisz. Czy jest jeszcze dla nich miejsce w Małogoszczy?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Czyli rower, Mazury i te sprawy...

Komentarz został ukrytyrozwiń

Z tajników interpunkcji:
Jan i Jerzy kochają pedały.
Jan i Jerzy kochają, pedały.

Komentarz został ukrytyrozwiń

„Dwa do Małogoszczy proszę”, konkretnie i na temat rzucił Jerzy, wyjmując jednocześnie drobne. Kasjerka podała mu dwa kartoniki, Jerzy upewnił się czy rzeczywiście są to bilety do Małogoszczy, gdyż nie od dziś wiedział, że na swego towarzysza nie ma co liczyć. Chowając do kieszeni pięć groszy wydane przez kasjerkę, odwrócił się i z niesmakiem spojrzał na Jana. Ten łkał cicho, pogrążony w lekturze, zraszając łzami olbrzymi bukiet kwiatów polnych, zebranych na błoniach z myślą o red. nacz. Adamie Pisuli. "Historia szaleństwa w dobie klasycyzmu", M. Focault, wzdrygnął się Jerzy, a widząc suche źdźbła kosodrzewiny w złocistych dredach Jana, zrozumiał, że ich związek nie ma przyszłości. I nie chodziło tu bynajmniej o dredy, niezapominajki czy skowronka, który właśnie zaczął składać jaja w uwitym na głowie Jana gnieździe. Nie, tego Jerzy był absolutnie pewien.

Chodziło o Pocałunki Śmierci składane przez Jana na drżącym ciele Jerzego, co wybitnie utrudniało temu ostatniemu regularną zmianę przepoconej garderoby.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Nocny Marku - na wszelki wypadek wkładam kask ochronny na głowę i spuszczam przyłbicę.
Zaszczyciłeś mnie "pocałunkiem śmierci" tutaj, a w dyskusji zapoczatkowanej w - po raz drugi. link

:)))))

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.