Facebook Google+ Twitter

Woli szkołę na łódzkich Bałutach niż Irlandię

  • Źródło: Dziennik Łódzki
  • Data dodania: 2008-01-10 09:45

Dominik Ratajczyk ma przed sobą spore wyzwanie. Chłopiec w ciągu kilku dni chce zaliczyć materiał pierwszego semestru piątej klasy. Na co dzień uczy się w irlandzkiej podstawówce, ale postanowił nie odpuszczać edukacji w Polsce. Uważa, że pedagodzy z łódzkich Bałut mają ambitniejsze programy nauczania niż wychowawcy z Zielonej Wyspy.

Przekonała go do tego Elżbieta Dyl, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 58 w Łodzi. - Posłuchaliśmy rad dyrekcji, bo nie wiadomo, jak potoczą się losy Dominika w przyszłości - mówi Agnieszka Bagnowska, mama chłopca. W Irlandii pracuje od sierpnia. We wrześniu Dominik po raz pierwszy poszedł do szkoły w 10-tysięcznym miasteczku Enniscorthly.

- Od Bożego Narodzenia do 7 stycznia trwa tam świąteczna przerwa - mówi Dominik. Postanowił ją wykorzystać jako ostatni etap przygotowań do egzaminów klasyfikacyjnych w Łodzi. W rodzinnym mieście zdaje pięć egzaminów - z historii, polskiego, matematyki, przyrody i angielskiego. Na czym polega taki sprawdzian tłumaczy Donata Michałus, historyczka.

- Najpierw chłopiec rozwiąże test z większości zagadnień omawianych w piątej klasie, na koniec czekają go trzy pytania, na które odpowie ustnie - tłumaczy nauczycielka. Ale Dominik nie boi się historii, bo to jego ulubiony przedmiot. Z angielskim też nie powinno być kłopotu.

- Przed wyjazdem do Irlandii, Dominik języka uczył się tylko w bałuckiej podstawówce. Żadnych prywatnych kursów - mówi mama chłopca. I to wystarczyło, choć Dominik nie ukrywa, że na początku było ciężko.

- Ale ten początek to 3, 4 pierwsze dni. Wtedy nie rozumiałem większości zwrotów. Jednak gdy osłuchałem się z akcentem nowych kolegów i nauczycieli, zdania same zaczęły wypływać z mojej głowy - cieszy się Dominik. Lingwistą wciąż nie jest, więc nie rozstaje się ze słownikiem, w którym w razie potrzeby wychowawca wskazuje trudne słowo.
- Poza tym w Irlandii jest jeden nauczyciel od wszystkich przedmiotów, oswoiłem się więc z jego sposobem mówienia - dodaje Dominik.

Czemu nie rezygnuje z edukacji na Bałutach? - Mój syn irlandzką podstawówkę nazywa językowym przedszkolem. Świetnie nauczy się tam angielskiego, ale z przedmiotami ścisłymi jest gorzej. Matematyki uczymy się więc sami, po lekcjach - nie ukrywa Agnieszka Bagnowska.

- W Polsce w piątej klasie przerabiamy ułamki czy równania z jedną niewiadomą. W Irlandii na tym samym poziomie dzieci uczą się dodawać i odejmować - śmieje się Dominik. Chłopak postanowił więc nie rozprężać się irlandzkim "przedszkolem" i to jest prawdziwy powód przywiązania do szkoły na Bałutach.

Wierzy, że egzaminy w Polsce nie pozwolą mu się rozleniwić. Tego nie może zrobić, bo w Irlandii po podstawówce można trafić do dwóch typów gimnazjów. Pierwsze z nich uczy zawodu, po drugim typie szkół można iść na studia. A Dominik myśli o indeksie.

Nowi koledzy przyjęli go ciepło, a dyrektor powitał słowami "Witamy młodego Irlandczyka". Może dlatego, że łodzianin jest rudy... Do tej samej szkoły chodzą dwie córki innych Polaków, ale Dominik woli kopać piłkę z irlandzkimi rudzielcami. Siostra chłopaka też uczy się w Enniscorthly, a na egzaminy klasyfikacyjne zajrzała do Gimnazjum nr 9.

- Ale moja Klaudia twierdzi, że po "osiemnastce" wróci do Polski - mówi Bagnowska.
(Maciej Kałach)

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (0):

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.