Facebook Google+ Twitter

Wolnoć Tomku w swoim domku...

Mieszkanie, tak jak kiedyś, stało się dobrem luksusowym, czyli pożądanym. Idąc dalej tym tokiem rozumowania: rozdawnictwo, a w zasadzie obietnica rozdawnictwa tanich mieszkań stała się atrakcyjną ofertą wyborczą różnej maści populistów.

fot. Łukasz ZaranekDawno, dawno temu funkcjonowała w naszym kraju instytucja kamienicznika. Każdy, kto miał pieniądze i chciał je trwale zainwestować, budował kamienicę. Wynajmował następnie mieszkania w owej kamienicy, pobierał od lokatorów „komorne” i dostatnio żył. Kamienica tytułem spadku przechodziła na potomków kamienicznika, zapewniając również im dostatek. Na kamieniczniku, oprócz przywilejów ciążyły też obowiązki. Należało przeprowadzać remonty, dbać o czystość budynku, o spokój, bezpieczeństwo i zadowolenie lokatorów…

Władze państwowe – ku obopólnemu zadowoleniu - nie ingerowały w „politykę mieszkaniową”, dzięki czemu system działał sprawnie przez długie wieki. Stan taki trwał do zakończenia II wojny światowej. Skończył się wraz z zanikiem beczek z kawiorem. I komu to przeszkadzało?

Mieszkania dla każdego...

Po 1945 roku zaprowadzono nowe, robotniczo – chłopskie porządki. Władza uznała, że pora wprowadzić ogólnokrajową „politykę mieszkaniową”. No i zaczęło się! „Kamienicznikom” odebrano ich prawowitą własność, a mieszkania zasiedlili ludzie, którzy chcieli mieszkać za darmo, albo też za czynsz którego wysokość ustalą... sami! Wysokość czynszu za prawo zamieszkania, władza ludowa ustaliła w taki sposób, że lokator płacił jakąś symboliczną kwotę, jeśli, rzecz jasna, miał na to ochotę. Pomysł wydawał się rozsądny, bo też władza ludowa (!) płaciła obywatelom równie symboliczne kwoty za pracę, o ile – rzecz jasna – uznała, że płacić chce!

Na efekty takiego gospodarowania „zasobami mieszkaniowymi” nie trzeba było długo czekać. W ciągu kilkunastu lat budynki, uległy całkowitej dewastacji. Lokatorzy zamienili klatki schodowe w szalety, pijalnie tanich win owocowych i lupanary. Nie remontowano ani mieszkań, ani budynków. W momencie kiedy sufity zaczynały się mieszkańcom walić na głowę, lokatorów przekwaterowywano do nowych mieszkań. A było do czego, bo „bój” o nowe mieszkania trwał nieustanny.

... czyli dla nikogo

Budowano przedziwne mieszkania. Ze ślepymi kuchniami, bez kuchni, bez balkonu, ale za to z drzwiami balkonowymi i barierką. Zadziwiał metraż mieszkań – luksusowe M-4 o powierzchni 38 metrów! W latach 70-tych zastosowano nową technologię – wielką płytę. Mieszkań z owej płyty nie dawało się ogrzać, kąt prosty między ścianami a podłogą trafiał się z rzadka; zaś sama płyta okazała się być rakotwórcza.

Na dodatek wszystkiego „władza ludowa” kazała czekać na mieszkania po kilkadziesiąt lat, i bardzo się cieszyć w momencie otrzymania przydziału.

Nadszedł rok wielkich zmian – 1989. Wszystko się zmieniło, ale o 360 stopni. Kamienicznicy (w małej części) odzyskali swoje kamienice. Nikt jednak nie zająknął się nawet o jakiejkolwiek rekompensacie za straty poniesione w ciągu 45 lat działania szaleńczej polityki mieszkaniowej. Politycy nowego chowu ustalili prawa, które – w zasadzie – nie pozwalają wykwaterować lokatora niepłacącego czynszu. I słusznie, ponieważ zarobki przeważającej większości Polaków nie pozwalają na płacenie wysokich czynszów. Ba! jakichkolwiek czynszów.

Mieszkanie – tak jak kiedyś – stało się dobrem luksusowym. A skoro tak – dobrem pożądanym. Idąc dalej tym tokiem rozumowania: rozdawnictwo, a w zasadzie obietnica rozdawnictwa tanich mieszkań stała się atrakcyjną ofertą wyborczą różnej maści populistów.

Komu mieszkanie, komu fot. Łukasz Zaranek

Prezydent Kwaśniewski obiecywał tanie mieszkania, za to w wielkich ilościach dla młodych małżeństw. Przy okazji dla wszystkich potrzebujących. 10 lat minęło od owych obietnic, a mieszkań jak nie było, tak nie ma. Tanich, komunalnych mieszkań oczywiście! Aleksander Kwaśniewski gotów był obiecać podczas kampanii wyborczej wszystko wszystkim. Jamnikowi – krzewy obrosłe parówkami. Kotu – miski pełne mleka. Łobuzowi – procę. Brydżyście – szlemy w bez atu. Nie mógł tylko obiecać swoim wyborcom uczciwych rządów, mądrych premierów…

W ślady prezydenta Kwaśniewskiego poszli (nie pomni na różnicę wzrostu) bracia Kaczyńscy. I – trzeba przyznać – znacznie krok wydłużyli. Obiecali Polakom w ciągu 5 lat 3 miliony tanich mieszkań. Policzmy: 5 lat razy 365 dni = 1825 dni. 3 miliony mieszkań podzielić przez 1825 dni = 16438 mieszkań dziennie. Hmmm. Mieszkam w starej, przedwojennej kamienicy. Zaniedbanej, zrujnowanej. Chętnie przeniósł bym się do nowo wybudowanego mieszkania – jednego z owych 3 milionów. Prędzej jednak przeniosę się do Krainy Wiecznych Łowów, gdzie już snem sprawiedliwych śpią wyborcze dyrdymały miłościwie nam panujących.

 

 

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (1):

Sortuj komentarze:

  • Autor usunął profil
  • 28.08.2006 09:30

A najśmieszniejsze jest to, że do kolejnych wyborów wszyscy będą narzekać na czym ziemia stoi, aby za te 4 lata rzucić się na dokładnie taką samą kiełbasę wyborczą. Po prostu głupota ludzka nie zna granic.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.