Facebook Google+ Twitter

Wolnoć Tomku w swoim domku, czyli o wadach wynajmowanych mieszkań

  • Autor usunął profil

  • Data dodania: 2013-03-26 12:22

Pierwszy rok studiów w dużym mieście, to przeżycie związane nie tylko z opuszczeniem domu rodzinnego, czy nawiązywaniem znajomości. Przeprowadzka wiąże się też z wyborem stancji, którego można żałować na kilka najbliższych miesięcy...

Maria, świeżo upieczona studentka dziennikarstwa i komunikacji społecznej na Uniwersytecie Warszawskim, pochodząca z małej lubelskiej miejscowości długo czekała z rozpoczęciem poszukiwań tymczasowego lokum. Już w sierpniu zaczęła odwiedzać strony popularnych serwisów internetowych związanych z wynajmem mieszkań. Ogłoszeniodawcy dwoili się i troili, by swoimi ofertami przyciągnąć klientów. W końcu, jedna ze znajomych Marii z liceum odezwała się z propozycją. "Mieszkanie wolnostojące, dużo miejsca, aż pachnie nowością - wprowadzasz się z nami?" - zachęcała koleżanka. Bohaterka zgodziła się jedynie ze względu na oferowany tam komfort i przestrzeń, ponieważ dojazd na uczelnię nie należał do najdogodniejszych.

Na pierwsze oględziny i spotkanie z właścicielem wybrała się z dwójką znajomych. "Pierwsze wrażenie? Właściciel był łysy, dobrze zbudowany. Chyba wiadomo, jak tacy ludzie się kojarzą". Mimo tego, dziewczyna podpisała krótką umowę bez zawahania - mieszkanie było wyposażone w nowoczesny sposób, a jej pokój, który miała dzielić w koleżanką, był bardzo duży. Dopiero po przekazaniu właścicielowi umowy, ten poinformował ją, że nie toleruje gości w jego domu dłużej niż do północy, a chęć nocowania osób spoza domu, należy mu zgłosić. Prośba mogła przejść w fazę realizacji dopiero po pozytywnym rozpatrzeniu jej przez właściciela.

Niby nie wydawało się to problemem. Do czasu. "Któregoś dnia zadzwonił mój brat. Wracał z Poznania i chciał się ze mną zobaczyć. Bez zastanowienia zaproponowałam, żeby u mnie przenocował.
To naturalne, nie widzieliśmy się co najmniej 3 miesiące. Przyjechał około 2 w nocy" - mówi Marysia - "Rano zaczął się koszmar. Właściciel złapał mojego brata, kiedy ten odśnieżał samochód. Zapytał, u kogo tak gościł całą noc, odszedł i zaraz po tym usłyszałam na schodach głośne kroki, niczym kroki gestapowca". Właściciel słuchała tylko haseł: "co Ty sobie myślisz", "jeszcze raz tak zrobisz (...)", a wszystko w obecności jej współlokatorów, którzy nawet nie kiwnęli palcem, by ją obronić.

Później natomiast dowiedziała się, że jeśli rzeczywiście chciała spotkać się z bratem, mogła odesłać go do hotelu: "wynajmuję pokój Tobie, a nie Twojemu bratu" - mówił właściciel. Tym samym, następna wizyta jej mamy odbywała się w domu znajomych, młoda dziewczyna nie chciała narażać się wynajmującemu.

"Z kolei, kiedy znajomi dziewczyny mieszkającej ze mną w domu zasiedzieli się do 1 nocy, właściciel wpadł i zapytał, czy wyjdą sami, czy może ma ich wyprowadzić za uszy" - podsumowuje swoją wypowiedź Maria.

Piotr, student II roku geologii spotkał się z podobnym zachowaniem."Kiedy chciałem odebrać ważny list, który znajdował się w skrzynce przy bramie, pod nieobecność właściciela, podczas rozmowy telefonicznej z nim dowiedziałem się, że jego to zwyczajnie nie obchodzi. W sposób nieprzyjazny wyjaśnił mi, że mogłem opłacić sobie wynajęcie skrzynki na poczcie. Szkoda, że dopiero po ośmiu miesiącach mieszkania tam, a nie podczas podpisywania umowy" - tłumaczy Piotr.

"Rzeczywiście, jeżeli osoba, która na stałe nie jest tam zameldowana niestety nie ma żadnych praw aby "wymusić" na właścicielu dostęp do skrzynki pocztowej. Oczywiście, jeżeli wynajmuje na podstawie umowy, do umowy najmu można wpisać takie uprawnienie i dopiero należy podejmować próby egzekwowania swoich praw" - wyjaśnia prawnik, Marta Skibińska - "Nie jestem do końca pewna jednak, czy zachowanie to jest zgodne z jakimikolwiek normami funkcjonowania w społeczeństwie" - dodaje.

Czy właściciel, który wynajmuje swój dom, czy mieszkanie ma prawo ingerować w życie prywatne pełnoletnich, samodzielnie zarabiających na utrzymanie, lokatorów? W obu opisanych przypadkach z pewnością nie dochodziło niszczenia sprzętów, kradzieży, czy innych podobnych zachowań. Choć prawo jest po stronie właściciela, to czy istotnej roli nie grają tu jakiekolwiek normy moralne, czy uszanowanie prywatności?

Jak się okazuje, "wolnoć Tomku w swoim domku", albo... w mieszkaniu bez właściciela.

Wybrane dla Ciebie:


Tagi:


Komentarze (0):

Jeśli chcesz dodawać komentarze, musisz się zalogować.

Najpopularniejsze

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.