Facebook Google+ Twitter

Pozycja materiału w rankingach:

132881 miejsce

Wolność słowa, czy językowy rynsztok?

Retoryka naszych rodzimych polityków i dziennikarzy (również), często przypomina bełkot i zwykłe obrzucanie się oszczerstwami. Jako takie standardy wypowiedzi odchodzą do lamusa, a górę biorą emocje napiętnowane agresją, zawiścią i zemstą.

Polityczno-dziennikarskie słownictwo, to pobojowisko poziomem zbliżone do dyskusji wielu internetowych trolli, do których redaktor naczelny ''Dziennika'', Robert Krasowski napisał w liście otwartym: ''Pocałujcie mnie w dupę''.

Zabrzmiało jak wypowiedź półinteligenta, którego mianem nazwał Jacek Żakowski w osobie publicysty ''Rzeczpospolitej'' Rafała Ziemkiewicza. Jak widać koledzy po fachu również potrafią sobie dopiec.

Publicyści mają to do siebie, że wyrażają swoje opinie subiektywnie, z czym nie każdy polityk potrafi się zgodzić, jak choćby Ludwik Dorn, który odniósł się do tekstu dziennikarza ''Financial Times'' w następujący sposób: ''Dlaczego ja mam dyskutować z artykułem , którego autor skłamał, jak bura suka?''. Polityk udzielił tej wypowiedzi na antenie Radia Zet podczas rozmowy z Moniką Olejnik.

Słowa Ludwika Dorna to już niemalże mowa z rynsztoka, przy której wypowiedź prezydenta Lecha Kaczyńskiego o ''małpie w czerwonym'' wydają się być ''błahostką''. Na taką obelgę naraziła się dziennikarka TVN 24, do której prezydent ewidentnie nie pałał sympatią.

''Prezydent może być niski, ale nie powinien być mały'' – to z kolei stwierdzenie Radosława Sikorskiego, które jakkolwiek błyskotliwe, to nie było w dyplomatycznym tonie.

To tylko nieliczne wybrane cytaty obrazujące poziom debaty publicznej w Polsce.
Osoby publiczne, na które są zwrócone oczy społeczeństwa dają naganny przykład dyskusji i braku etykiety. Niczym nie skrępowani rzucają kalumniami na lewo i prawo, bądź co bądź wytyczając nowe ''standardy'' porozumiewania się. Nie krępuje ich nawet kręgosłup moralny, którego trudno doszukać się w inwektywach. Nie krępuje ich niewyparzony język. Krępuje ich tylko brak kontrowersji i rozgłosu wokół własnej osoby czego najlepszym przykładem jest naczelny kabotyn, którego grzechem byłoby pominąć w przypadku tego tematu, czyli Janusz Palikot.


Jakie są zatem granicę wolności słowa i czy nie są on zbyt szerokie, skoro elita społeczeństwa tak nagminnie ich nadużywa? Czy media poprzez przekazywanie żenujących wypowiedzi nie przyczyniają się do dewaluacji wartości, tylko po to żeby podbijać sobie zyski? Czy może to my sami podbijamy te zyski, będąc żadnymi skandali i zarazem windujemy popularność wielu publicznych osób, które bazują na kontrowersjach, a nie kompetencjach.

Wybrane dla Ciebie:




Komentarze (5):

Sortuj komentarze:

Niestety używanie wulgaryzmów stało się już plagą narodową. Wielokrotnie zwracałem uwagę młodzieży (w tym kolegom syna), że gdyby nie k... i ch... to nie wiedziałbym o czym mówią.

Komentarz został ukrytyrozwiń

To nie media poprzez przekazywanie żenujących wypowiedzi przyczyniają się do dewaluacji wartości tylko autorzy tych wypowiedzi. Niestety język dyplomacji w zaniku. Powiedzenie, że ktoś używał zwrotów czy słów nieparlamentarnych dzisiaj straciło sens. Ale jak wpłynąć na polityków aby nawet w emocjach - nie używali słów, właśnie nieparlamentarnych. Ale rzeczywiście. Wulgarne słownictwo opanowało wszystkie dziedziny naszego życia. Kiedyś nie do pomyślenia było przeczytanie w książce wulgarnego wyrazu w jego pełnym brzmieniu. Co najwyżej - kropeczki. Ale najczęściej - nie używano ich w ogóle. Obecnie: ot dla przykładu: Karolina Macios, "Pieskie życie mojego kota". Książka pisana w pierwszej osobie i oto jak autorka opowiada o pewnym zdarzeniu: "Kiedy panie zaczęły dyskusję, ratlerek tej drugiej rozgonił ptaszki i zaczął w.....lać precla." Autorka prawdopodbnie miała na myśli,to że piesek zaczął zjadać tego precla. Od słowa na "k" aż się roi.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Czy media poprzez przekazywanie żenujących wypowiedzi nie przyczyniają się do dewaluacji wartości, tylko po to żeby podbijać sobie zyski?" - takie przekorne pytanie. Zdaję sobie sprawę, że chodzi zbijanie kasy i niestety nie jesteśmy w stanie usunąć z rynku tabloidów, chyba że przestaniemy je czytać:)

Komentarz został ukrytyrozwiń

Irytujących słów jest sporo... ''Dokładnie'' to już taki pospolity przykład. Mnie strasznie drażni słowo ostatnio robiące furorę wśród polityków, czyli transparentny. Neologizmy, czy zapożyczenia nie zawsze mi się podobają, ale chcąc nie chcąc musimy się do nich przyzwyczajać. Natomiast lubię wyrażenia pochodzące z łaciny, ale jeśli są one ad rem. Ale tu już trochę schodzimy na tory stylistyki.

Komentarz został ukrytyrozwiń

"Czy media poprzez przekazywanie żenujących wypowiedzi nie przyczyniają się do dewaluacji wartości, tylko po to żeby podbijać sobie zyski?" Oczywście, że tak. Gdyby to ode mnie zależało nałożyłabym solidne kary za naganne wypowiedzi. Od ludzi na świeczniku powinno wymagać się więcej.

Komentarz został ukrytyrozwiń

Dziękujemy za Twoją aktywność w serwisie wiadomosci24. Do zobaczenia niebawem w innym miejscu.

Copyright 2017 Wiadomosci24.pl
#PRZEPROWADZKA: Dowiedz się więcej

Korzystamy z cookies i local storage.

Bez zmiany ustawień pliki są zapisywane na urządzeniu. Więcej przeczytasz tutaj.