Facebook Google+ Twitter

Wołkow i zalewka - podróż sentymentalna

Pozornie prozaiczne czynności z biegiem czasu stają się kultowe i cenne kulturowo, dokumentujmy teraźniejszość ku mądrości i uciesze przyszłych pokoleń.

Pomimo złorzeczeń dewotek domek stoi. / Fot. Jerzy DołęgaKiedy miałem 11 lat wpadła mi w ręce pewna książka. Jak wiele innych książek w domu, była szkolną nagrodą za dobre wyniki w nauce. Ta konkretnie była nagrodą mojego starszego brata. Byliśmy dobrymi uczniami, choć z prostej, rolniczej rodziny. Rodzice nie mieli możliwości zdobycia wykształcenia. Ojciec zakończył naukę 1 września 1939 roku z czterema klasami podstawówki, mama miała niewiele lepiej tuż po wojnie, kiedy czerwony komornik zabierał z obórki ostatnią krowinę.

Wracając do książki. Był to album z fotografiami Wiktora Wołkowa. Na fotografiach słomiane strzechy, bocianie gniazda, stogi siana, konie pojone w rzece i inne tego typu wioskowe widoki. Nie przywiązywałem wówczas wagi do tych fotek, co więcej, czułem pewnego rodzaju zawstydzenie, że ktoś pokazuje publicznie zabiedzoną podlaską wieś. Tamte wakacje były ostatnim sezonem gierkowskiej prosperity i takie wsiowe fotograficzne landszafty wydawały się nie na miejscu, jakby na siłę pokazywały świat, od którego wszyscy chcą się uwolnić i wejść w nowy, lepszy, taki bardziej miastowy. Rok później weszliśmy już w inny, choć niekoniecznie lepszy świat. Zaczęły się strajki, puste półki i cały rozgardiasz dekady lat osiemdziesiątych. Zaczęło się również myślenie, nastąpił koniec słodkiej bezmyślności.

Kilka lat temu wyprowadzałem się z rodzinnego domu i postanowiłem rozdać rodzeństwu ich książkowe nagrody szkolne z dedykacjami grona pedagogicznego, żeby mieli czym poszpanować przed
swymi dziećmi. Wówczas jeszcze raz przejrzałem album z fotografiami Wiktora Wołkowa. Tym razem
moje postrzeganie tych fotografii było zupełnie inne. Zrozumiałem, że artystycznie dokumentują świat, którego już nie ma, sielankowy świat mojego dzieciństwa. Poczułem nostalgię i rozmarzenie.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (10):

Sortuj komentarze:

Tradycję trzeba kultywować i podlewać :) Plus

Komentarz został ukrytyrozwiń

Przyjemny tekst.


(+)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Naprawdę dobry tekst. Rozłożyło mnie zdanie: "Oczywiście, wytrawni budowlańcy nie mogli już wyjść o własnych siłach. " :D Gratuluję lekkości pióra. :) +

Komentarz został ukrytyrozwiń

Niestety mam przykrą wiadomość, dziś spłonęła Karczma Bartla. Szkoda, sympatyczne miejsce.

Komentarz został ukrytyrozwiń
  • Autor usunął profil
  • 01.03.2009 21:13

Wołkow to klasa.

Komentarz został ukrytyrozwiń

żeby tylko trolle, nad Biebrzą w bagnach to całymi stadami biegają strzygi, upiory, bagnoszczepy i rozmaite dziwadła...:):)

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Zalewka" i inne obyczaje budowlańców - warte opisania. Ale kto teraz buduje dom tak tradycyjnie? :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

A trolle też na tym Podlasiu, czyś jedyna?

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus, za ciekawostki obyczajowe :)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Plus oczywiście. Za przybliżenie zwyczajów podlaskich:) Fajny tekst.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.